Zanim pojawią się ataki pod kątem mojej postawy - brak współczucia, ksenofobia etc., zaznaczam, że szanuję wszystkich ludzi, ale patrzę obiektywnie na to co się stało.  Tak jak pisałem w swoim felietonie traktującym o tym, że jestem wewnętrznym imigrantem zarobkowym, uważam, ze powinniśmy pomóc prześladowanym chrześcijanom i alawitom (liberalny i dość zlaicyzowany odłam islamu), przy zachowaniu kontroli nad ich poczynaniami, niezależnie od tego, czy sa to matki z dziećmi, starcy czy młode, zdrowe byki.

Röszke - początek końca?

Po tym, co stało się na granicy węgiersko - serbskiej w miejscowości Röszke (Roeszke) przypomniały mi się słowa jednego z prezydentów USA w Berlinie. Był to John F. Kennedy, który wypowiedział słynne zdanie "Ich bin ein Berliner". Pozwoliłem sobie je sparafrazować - Jestem Węgrem, czyli "Magyar vagyok" Tak, solidaryzuję się z Węgrami i uważam, że skoro reszta Europy, a zwłaszcza Niemcy, nie wiedzą jak poradzić sobie z kryzysem uchodźczym - w zasadzie to chyba już kryzysem imigrantów ekonomicznych - to kraje zrzeszone w tworze jakim jest Grupa Wyszehradzka powinny się trzymać razem. Od 1991 roku byliśmy razem, wspieraliśmy się w dążeniu do NATO i UE. Tymczasem gdy Słowacja, Czechy i #Węgry mówią jednym głosem, wydaje się, że do Polski to nie dociera. Dlaczego położyłem nacisk na Niemcy? Uważam, że pod presją politycznej poprawności i historycznej świadomości Niemców co do ich win związanych z II wojną światową, kanclerz Angela Merkel, nieświadoma konsekwencji, wprowadziła Węgry w stan wyjątkowy.

Obawiam się jednak, że jest już za późno, że jeżeli nie wyciągniemy wniosków z tego, co się stało w Röszke, dni UE, a nawet niektórych krajów europejskich zostały już policzone - Mane, tekel, fares.

Nadchodzi fin de siècle

Pojawiają się opinie, że to co się dzieje to inwazja na Europę. Trudno się temu dziwić, gdy posłucha się o Syryjczyku, dla którego Polska nie jest atrakcyjnym krajem, o  syryjskiej rodzinie, której parafia ze Śremu zapewniła wszystko, a ona pod osłoną nocy wyjechała do Niemiec. Nie mówiąc już o tym, co powiedział w wywiadzie dla natemat.pl o imigrantach mieszkający od dawna w Polsce Syryjczyk,  Ghaze Abdulloh, właściciel słynnych restauracji Amrit Kebab. W jego opinii wielu z "uchodźców" nie ucieka przed wojną, ale jedzie do Niemiec żyć z socjalu.

Kiedy więc słyszę krytykę Węgier - bo tak naprawdę ile można tolerować wędrówkę ludów  z bonusem w postaci ukrytych terrorystów z ISIS przez własny kraj, okupowanie dworca Budapeszt Keleti  czy też postępowania imigrantów przy zamknięciu granic - myślę sobie, co do ch*ja?! Co z prawami obywateli Węgier do samostanowienia, poczucia bezpieczeństwa itd.? Dlatego solidaryzuję się z Węgrami, Magyar vagyok.

Tymczasem, jak podaje Polskie Radio, Węgrzy uważają, że Victor Orbán broni granic UE i mówi to, co inne kraje myślą, a powiedzieć nie chcą.

Na koniec tych posępnych wizji, kawał na rozluźnienie, który znalazłem na portalu ujarani.com:

Imigrant z Syrii po długiej tułaczce dociera do Niemiec. Na ulicy zatrzymuje pierwszą napotkaną osobę, chwyta ją za rękę i mówi:

- Dziękuję za wpuszczenie mnie do tego kraju, za mieszkanie, pieniądze na jedzenie, opiekę medyczną, darmową szkołę i zwolnienie z podatków.

- To pomyłka - odpowiada przechodzień. - Ja jestem Afgańczykiem.

Syryjczyk idzie więc do kolejnej osoby:

- Dziękuję, że stworzyliście taki piękny kraj! - To nie ja, ja jestem z Iraku – słyszy odpowiedź.

Wreszcie widzi matkę z dzieckiem:

- Czy pani jest Niemką? – pyta.

– Nie, pochodzę z Indii.

- To gdzie się podziali wszyscy Niemcy?

Kobieta zerka na zegarek i mówi:

- Pewnie są w pracy.

Śmieszne? Do czasu...

Źródła: ujarani.com, natemat.pl #imigracja #kryzys uchodźczy