Po raz pierwszy w życiu miałem okazję przyjrzeć się inscenizacji Powstania Warszawskiego zrealizowanego przez "Zgrupowanie Radosław", "Pancerny Niedźwiedź" i innych grup rekonstrukcyjnych. Na tyły Cmentarza Powązkowskiego wybrałem się z czystym umysłem - bez uprzedzeń, specjalnego przygotowania czy choćby zapoznania się z realizacjami inscenizacji z lat poprzednich.

Problemy inscenizacji: przybyły tłumy, zobaczyło niewielu

Już w pierwszym kontakcie z inscenizacją stwierdziłem dość oczywisty fakt - przybywszy na miejsce o wyznaczonej godzinie, nie miałem większych szans by cokolwiek zobaczyć. Ludzie zgromadzeni przy barierkach, a także jeden-dwa rzędy dalej byli w stanie zobaczyć sporo. Cała reszta musiała posiłkować się wysoko uniesionymi aparatami fotograficznymi i telefonami - zupełnie jak na koncertach muzycznych. Efekty takiego obrotu spraw można było łatwo przewidzieć. Większość (lekką ręką dziewięć na dziesięć osób) ludzi niezadowolona. Część zaczęła się wspinać na pobliski budynek. Początkowo na pokrytej papą ruinie znajdowało się kilka osób. Chcących dostrzec wydarzenia z udziałem grup rekonstrukcyjnych było jednak wielu, więc i konstrukcja zaczęła przyjmować coraz większe obciążenie. Interwencja policji była tylko kwestią czasu.

Miasto nie chce dokładać się do inscenizacji

A wystarczyłoby przygotować podest. - "To się wszystko wiąże z kosztami. Zorganizowanie podestu to koszt kilku tysięcy złotych, a my to wszystko robimy za darmo. Gdyby miasto z nami współpracowało i chciało dawać na tego typu widowiska pieniądze, to byśmy to mieli" - tłumaczy jeden z organizatorów, Krzysztof Zawidzki z Grupy Rekonstrukcyjno-Filmowej Bemowo. - "W zeszłym roku była 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Z urzędu otrzymaliśmy jasną deklarację, że miasto nie widzi sensu udziału w tego typu przedsięwzięciach. Więc my, jako pasjonaci musimy wykładać własne pieniądze. Sami się organizujemy, sami robimy próby i sami kupujemy sprzęt. Wszystko to robimy by uczcić pamięć tych ludzi" - dodaje Zawidzki.

Inscenizacje to namiastka atmosfery dawnych czasów

Żyjemy w dziwnych czasach. Rządzący nie widzą problemu w wydawaniu milionów na koncerty Madonny na Stadionie Narodowym, a nie ma możliwości wsparcia inicjatywy mającej na celu upamiętnienie jednego z najważniejszych wydarzeń w historii miasta. Są w stanie wydać kilkadziesiąt tysięcy na produkcję maskotek z motywem wiewiórki, a nie dostrzegają sensu i pozytywnej roli inscenizacji jako bezpośredniego kontaktu z historią. Osobiście byłem pod olbrzymim wrażeniem tego, jak grupa amatorów sprawnie przeprowadziła mnie przez czasy II wojny światowej. Dzieci i młodzież w ciągu dwóch godzin otrzymała solidną dawkę wiedzy - zaczynając od tła historycznego, ogólnej atmosfery tamtych czasów a kończąc na przeprowadzeniu batalii z udziałem około 150 osób. Huk karabinów, wybuchy granatów i szczęk gąsienic wozów bojowych dały namiastkę tamtych zdarzeń. Dla młodych to dobra przystawka - zachęta do zgłębiania historii naszych przodków. Skoro tego typu przedsięwzięcia nie mają sensu - to jaki sens mają pluszowe wiewiórki, czy wygibasy starszej pani na scenie za kilka milionów? Chciałoby się rzec - Quo Vadis Warszawo? #powstanie warszawskie