Ach, Białoruś! Pośród burz w innych krajach, gdzie chwieje się Europa a na wschodzie toczy wojna (a jak wierzy białoruski lud, nie ma gorszej rzeczy), w Białorusi długi, błogi dzień. A to dzięki jednemu człowiekowi: Aleksandrowi Łukaszence

Wybory

Niedawne wybory dały mu kolejne pięć lat pełnej władzy nad Białorusią. Wyniki z całą pewnością nie odpowiadają prawdzie, lecz nawet, gdyby odbywały się one w bardziej demokratycznej atmosferze, Łukaszenka miałby wielkie szanse na zwycięstwo. Po prostu odpowiada on w dużej mierze wyobrażeniom i potrzebom naszego wschodniego sąsiada. Wprawdzie w ciągu dwudziestu pięciu lat niepodległości, zaszły spore zmiany, również w społeczeństwie; nie jest to już ta sama "kartoflana republika", modernizacja przyszła tak czy inaczej, specyficzna, nie do końca taka może jak być powinna. Wprawdzie daleko Łukaszence co do urody i inteligencji do wzorca współczesnych dyktatorów, Władymira Władymirowicza, ale jako "ostatni dyktator Europy" nie odznacza się skrajnym okrucieństwem, co najwyżej poturbuje kilku niezadowolonych, żadnych wielkich szaleństw. 

Niedawno, gdy odbywały się rozmowy w Mińsku, Łukaszenka miał nawet okazję ukazać się światu jako dyplomata, odpowiedzialny przywódca. Na Zachodzie po raz kolejny pojawiła się nadzieja, że może tym razem ten dziwny osobnik, tak doceniony przez światłych, pod wpływem jakimś - może obecności Merkel i Hollanda - ulegnie przemianie w męża stanu. Jednak po raz kolejny Zachód potwierdził tylko, jak wysoko w jego panteonie Święta Naiwność ma ustawione swe miejsce.

Natura władzy

Jego trwanie wydaje się zagadką. Ale komu zależy na zmianie: małej grupie aktywistów, białoruskim narodowcom? Póki zmianą nie zainteresuje się Zachód, jak na Ukrainie, lub Rosja, jak w Kirgizji, festiwal wyborczy może być urządzany co każde pięć lat. Za każdym razem z podobnym efektem. 

Czym jest dzisiaj władza Łukaszenki i czym jest Białoruś? Ambicja białoruskiego prezydenta wydaje się dziś już oczywista - to przedłużenie władzy, zachowania jej w rodzie. Udało się mu przejąć władzę, obalić parlament i konstytucję, łamać na oczach Europy standardy, tak przecież jej drogie, urządzać polityczne farsy, budować oligarchiczny - na białoruską miarę - system gospodarczy, a jednak trwać; na początku ku zdumieniu, czasem zyskując kredyt zaufania (przecież to Wschód!), potem go tracąc, w końcu cicho, bez oficjalnych deklaracji, zaakceptowany jako stały element rzeczywistości. Czy mały Kola, 11 letni syn włodarza Białorusi, to przyszły prezydent tego kraju? Wprawdzie wymagałoby to jeszcze, co najmniej 20 lat rządów obecnego prezydenta, ale czego się nie robi dla stabilności i pomyślności narodu? 

Firma Białoruś

Ale czym jest współczesna Białoruś? Otóż jest ona przedsiębiorstwem, wprawdzie to już nie kołchoz, lecz coś na miarę quasi-nowoczesnych tworów państwowego kapitalizmu, wersji postsowieckiej. A jakie są najważniejsze zadania przedsiębiorstwa? Zapewniać zysk właścicielom i zatrudnienie. Co do zysku, jaki Białoruś zapewnia Łukaszence, to nie trzeba się martwić, głodny ani on, ani jego synowie nie chodzą. A i z zatrudnieniem rzeszy obywateli jest dobrze. Białoruskie państwo nie toleruje niepracowitych, no chyba że jest się członkiem podejrzanych organizacji, wtedy brak pracy ma się zapewniony, lecz obywatele bardziej praworządni znajdą zatrudnienie, choćby za marne pieniądze. Białoruskie ulice są czyste, drogi i trawa, rosnąca przy nich równo, pomalowane. 

Opozycja czeka na cud, bo nawet marsze już nie są częste, protesty wychudzone. W narodzie jest albo poparcie dla systemu, albo mały realizm w małej stabilizacji. Cios jednak na przedsiębiorstwo Łukaszenki może spaść ze wschodu. Putin zażądał bazy dla swych wojsk blisko granicy z Litwą. Łukaszenka odmawia. Stawia się. Rola pośrednika widać przypadła mu do gustu. A to łatwa i przyjemna gra: czasem na wschód, czasem na zachód. Zabawne, gdyby zgubiła go ta chwila słabości, gdy chciał choć na moment poczuć się ważny.

źródła: politico.com #Europa Wschodnia