Listopad jest miesiącem wiążącym się we Francji z barbarzyńskim arabskim terrorem nie od bieżącego roku, ale od 61 lat. 1 XI 1954 w departamentach afrykańskich rozpoczęła się rewolucja terrorystyczna. Tego dnia krwiożerczy fanatycy zaatakowali szereg obiektów i osób cywilnych na terenie obecnej Republiki Algierii, stanowiącym wówczas integralną część Republiki Francuskiej. Było to terytorium zasiedlone przez miliony tzw. Czarnych Stóp, urodzonych w Afryce. W ten sposób określano ludność narodowości francuskiej, korsykańskiej, włoskiej i hiszpańskiej, połączoną wspólnymi interesami i wieloma małżeństwami mieszanymi

Straszliwa tragedia Czarnych Stóp i Afrykańczyków oraz katastrofalny błąd de Gaulle'a

Europejscy osadnicy, którzy wzorowo zagospodarowali nadmorską część departamentów algierskich i byli bliscy dokonania tego samego na pustyni, nie byli sami. Współpracowała z nimi najstarsza, naprawdę rdzenna ludność Afryki Pólnocnej - Berberowie. Berberyjscy mieszkańcy Algeru (pisownia używana do 1962) uważali francuskich żołnierzy za wyzwolicieli spod ucisku arabskich i tureckich najeźdźców. Razem wzięci Czarne Stopy i Berberowie stanowili większość ludności "drugiej Francji". Obowiązkiem francuskiego państwa było bronić tych ludzi do ostatka przed terrorystami.

 

W roku 1955 to państwo popełniło fatalny błąd. Całkowicie zlikwidowało swój protektorat w Maroku i Tunezji. W obu tych państwach natychmiast powstały obozy terrorystów. Co prawda szybko wybudowano umocnienia graniczne, ale ich skuteczność przy ówczesnej technice nie była całkowita. W roku 1961, rozczarowany brakiem zwycięstwa w wyniku wzmożonego polowania przez wojsko na terrorystów, prezydent de Gaulle podjął niedorzeczną decyzję. Pod połączonym naciskiem USA i ZSRR wdał się w tajne rokowania z mordercami francuskich kobiet i dzieci. W następnym roku, po krwawym stłumieniu powstania Czarnych Stóp i wydaniu na wymordowanie dwóch milionów Berberów, oddano Algierię Arabom.

De Gaulle pokazał, że terroryzm popłaca

Islamistyczno-nacjonalistyczni terroryści arabscy przejęli zupełnie za darmo ogromne dobra materialne, pozostawione przez Europejczyków. W ciągu kilku lat dokonali rzeczy niezwykłej - doprowadzili je do ruiny. Algieria, która osiągała ogromne dochody z rolnictwa, pod rządami ich otwartej dyktatury stała się krajem ludzi przymierających głodem. W roku 1971 złamali układy w sprawie warunków przyznania niepodległości i zagarnęli ropę naftową na Saharze. Ropę, którą nie oni odkryli i wydobywali. Następca de Gaulle'a Pompidou stchórzył i ograniczył się do nałożenia mało dotkliwych sankcji gospodarczych.

Przykład Algierii okazał się zaraźliwy. Podobna historyczna tragedia stała się udziałem Rodezji, Angoli, Mozambiku. Wietnamu, Laosu i Kambodży. Obecnie przeżywa ją Syria i Irak. Kto następny? Cała Europa Zachodnia! Nadchodzi czas spełnienia najbardziej przerażających przepowiedni.

Jak Francja zaczęła przyjmować miliony śmiertelnych wrogów

Główną przyczyną, dla której Algieria, rządzona cały czas przez uczestników rewolucji terrorystycznej, nie podzieliła losu Konga czy Liberii, są przekazy pieniężne arabskich emigrantów zarobkowych. Wrogo nastawieni do Europejczyków ortodoksyjni muzułmanie, pochodzący z Algierii i Maroka, których nieopatrznie wpuścił tenże de Gaulle, marzą o wykopaniu grobu dla narodu francuskiego. Dość słabą przeciwwagę dla nich stanowi milion muzułmanów sufickich pochodzenia berberyjskiego i senegalskiego.

 

De Gaulle powoływał się w roku 1963 na brak rąk do pracy w przemyśle samochodowym. Zapowiedział też, że ci robotnicy cudzoziemscy zostaną deportowani w wypadku wystąpienia bezrobocia. Zamiast tego porażona ideologią multi kulti francuska elita władzy nadała im obywatelstwo, skazując swój kraj na ich uciążliwe i niebezpieczne towarzystwo. Kiedy siły bezpieczeństwa rozwikłają powiązania terrorystów-samobójców z 13 listopada, okaże się jak wielki był udział tej grupy ludności w najnowszych, straszliwych zamachach. #Terroryzm #historia #Francja