Jestem nie stąd. Jestem obcy - nawet napisałem kiedyś o tym wiersz. Ostatnio coś mnie uderzyło - zajrzyj do programu imprez w miejscowym Domu Kultury. Wybrałem bez wahania. Wernisaż prac pensjonariuszy znanego Domu Pomocy Społecznej w Górze Kalwarii. Wiedziałem, że ci ludzie, często tak wrażliwi, często są prawdziwymi i wielkimi artystami. Nie wahałem się. I potem potoczyło się dalej. Wracałem nocą z jakiejś reporterskiej eskapady i na murze, znanym mi od lat, murze może trochę odgradzającym mnie od tamtego świata, spostrzegłem ogromną wystawę fotograficzną.  To właśnie pensjonariusze - ich portrety. Portrety z jednym wyjątkiem. Było to zdjęcie wykonane przez Grzegorza Krzyżewskiego. Fotografia braku człowieka. Zostało miejsce i lalka.....Tutaj tak zdarza się często. Młode i miłe pielęgniarki wyjaśniały mi potem, że oni często te lalki, że to jakaś zabawa, może ucieczka, może wspomnienie. Wyjaśnień nie potrzebowałem, znałem taką sytuację bardzo mi blisko.

175. rocznica powstania Domu Pomocy Społecznej W Górze Kalwarii

Wystawa pojawiła się z okazji stosiedemdziesięciopięciolecia powołania placówki, która od 1980 nosi imię Waleriana Łukasińskiego. To centrum Góry Kalwarii. Dzień otwarty Domu trochę psuje pogoda.

 I zaraz  po wejściu, miłe przyjęcie na podjeździe. Wita mnie dziewczyna z personelu, wręczając okolicznościowe wydawnictwo - zresztą było ich dużo wszędzie. Może dość skromne, ale jest historia w zarysie, honorowi patroni, partnerzy i najważniejsi - sponsorzy. Oczywiście, jestem zaproszony na ciasto. Dom słynie z ciepłej, atmosfery. Spostrzegłem  od razu. Ciasto dla pensjonariuszy i gości.

Krążenie

Jednak nie ciasto mnie ciągnie: idę gdzieś dalej, trochę się pokręcić, zanurzyć w nastroje spokoju, wspomnieć twarz matki. Spotykam starszego pana, siedzi na deszczu - pali papierosa. Zagaduję, ale on, biedak, nie bardzo jest kontaktowy  pomimo, ze mówię mu Dziadku. Może nie ma zaufania do obcego.

Jednak dobrze trafiam, obok wejście do galerii prac pensjonariuszy,  jedna z pań pyta czemu przyszedłem. Łza się kręci, ale mówię, że przypomnieć sobie twarz matki. Oglądamy prace, wymieniamy uwagi - zobaczę je jeszcze raz w Domu Kultury Momentem radosnym jest spotkanie z jednym z pensjonariuszy, który kojarzy mnie z telewizją. Oni często mają tyle uśmiechu i radości.

Krążę dalej - dzień otwarty, można łazić gdzie się chce. A teren nie byle jaki  - 8 ha! Za budynkami z czerwonej cegły pochodzącymi z początków XX w jest nawet trochę lasku. Jaki potrzebny  pensjonariuszom w nienajlepszym stanie! Jest i miejsce do odbijania piłki i wrzucania do kosza. Na pewno coś nowszego niż początek XX w.

Krążę dalej i zastanawiam się co napiszę. Oczywiście pomysłów jak nigdy nie brak. I obiektów do fotografowania. Tyle działo się w historii wspaniałego miejsca. Obiekty są dość typowe - może nie wszystkie, ale te które fotografuję nie widnieją w popularnych wydawnictwach. Trafiam do kuchni. Wchodzić nie chcę, wiadomo, ale miłe panie pozwalają na moment, na jedno zdjęcie. A obiekty rewelacyjne: stara, ciągle pracująca mieszalnica do ciasta zwana pulpą. I żeliwna pompa od frontu.

Wszystko w deszczu, wśród drzew jesiennych. Wracam do ciasta. I wiem co napiszę: młode w połączeniu ze starym daje dobre wyniki. Myślę o pielęgniarkach i pensjonariuszach. #społeczeństwo #seniorzy