Idea aby wysunąć kandydaturę Angeli Merkel do pokojowej Nagrody Nobla może nie brzmi zbyt poważnie, ale i tak nie byłaby najdziwniejszą kandydaturą w historii tej nagrody. Mogła by ona jednak symbolicznie potwierdzić rzecz wiadomą: #Niemcy kierują Europą. Pytanie jednak czy tego chcą?

Niechciane przywództwo? 

Na pytanie jak Niemcy uzyskały zajmowaną obecnie pozycję można udzielić dwóch odpowiedzi, zresztą niesprzecznych ze sobą: albo Niemcy oczekiwały dominującej pozycji i dążyły do niej, albo też nie miały innego wyjścia. Ta druga odpowiedź paradoksalnie jest trochę bliższa prawdy. Niemcy są najbardziej stabilnym politycznie i społecznie krajem (nie bez znaczenia jest tu rodzaj "technicznego" konserwatyzmu jakim się kierują elity i społeczeństwo). Kryzys 2008 r., osłabienie pozycji głównego partnera, Francji i wycofanie się z gry przez Wielką Brytanię postawiło Berlin w pozycji lidera. Niejako objął on tę pozycję przez abdykację innych. Twierdzenie, że do obecnej pozycji Niemcy dążyły "od początku" i "konsekwentnie" może brzmi dobrze, ale nie do końca jest prawdziwe. Owa opinia to raczej wynik frustracji reszty Europy, gdy ta nagle poczuła się mocno przyduszona niemiecką siłą. 

Zbawca Europy

Aby państwo odgrywało przywódczą rolę, potrzebna jest także idea, którą mogą kierować się i na którą mogą powoływać się elity. Nawet jeśli uznać, że taka idea jest tylko formą samooszukiwania, kłamania, aby ukryć swoje "przyziemne" intencje, to nie zmienia to faktu, że jest ona potrzeba. A niemieckie elity były w oczywisty sposób sparaliżowane przez większość dekad po II Wojnie Światowej. Wspierały one więc integrację europejską i atlantycką, czyniąc z nich swoje credo. Poparcie dla nich było w elitach niemieckich autentyczne. Paradoksalnie to jednak właśnie w budowaniu wspólnoty europejskiej Niemcy znalazły swój sens, a z czasem źródło potęgi. W czasach rządów kanclerz Merkel wytworzyło się w elitach niemieckich przeświadczenia o swoistej misyjności polityki Berlina względem Europy. Skoro my Niemcy jesteśmy najwierniejszymi stróżami idei europejskiej to czy nie należy nam się pierwszeństwo, primus inter pares? 

Niemcy niegotowe

Zarazem jednak do roli tej Niemcy nie są gotowe. Co więcej, czym bardziej Niemcy rosną w siłę tym wspólnota staje się coraz bardziej skorodowana. Zbawca okazuje się być zagrożeniem. Niemcy ani psychicznie ani w militarnie nie są gotowe na jakiekolwiek działania siłowe. Są słabsze militarnie od Wielkiej Brytanii czy Francji, wydają na ten cel sumy spore (40 mld dolarów), ale dalej są w tyle za obydwoma krajami (odpowiednio 60 mld i 55 mld). Otwarty udział niemieckich wojsk w zagranicznym konflikcie będzie na pewno przełamaniem ważnej psychicznej zapory. Silne jednak w polityce niemieckiej dogmaty nakazują Niemcom zawsze działać w układzie i porozumieniu z innymi, nawet jeśli to wyłącznie fasada. Niemiecka polityka jednak bez niej nie istnieje.

Niemiecka Europa

Niemcy jednak coraz lepiej radzą sobie z konwergencją swoich interesów oraz politycznych dogmatów. Niemcy to kraj stabilizacji, wolności i dobrobytu, gdy reszta Europy, w uproszczeniu, przeżywa liczne konwulsje. Czy nie dało by się niemieckiego sukcesu zaimplementować też gdzie indziej? Czy może to się dokonać bez przywództwa Berlina? Niemcy, co nie jest tajemnicą, od przeszło dwóch dekad wspierają ruchy odśrodkowe, promują model federacyjny, powstawanie nowych krajów w Europie,a na kontynencie licznych konfliktów są siłą noszącą pojednanie (przez podział). Niemcy w momencie wybuchu konfliktów w Jugosławii czy Czechosłowacji jako rozwiązanie proponowały rozejście się i powstanie osobnych państw. Jeśli niemieckie przywództwo, istniejące przecież dla dobra Europy, ma być nienaruszone, to łatwiej je zrealizować w Europie jeszcze większej ilości państw narodowych niż dzisiaj. Elity Niemiec zdają sobie sprawę, że niemiecka hegemonia musi być hegemonią oczekiwaną, daną przez innych, a nie wziętą siłą. 

źródła: carnegieeurope.eu, foreignpolicy.com #Unia Europejska #Angela Merkel