Rzecz jasna z kolei w interesie państwa rosyjskiego będzie co najmniej znaczne utrudnienie i opóźnienie ścierania z powierzchni ziemi naszego społeczeństwa. Bez roszczenia sobie pretensji do nieomylności spróbuję przedstawić zarys tego zagadnienia. Przedstawić z punktu widzenia człowieka znającego Rosję jako kontynuację mocarstwa budowanego od XIV wieku i patrzącego przez pryzmat twardej polityki realnej.

Porzućmy wszelkie złudzenia!

#Rosja nie będzie nas ratować ani w imię solidarności narodów chrześcijańskich ani wspólnoty kultury europejskiej. Jeśli zajmie się tym to tylko ze względu na własne bezpieczeństwo i własną korzyść. Nie tylko z tego powodu, że wykazujemy się niską moralnie, a politycznie kompletnie nieodpowiedzialną manią niszczenia pomników radzieckich żołnierzy oraz wyrzucania z grobów ich kości. Nawet nie głównie dla tej przyczyny, że zapatrując się na Zachód, który nami pogardza i raz po raz rzuca nas na pożarcie, zadzieramy nosa w kierunku wschodnim. Po prostu siły Rosji są ograniczone, a za wsparcie ze strony Chin i części ludów islamu cały czas musi płacić.

Na płacenie jakiej ceny za obronę reszty Europy stać Rosję?

W przypadku pojawienia się Państwa Islamskiego na zachodnim brzegu Odry i Nysy (w korzystniejszym wariancie – Łaby i wzgórz Turyngii) na Kremlu będą rozważane trzy zasadnicze sposoby obrony własnego przedpola. Wariantem minimum będzie obsadzenie przez wojska rosyjskie wschodniej części naszego kraju, z Białostocczyzną i Mazurami na czele. Pozwoli to uzyskać bufor chroniący okręg kaliningradzki oraz uratować główne skupiska ludności prawosławnej w naszym kraju. Takie rozwiązanie będzie miało dwie zalety. Raz, reszta Polski zostanie zniszczona, w wyniku czego nie powinno się więcej odrodzić państwo polskie niezależne od Rosji. Dwa, nie trzeba będzie powołać pod broń muzułmańskich obywateli rosyjskich, a także korzystać z pomocy wojsk chińskich w Europie.

 

Wariant numer dwa, też ciekawy, to przyjęcie linii obrony na Odrze, w czeskich górach i mniej więcej wzdłuż Dunaju. Rosja okaże swe wielkie, słowiańskie serce... Tylko, że zrobi to z wyrachowania. Po pierwsze zyska w ten sposób naprawdę duże przedpole. Rzecz nie bez znaczenia wobec możliwości budowania przez podbitych Niemców i Francuzów rakiet podobnych do Al-Husajn. Saddam Husajn kazał ostrzeliwać nimi Izrael w 1991. Po drugie odzyska dawną, radziecką strefę wpływów w Europie. To zaś ogromnie by wzmocniło jej pozycję na świecie. Wielką wadą takiego sposobu odpierania zagrożenia od zachodu byłaby konieczność powołania pod broń muzułmanów Rosji. Zapewne ci ostatni walczyliby bez wahania z „szatanami” salafickimi, ale trzeba by im za to zapłacić jeszcze większymi ustępstwami w samej Rosji.

 

Wreszcie możliwość trzecia. Najbardziej kosztowna i ryzykowna. Jest nią wojna totalna z islamistami w Europie i w Azji, a nawet w Afryce. Jej pierwszym aktem byłoby bombardowanie atomowe celów strategicznych na Bliskim Wschodzie. Najprawdopodobniej nawet Mekki i Medyny. Przy użyciu broni neutronowej, która umożliwi pielgrzymki do miejsc świętych w tych miastach po ustaniu promieniowania. Zarazem jednak udowodni wahabitom i salafitom, że Stwórca ich opuścił.

 

Szereg celów w Arabii Saudyjskiej, Katarze i Turcji oraz Północnej Afryce zostałoby zniszczonych wybuchami taktycznych ładunków jądrowych. W Europie ruszyłyby do przodu pancerne legiony Putina, a za nimi wojska chińskie, wydzielone w celu operowania pod dowództwem rosyjskim. Niezniszczalne tarany pancerne i masy bezwzględnych oraz nieustraszonych żołnierzy pozostawiłyby po sobie zmasakrowane zwłoki dowolnie licznych wrogów.

 

Ten scenariusz wymagałby jednak ogromnych przysług politycznych i wojskowych na rzecz Chin, które dzięki nim mogłyby nawet osiągnąć przewagę nad resztą świata. Oznaczałby również ryzyko wojny jądrowej ze Stanami Zjednoczonymi. Jest to scenariusz, jaki Kreml mógłby zacząć realizować tylko w naprawdę wyjątkowych okolicznościach. Np. wobec wybuchu straszliwej wojny rasowej w kraju wuja Sama. #ISIS