Czy nie przesadzam? Przecież lato dopiero na półmetku, chociaż dzień krótszy, kretowiska muszę rozgrabiać co drugi dzień i 15 sierpnia na Jasnej Górze już był.  Wcale się nie nudzę. I nie leżę na plaży – bo to ostateczność. Zresztą za gorąco Jeżdżę bliżej lub dalej – ha, autobusami. Pozwala mi to porównywać stare doświadczenia i opisywać te porównania. Czasem nawet coś opublikują i pochwalą, że z zacięciem literackim. Wesołe jest życie staruszka....

Przetwory w lecie

Wielkim doświadczeniem było robienie przetworów. Mam piękne mirabelki – jakieś takie szlachetne, ogromne. Owocują jak co roku. Ale kiedy i jak je zbierać? Rozpościeram pod drzewkami płachty malarskie, przychodzą burze i wiatry. Za wcześnie! Płachty fruwają. Ale zebrać trzeba i to w porę! Za wcześnie – trzeba dorzucić masę cukru. W końcu jakoś strząsam owoce z drzewka i parę dni spędzam przy kotle. Słoiki już mam. To wszystko – a na pewno przekracza  moje potrzeby - pójdzie „do ludzi”. Tyle potrzebujących. Cukru dodaję mało. Jedni lubią tak, inni inaczej. Ile radości, gdy słyszę, że tu i ówdzie dziękowali wylewnie. Zresztą te podziękowania słyszę i osobiście. Wszyscy wiedzą, ile to pracy. A także ile pracy oraz, niestety, pieniędzy kosztowało doprowadzenie działki do kwitnącego stanu po paroletnich zapóźnieniach. To jeszcze nie koniec. Trzeba być optymistą. Sił -  już wiem - wystarczy.

Nadrabianie opóźnień

Jest trochę opóźnień w obowiązkach ciągniętych od jakiegoś czasu. Może wynikły z nadmiernej wiary w nowoczesne technologie. W końcu mam komputer i mogę pracować. Tłumaczenia idą dobrze – termin odległy, inne  nie mają terminu, a te wykonane już w tym roku spotkały się z gorącymi podziekowaniami. To też radość. Są i marzenia – czy są tacy, którzy ich nie mają? Marzenia są często napędem ludzkiej aktywności. Mam swoje. Też się wiążą z pisaniem, z nowoczesnością.

Pisanie

Bo bez pisania trudno mi często. W takiej czy innej formie – listu, jakiegoś wykładu, artykułu - robiłem to zawsze. Teraz są to formy dojrzalsze – felietony, także listy i wiersze. To z nimi wiążą się moje marzenia. Piszę je od pewnego czasu. Dość systematycznie i są odbiciem... czego?

Na razie mam jeszcze sporo mirabelek, a nie mam słoików. Głowa boli. Bo chociaż podobno wszystko jest poezją, to trudno mi przychodzi napisanie wiersza o mieszaniu w kotle i dosypywaniu cukru. Pewnie są tacy, którzy potrafiliby. Mnie łatwiej przyszłoby wyobrazić sobie bezdomnych, gdy cieszą się powidłami.

Planowanie

Wielką niewiadomą jest też średnioterminowa przyszłość. Czy planować? Plany się tak zmieniają! Trzeba żyć dniem dzisiejszym, cieszyć się siłami, przydatnością dla innych. Pisaniem. To zawsze, odkąd sięgam pamięcią, przychodziło mi łatwo. I wiem, że muszę to robić, bo spotykam się z uwagami, że powiniennem to robić, że dobrze to robię, że uważają, że mam tzw dobre pióro. Przychodziło łatwo – hm, może stukanie w klawiaturę – ale wydać coś.

To już wyższa szkoła jazdy. Duży wysiłek, wieloletnie doświadczenia. Zapał i optymizm pomagają, ale nie wystarczają. Więc do pracy.

Czy lato w pełni wykorzystane? Od czerwca pięć felietonów – dobrze przyjętych na internetowej platformie, następne powstają, działka, chociaż wyschnięta, ale zadbana, kilka wierszy, powidła dla bezdomnych, i..... wstyd, że opóźnienia w istotnych obowiązkach. Trzeba je szybko nadrobić. To już trwa. #Ekologia #społeczeństwo