Zbliża się Boże Narodzenie. Zima w tym roku jest dziwna. Temperatury nocą czasem opadają nieco poniżej zera, w dzień bywa słonecznie i ciepło. Siedliska oczekują, kiedy nadejdą mrozy i spadnie śnieg. Drewno na opał przygotowane, poukładane, węgiel w szopie, ogrody posprzątane, ciągle trwa walka z kretowiskami. Ale wewnątrz domów ruch nie ustaje. Nareszcie jest trochę czasu, można zająć się przygotowaniami do Godów, w niedzielę niektórzy pójdą na polowania Można też poświęcić się pracy charytatywnej, czytaniem, odwiedzinom u sąsiadów, czasem jakimś pisaniem wspomnień, telewizją w długie wieczory.

Mało już pracy w polu, chociaż nieomal wiosenna pogoda jej sprzyja.

Przedłużony sezon

Nie mam pola, nie jestem rolnikiem. Roboty jednak pełno. Znów przygotowywanie przetworów dla potrzebujących. Tym razem z jabłek. Tyle wokół sadów, przechowalnie o tej porze pełne Nie są to co prawda najwłaściwsze – antonówki – te już nie są łatwo osiągalne. Jednak przechowalnie ciągle zapełnione innymi odmianami, też nadającymi się do wykorzystania. Sezon na przetwory zatem znacznie się wydłużył, a potrzebujących, czekających na szczodrą, charytatywną rękę, nie brakuje. Dostałem od sąsiadów kilkadziesiąt kilogramów ligoli. Dorodne jabłka. Sąsiedzi są sadownikami od pokoleń, umieją wyhodować piękny owoc. Ile to roboty w sadzie! Obieram ręczną obieraczką, trę i trochę posypuję cukrem nawet piętnaście kilogramów w ciągu dnia. Potem postoją przez noc i rano do gara. Jakiś czas na gazie i do słoików, które dostałem od innej sąsiadki, wymyłem i wyparzyłem. Słoiki są półlitrowe, z szerokim wlotem, łatwo napełniać. Dużo stania przy gazie, napełniania, zakręcania i radosnych rozmyślań, ile pożytku będą miały na przykład fundacja opiekująca się samotnymi matkami, chorymi na raka lub kuchnia dla bezdomnych. Radio nadaje transmisję z aukcji wspierającej znaną fundację. Tak, chorych i innych, których życie okrutnie pokręciło, nigdy nie zabraknie. W wielu wypadkach muszą oni liczyć na wsparcie społeczne, na tych, którzy nie odmówią pomocy, na ludzi mających po prostu serce. Na ludzi, którzy chcą i mogą robić coś dla bezbronnych. Szczęściem, coraz częściej jest to na porządku dziennym.

Sektor pozarządowy

Myślę o tak pięknie rozwijającym się sektorze pozarządowym, o licznych fundacjach i stowarzyszeniach, o tysiącach młodych wolontariuszy, angażujących się bez wahania w najrozmaitsze akcje, o doświadczonych ludziach dojrzałych, którzy zetknęli się z nieszczęściem i postanowili z nim walczyć, oddać swe umiejętności szlachetnym celom. W tzw. trzecim sektorze są i wielkie organizacje, niekiedy swą działalnością, pod kierunkiem osób powszechnie znanych, wykraczające poza granice kraju, przynoszące niewyobrażalne korzyści cierpiącym, obracające olbrzymimi budżetami. Inne walczą o każdy, drobny, przysłowiowy grosz, także obracany na cele społeczne, na pomoc. Różne są statutowe cele tych organizacji, różne możliwości finansowe. Często trzeci sektor to nie tylko pomoc społeczna. Wypełnia wiele różnych obszarów obywatelskiej aktywności i zapału. Wszystkie te organizacje mają podobną cechę. Opierają się inicjatywie obywatelskiej połączonej z entuzjazmem, na chęci zdziałania czegoś dobrego, bez oglądania się na polecenia. Często na pracy bez wytchnienia, ponad siły, z samozaparciem. Pracy, która jest taka potrzebna. Pierwsi mają już wielkie doświadczenie, lata działalności za sobą, setki wolontariuszy, wszyscy ich znają. Drudzy często dopiero startują, czasem z zapałem, który przekracza możliwości, popełniają błędy, uczą się. Ale i jedni, i drudzy, ci znani, i ci nieznani zasługują na pochwałę, przynoszą wiele pożytku otoczeniu, któremu oddają swe siły i talenty. Popierajmy ich, każdy jak może. #non profit