Ludzie różnie podchodzą do problemu uchodźców. Pierwsza grupa nie zamierza poddawać pod jakąkolwiek dyskusję konieczności ich przyjęcia. Otwartość, chęć wsparcia uważają za konieczne, za coś więcej niż „pewną normę”. Kolejne grono widzi pewne „ale” w całej tej sytuacji. Pierwszym zarzucimy idealizm, drugim wyrachowanie. Będą także nieuznający tych problemów za naszą sprawę. Wygodnie siedząc przed monitorami, prowadzimy spory. W tę rzeczywistość wkracza Franciszek wzywający do działania i wcale nie jest to wołanie człowieka, który nic innego nie mógł powiedzieć.

Przypuszczalne szkody, istniejący ludzie

Zanim o planie Franciszka, zastanówmy się nad komentarzami, które krążą w obiegu. Udzielenie pomocy ofiarom wojny nie powinno budzić naszych sprzeciwów. Choć łatwo prowadzi się kalkulacje, to z drugiej strony mamy gardłowe problemy konkretnych osób. Na dodatek, nasze jałowe przetargi marnują cenny czas i wytracają sens sprawy. W tym przypadku skrupulatne liczenie złotówek przeradza się w przedmiotowe traktowanie innych. Szacujemy przypuszczalne szkody zapominając, że mówimy o istniejących ludziach. Idealizmem nie jest stawianie ludzkiego życia na pierwszym miejscu. Oduczmy się polemizować na takim poziomie, wyobraźmy sobie, że to nasze życie od kogoś zależy. I jak dobrze, że ten, w którego łasce jesteśmy, nie naśladuje ludzkiego modelu traktowania innych.

Patrząc od innej strony, nie należy przeczyć pewnym racjom. Opieka nad uchodźcami kosztuje, świadczenia socjalne nie spadną z nieba. Na dodatek czy w enklawach żyjących przy granicach żyją jedynie ofiary wojny? Coraz pewniejszym staje się, że za pokrzywdzonymi na Zachód płyną fale migrantów ekonomicznych. Podobnie jak na drogach, gdzie osobówki „podczepiają się” pod karetkę pogotowia i korzystają z czyjejś szkody. Co więcej, dużo mówi się o groźbie terroryzmu i przemieszania kulturowego. Faktycznie, może to stanowić problem, choć wymaga gruntownej analizy, jakiej nie zastąpią zdawkowe i pochopne komentarze. Jasne, że byłoby mniej przepychanek, gdybyśmy potrafili dokładnie ustalić, kto potrzebuje pomocy. Niestety, trudno wymagać dokunentów od ludzi, którzy uciekali pod gradem pocisków.

Nie łudźmy się, że zamieciemy pod dywan migrantów. Nie jest tak, że te tragiczne wydarzenia to nie nasz problem lub że ciężar udźwignie Zachód, chociażby nie wiem jak wzbogacił się na dawnych koloniach... Rozsądnym i dobrym wydaje się szukanie właściwych form pomocy. Migranci żyją i czekają przed naszymi granicami, a my głowimy się, wpuścić czy udawać, że nikogo nie ma w domu. Zamiast spierać się o racje, wypracujmy formułę pomocy dla uchodźców. Przypomnijmy sobie dzieje naszego narodu i jak to jest dostać bilet w jedną stronę.

Uchodźcy to nie tylko kwestia ostatnich miesięcy. Wojna w Syrii, Bliski Wschód w ogniu to nie nowe rzeczy. Nie narodziły się wczoraj w polityce międzynarodowej. Przyjmując uchodźców, pamiętajmy, gdzie mają dom. Zjednoczony świat powinien zaprowadzić porządek i spokój w Azji Mniejszej, zresztą to tylko wierzchołek góry lodowej. Wydawać by się mogło, że pokój to priorytet dla całego świata. Niestety, historia wyraziście ukazuje, jak niektórym wojny się opłacają.

A co z Franciszkiem? Ojciec Święty wezwał każdą parafię do przyjęcia, co najmniej jednej rodziny migrantów. Zwróćmy uwagę, że za słowami Franciszka słuchamy słów Św. Jakuba, który napisał w Liście: „Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby”.To wezwanie wpisuje się w Jubileuszowy Rok Miłosierdzia. Widzę w tym kierunek, do którego zaprasza Franciszek. Chrześcijaństwo, Kościół ma być znakiem miłosierdzia. Ludzie naśladujący Chrystusa to świadkowie Nadziei. Możemy nie rozumieć i źle odczytywać treść wezwania. Mało tego, może nie dziwić nikogo, strach o własny dom, a nawet niechęć do obcych. Jednak w tym obrazie przestraszonych, kalkulujących ludzi widzę coś pięknego:, Franciszka mówiącego, że ten rachunek za życie zapłaci Kościół, na czele z biskupem Rzymu.

Źródło: deon.pl #Papież Franciszek #kościół #kryzys uchodźczy