Jeszcze pamiętam, jak Aleksis Tsipras po zwycięstwie swojej partii -Syriza obiecywał Grekom: "Koniec z zaciskaniem pasa!", "Nie poddamy się dyktatowi wierzycieli!". Innymi słowy - koniec kryzysu, Grecy wreszcie będą mogli spijać nektar i ambrozję i wieść szczęśliwe życie na boskim Olimpie.

Baju, baju, Tsipras w raju

Tsipras zaraz po zaprzysiężeniu ruszył w trasę. Z przekazów medialnych zapewne wszyscy pamiętamy, że wszędzie było go pełno. Rozmawiał, negocjował, nawet próbował straszyć - a to, że #Grecja wyjdzie ze strefy euro, a to, że Grecja wyłamie się z polityki UE wobec Rosji i z Moskwy przyjdą kolejne miliardy. Poprosił nawet o absurdalne referendum, w którym jego rodacy odrzucili warunki stawiane przez wierzycieli. Minęło niespełna pół roku i okazało się, że mityczne opowieści premiera o spłacie długu i zamożnych Grekach są funta, a właściwie euro, kłaków warte.Tsipras musiał ugiąć się pod presją wierzycieli, a kraj i tak cierpiał na brak gotówki To, co  przyszło do budżetu z pakietu pożyczkowego, inne zobowiązania niczym tsunami wymiatały do zera. I stało się coś łatwego do przewidzenia w tak ekstremalnych warunkach - rządzący pokłócili się między sobą i nie mogło być mowy o dalszym sterowaniu zbankrutowanym krajem.

Jeszcze jeden i jeszcze raz...

Wydawałoby się, że człowiek, który tyle nakłamał, tak mocno obniżył prestiż kraju powinien zostać wysłany na polityczną emeryturę. Ale gdzie tam! Jest 20 września i w chwili, kiedy piszę ten artykuł, wiem już, iż Syriza ponownie wygrała #wybory parlamentarne. Aleksis Tsipras znowu jest szefem rządu. Choć teraz zmienił retorykę. "Rząd i kraj czeka długa droga ciężkiej pracy i walki" - powiedział nowy-stary premier po ogłoszeniu wyniku wyborów. Słowa zupełnie niepasujące do człowieka, ktory pół roku temu głosił coś zupełnie przeciwnego.

Mnie jednak zastanawia inna sprawa. Jak to jest, że wybieramy ludzi, którzy nieraz nas okłamali, zmanipulowali i przez to nie zasłużyli na zaufanie? Przykładów z historii - tej bliższej i dalszej - mamy wiele. W czasie Wielkiej Depresji i II wojny światowej Amerykanie tak mocno trwali przy nieudolnym Franklinie D. Roosevelcie, że aż 4 razy wybrali go prezydentem. W 2004 roku George Bush miał przegrać z powodu 11 września, wojen w Afganistanie i Iraku oraz deptanie swobód obywatelskich (poprzez Patriot Act), a jednak wygrał. W 2011 roku do rządu i premiera Donalda Tuska było wiele pretensji o nieobniżone podatki, brak podwyżek i niedokończone reformy, a mimo to PO wygrała wybory, a Tusk drugi raz zaczął kierować pracami rządu. Teraz mamy Grecję nie tylko ledwo zipiącą ekonomicznie, ale też przywaloną olbrzymią liczbą uchodźców, których trzeba przez pewien czas ubrać, zakwaterować  i wyżywić. I skąd na to pieniądze? Myślę, że w sytuacjach podbramkowych narody wolą oddać ster rządów w ręce zakłamanych i nieudolnych, lecz "sprawdzonych" polityków, niż zaufać komuś nieznanemu. W takiej postawie upatrywałbym przyczyny zwycięstwa Tsiprasa#kryzys gospodarczy