Joachim Brudziński, kandydat na szefa MSWiA w przyszłym rządzie Prawa i Sprawiedliwości, jest autorem niefortunnej wypowiedzi na Twitterze. Odpowiadając na doniesienia prasowe o obsadzie ministerstw w przyszłym rządzie #PiS, napisał: „W związku z nominacją na szefa MSWiA dokonaną przez „Fakt” informuję, że jest to tak samo prawdopodobne jak objęcie przeze mnie funkcji biskupa :)”.

Moje historie z Brudzińskim

Brudzińskiego znam osobiście. Jako mój student wiele razy zdawał egzamin z logiki. Wielokrotnie spotykając się z nim podczas zaliczeń z tego najtrudniejszego przedmiotu dla studentów politologii, rozmawialiśmy na różne tematy. Nauczył mnie używania słowa „katabas”. Połączył nas również duch antykomunizmu.

Kiedy naszemu bohaterowi udało się zdać logikę, dałem się nawet zaprosić przez niego na nieco ostrzejsze trunki do jednego ze szczecińskich pubów. Wówczas otrzymałem od niego ofertę współpracy z partią Kaczyńskich. Odmówiłem. Gdybym ją przyjął, kto wie – może dzisiaj zostałbym Dudą.

Kiedy PiS przejmował władzę po raz pierwszy w 2005 roku z Brudzińskim wymieniliśmy drogą internetową kilka zdań na temat jego sukcesów politycznych. Wówczas zwróciłem mu uwagę, iż PiS źle przeprowadza lustrację. Ta wymiana skłoniła mnie nawet do publicznego wyrażenia poglądu na ten temat na łamach „Gazety Wyborczej”.

Ostatni raz Brudzińskiego spotkałem przy okazji pogrzebu prof. Komarnickiego, dawnego dyrektora Instytutu Politologii i Filozofii US. Wówczas powiedziałem: „Joachimie spieprzyliście lustrację”. W odpowiedzi usłyszałem: „Zobaczymy!”.

Brudziński odważnie porównuje siebie z biskupami

Wypowiedź kandydata na szefa resortu bezpieczeństwa nie świadczy o tym, iż jest on dobrym katolikiem. Na biskupów nasz bohater spogląda tak, jakby byli oni ludźmi spełniającymi jakieś funkcje, a nie - świętą posługę w ułatwianiu wiernym kontaktu z Bogiem.

Co więcej, Brudziński porównuje siebie z biskupami. Tworzy świat możliwy, w którym wypełniałby funkcje biskupa. Zauważa, że to jednak nieprawdopodobne. Najbardziej grzesznym elementem w wypowiedzi czołowego polityka PiS jest użycie słowa „biskup” w kontekście, w którym autor odnosi się do tabloidu „Fakt”, publikującym często fotki nagich kobiet. Brudziński więc sugeruje, że temat biskupów nadaje się na treść któregoś z nagłówków w tym tabloidzie, widniejących obok fotografii roznegliżowanych celebrytek.

Wróżka mówi, że kariera Brudzińskiego załamie się

Kariera Andrzeja Urbańskiego związanego z PiS zapowiadała się rewelacyjnie. W 2005 roku został szefem kancelarii Lecha Kaczyńskiego, a potem w 2006 roku piastował stanowisko szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Urbański również spożywał ze mną ostrzejsze trunki. Miało to miejsce w 1986 roku w jakiejś willi w Aninie pod Warszawą. Jego teść zaprosił mnie nawet na kolację w podzięce za przywiezienie samochodowych opon z dalekiego Pomorza do Warszawy. Do dniś nie piłem lepszych nalewek.

Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który spożył ze mną ostrzejsze trunki, nader często posługiwał się słowem „katabas”. Kariera polityczna Urbańskiego legła w gruzach, bo nieszczęśliwie, dosyć brzydko wypowiedział się o biskupach.

Wróżka mówi, iż Brudziński nie zostanie szefem MSWiA w przyszłym rządzie PiS. Podobnie jak Andrzej Urbański, używał za młodu słowa „katabas’ i spożywał mocne trunki z Krysztofiakiem.

Puenta

Jorge Mario de Bergoglio ani nie raczył się z Krysztofiakiem mocniejszymi trunkami ani za młodu nie używał słowa „katabas”. Został więc papieżem Franciszkiem. Wróżka mówi, że w naszym kraju od jesieni 2015 roku jednym z warunków udanej kariery politycznej będzie pisanie słowa „biskup” z wielkiej litery.

Używając słowa „biskup” w kontekście z nazwą tabloidu „Fakt”, Brudziński uruchomił w głowach wyborców seksualne skojarzenia roznegliżowanych modelek z biskupami. Tym samym nasz bohater obraził uczucia religijne wielu wyborców. Choć zaznaczyć trzeba, że uczynił to subtelniej, niż Małgorzata Terlikowska. #wybory parlamentarne #kościół