Nie trzeba przeprowadzać badań, aby wyrobić sobie zdanie o świętach spędzanych w rodzinnym gronie. Niby każdy się z tego cieszy, ale w głębi serca chciałby jak najdalej uciec od tego świątecznego rodzinnego zgiełku. Mimo to nie ucieka, bo - jak każe tradycja - obowiązkowo trzeba spotkać się przy rodzinnym stole: synowa z kłótliwą teściową, mama z leniwym zięciem, ciotka ze znienawidzonym szwagrem.

Nie ma to, jak u teściowej

Najgorzej wspominamy święta spędzone u teściowej. Ania z Bielska Białej nie ma złudzeń, że, jak co roku, także podczas tegorocznych świąt będzie musiała grać rolę dobrej synowej, choć wewnątrz się w niej gotuje. - Teściowa nigdy nie przyzna mi racji, zawsze z wyrzutem przyjmuje moje wypowiedzi niemal na każdy temat. I zawsze robi to z taką pogardą dla mojej rodziny, podkreślając w ten sposób idealny, jej zdaniem, model jej własnej rodziny. Tyle że wychowała swojego syna na domowego lenia, któremu wszystko trzeba podnieść pod nos, we wszystkim usługiwać - żali się trzydziestolatka. 

Ania dodaje, że istotnie, w tym względzie często prowokuje teściową, prosząc męża, aby przyniósł jej na przykład z kuchni wodę, albo z przedpokoju sweter, bo jest jej zimno. - Wtedy słyszę jej wielkie wzburzenie, typu: "Daj mu spokój, ja ci przyniosę, albo idź sobie sama przynieś, on przecież musi odpoczywać w święta". A w Ani znowu się gotuje. - Zwykle kończy się wielką awanturą, w której wypominamy sobie, ona, że nie dbam o męża, a ja, że robi z syna księcia, któremu trzeba usługiwać.

Psycholog tłumaczy

Psycholodzy nie mają wątpliwości. - W tej trudnej relacji między teściową a synową chodzi między innymi o to, do kogo właściwie należy ten mężczyzna. Sam mężczyzna nie zabiera głosu w tej sprawie, zachowuje się raczej powierzchownie i nie wybiera żadnej ze stron, przez co konflikt pomiędzy jego kobietami jeszcze się nasila  - tłumaczy holenderska psycholog Roos Vonk. Według niej wielu mężczyzn po takim rodzinnym świątecznym obiedzie musi zmierzyć się z wyrzutami, typu: dlaczego nie stanąłeś po mojej stronie.

Z badań opinii publicznej przeprowadzonych w Holandii przez telewizję RTL na temat świąt wynika, że w tym kraju najwięcej osób żali się na to, iż podczas świąt muszą być przymusowo mili w gronie rodzinnym, choć najchętniej uciekliby od krewnych na koniec świata. Kolejna grupa uważa, że najgorsze są przygotowania do świąt, w tym zakupy i wybieranie prezentów.

A jak jest w Polsce? Zapewne wyniki badań byłyby podobne, choć nie wykluczone, że większość osób nie kocha świąt u rodziny z jednego, bardzo istotnego powodu: gdy nie można tam zanocować, a to oznacza, że kierujący samochodem nie może wypić do obiadu drinka. Tak wykazała ankieta przeprowadzona przeze mnie na szybko w gronie znajomych.

Krzysztof z Rzeszowa wie, dlaczego moi polscy znajomi podkreślali właśnie ten element. - W Polsce jest zero tolerancji na #alkohol, podczas gdy w takich krajach, jak Niemcy, czy Holandia kierowca może wypić do obiadu piwo czy lampkę wina. Szkoda, że u nas tak nie ma. Ale my w tym roku nie będziemy mieć tego problemu, ponieważ na święta wyjeżdżamy na narty do Austrii z całą rodziną. Razem z teściową, ale ja mam dobre relacje z moją teściową - mówi Krzysztof. i zapewnia, że nie będzie tęsknił za świętami w Polsce, bo jego zdaniem zorganizowanie takich świąt jest i kosztowne i stresujące. - Może na drugi rok? Kto wie. Święta mają swoją magiczną moc, dlatego ludzie. choć narzekają, tradycyjnie je organizują, ale sądzę, że czasem trzeba od nich odpocząć, a nie narzekać za plecami.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Święta Bożego Narodzenia #społeczeństwo