W polityce obowiązuje stale następujący schemat: albo pilnowanie własnych interesów narodowych i żelazna logika albo dążenie do doczesnego zbawienia tego świata. To pierwsze oznacza rozwój i bezpieczeństwo narodowe, to drugie prowadzi do katastrofy. W pierwszym przypadku nie chodzi bynajmniej o pozbawiony wszelkich hamulców i ograniczeń skrajny nacjonalizm. Taki nacjonalizm jest tylko jedną spośród zaślepionych pewnością własnych racji ideologii. Ideologią dążącą do doczesnego zbawienia jednego narodu.

Kiedy rozum śpi budzą się demony

Nawet największe mocarstwo nie jest w stanie narzucić własnego porządku całemu światu. Nawet największa siła zbrojna okaże się zbyt mała do pokonania reszty świata, który zjednoczy się przeciw takiej polityce. Swego czasu nie wziął tego pod uwagę Napoleon, potem Hitler. Zamiast nowego Cesarstwa Europy temu pierwszemu pozostał arszenik. Temu drugiemu zamiast Tysiącletniej Rzeszy cyjanek. Dlatego, kiedy usłyszałem jak pewien szef wielkiej machiny wojennej powiada, że przez następne sto lat tylko jego kraj będzie decydował o tym, co się będzie działo na świecie...

 

Przekonanie, że ma się prawo i święty obowiązek zjednoczyć cały świat krwią i żelazem to jeden z najstarszych i najgroźniejszych demonów tego świata. Obecnie widzimy jak zwalczają się albo współpracują ze sobą dwa takie demony.

Niekiedy rozum nakazuje przygotować się na najgorsze

Przechodząc do zarysu oceny obecnej sytuacji w Europie niestety właśnie to trzeba sobie powiedzieć. Myślenie polityczne w Europie zostało sparaliżowane przez dogmatyzm ideologii roku 1789 i 1968. Europa jest rozbrojona. Jej dawne armie masowe przestały istnieć. Jej mieszkańców pozbawiono prawa do indywidualnego posiadania broni palnej. Wskutek wychowania całych pokoleń w przekonaniu, że zabijanie ludzi jest złem absolutnym (chyba, że robi to wuj Sam) nasz kontynent jest rozbrojony całkowicie i do końca. Może z wyjątkiem Szwajcarii i górnej Austrii.

 

Wychowanie z kolei całych pokoleń w przeświadczeniu, że dążenie do osobistego szczęścia jest jedynym sposobem na bycie szczęśliwym doprowadziło do wyludnienia Zachodu. Na tym tle wojujący islamizm jest sztandarem walki o zdobycie żyznych, a zbyt słabo wykorzystanych ziem w Europie. Zaś wpuszczanie do Unii Europejskiej ponad dziesięciu tysięcy przedstawicieli ludów islamu dziennie sposobem na zbiorowe samobójstwo. Równie niezawodnym jak swego czasu wpuszczenie przez Montezumę konkwistadorów wgłąb państwa Azteków. Wiadomo już jak to będzie wyglądać.

Upadek cywilizacji zachodniej

To, co się dzieje na Bliskim Wschodzie wskazuje, że po opanowaniu Europy Zachodniej islamiści nie przejmą jej kultury i cywilizacji. Co najwyżej pozostawią przy życiu ludzi potrzebnych do obsługi przemysłu, którzy będą pracować pod groźbą zabicia lub okaleczenia ich najbliższych. Biblioteki zostaną spalone, muzea spustoszone, cmentarze zburzone i zaorane, a kościoły i pagody zamienione na meczety. Internet przestanie działać. Cała inteligencja humanistyczna, jakiej nie uda się uciec, pójdzie pod nóż. Przywódcy chrześcijańscy, którzy zrobili ultratolerancyjny zabobon z religii św. Pawła, drogo za to zapłacą. Następnie rozpocznie się tam gromadzenie sił i środków do przekroczenia Odry i Bugu.

 

W najlepszym wypadku ugrupowania prawicowe i tożsamościowe Niemiec, Austrii, Francji itd. przejmą władzę, aby... Toczyć rozpaczliwą walkę, jak alawici i chrześcijanie w dzisiejszej Syrii. Walkę o obronienie chociażby kawałka ojczyzny. Charakter walk, ich całkowita nieregularność, brak celowości użycia broni ciężkiej, sprawi że dzielni chłopcy wuja Sama najlepiej zrobią odlatując do zachodniej Irlandii. Tym bardziej, że daleko im do liczebności tych amerykańskich sił lądowych, jakie stały pod bronią na zachód od Łaby do roku 1990. Jak może wtedy wyglądać sytuacja Polski i innych krajów dawnego Układu Warszawskiego na tle sytuacji reszty Europy? O tym napiszę osobno jutro. #ISIS