Nie sprostanie swoim oczekiwaniom i oczekiwaniom innych, długotrwała frustracja do spółki z wewnętrzną krytyką może prowadzić do trwałego obniżenia poczucia własnej wartości. Bywa, że i do stanów depresyjnych. W takich momentach kobiety wyczulone są na reakcje innych, ich uwaga zwrócona jest na innych ludzi, a nie własne wnętrze.

Co jest genezą toksycznych relacji?

W ww. okolicznościach łatwo wpaść między innymi w pułapkę absorbowania energii innych ludzi, a następnie adaptowania jako swoją własną. Nie tylko jest to szkodliwe na poziomie samopoczucia, ale i buduje z czasem fałszywe (bo nie swoje) emocje i przekonania. Ma także wpływ na kształtowanie światopoglądów i opinii. Każe nieustannie dopasowywać się do otoczenia i zabiegać o jego akceptację przy pomocy wszelkich dostępnych "narzędzi" (wyglądu, zachowania etc.). Kobieta powoli staje się wówczas marionetką patrzącą na siebie oczami swojego partnera, dzieci, koleżanek z pracy.

Gdzie się zaczyna pułapka?

Cały mechanizm jest wyczuwalny przez otoczenie (na poziomie mniej lub bardziej świadomym). Stąd tylko krok do manipulacji. Osoba słaba emocjonalnie natychmiast absorbuje energię i samopoczucie innych. Przez to, tak naprawdę gubi własną tożsamość, swoje nastroje i swoje odczucia. Najczęściej bywa to zalążkiem budowania toksycznych relacji z otoczeniem. Wpływają one negatywnie nie tylko na osoby uwikłane w nie, ale również i człowieka, który je inicjuje.

Jak się tego ustrzec?

Najlepiej w swej pracy nad sobą wyzbyć się głęboko zakorzenionych przekonań, że inni powinni zachowywać się tak, jak tego chcemy. Fundamentalnym działaniem jest wytyczenie zdrowych granic, których inni (i sama kobieta) nie mają prawa w relacjach przekraczać. I tego się konsekwentnie trzymać. Przy okazji, nie warto przesadzać przy budowaniu samoakceptacji, wikłając się w przekonania "jestem wyjątkowa, fantastyczna i najlepsza" i forsować innych (a także samą siebie) do określonych zachowań i "odpowiedniego"  traktowania naszej osoby.

Na czym warto się skupić?

Na przyjęciu przekonania, że ludzie tak naprawdę niczym się od siebie nie różnią. Każdy z nas generuje te same uczucia, cechy i zachowania, eksponując i manifestując te, które w danym momencie są mu najbliższe i na których jest aktualnie skoncentrowany. Ugruntowanie takowego przekonania, pozwala kobiecie uwolnić się od rzeczy bardzo ważnej - porównywania się z innymi. Znika uczucie zazdrości i potrzeba udowadniania czegokolwiek innym, co prowadzi do osiągnięcia poczucia spokoju. Stwarza podstawy samoakceptacji i zrozumienia w stosunku do własnej osoby, a tym samym do innych ludzi. Kobieta przestaje oczekiwać od innych, że będą ją lubić, podziwiać itp. czym wyświadcza przysługę nie tylko sobie, ale i otoczeniu.

"Ściągając" z ludzi toksyczne oczekiwania, pozwalamy im traktować się zgodnie z ich prawdziwymi intencjami i odczuciami, które są z reguły... pozytywne. Dlaczego?

Bo kobieta, wyznaczając granice, o których mowa wcześniej eliminuje tym samym ryzyko traktowania przez innych swojej osoby nieodpowiednio, bo po prostu - na to nie pozwala.

Co można zyskać ?

Wszelkie relacje stworzone na "zdrowych", autentycznych podstawach są relacjami solidnymi i wartościowymi. Działają mechanizmy "przyciągania do siebie" ludzi, którzy są na podobnym etapie rozwoju duchowego, a dotychczasowe związki nabierają nowego charakteru. Bywa, że niektóre tego nie przetrzymują - tym lepiej - należy pożegnać je bez żalu. #społeczeństwo #małżeństwo