Przy okazji analiz, ocen, a także ustaleń szeregu wskaźników dla podmiotów gospodarujących  uwzględniane są rożne wielkości średnie, określane w sposób statystyczny. Dotyczy to m. in. poziomu płac (minimalnego, średniego), od którego odprowadzane są składki na ZUS i czynione inne naliczenia. Są to zwykle wielkości wyliczane i publikowane przez Główny Urząd Statystyczny. Nie zawsze jednak jesteśmy przekonani o poprawności i słuszności stosowanej przez #GUS metodologii badań, a w związku z tym – o prawdziwości uzyskiwanych informacji. Z niektórymi danymi nie jesteśmy w stanie się godzić czy identyfikować. Bywa, że wyniki GUS wywołują spore emocje czy wręcz zdumienie. Szczególne kontrowersje budzą zwłaszcza podawane przez GUS średnie wielkości wynagrodzeń.

Zasłużony staruszek GUS

GUS stosuje od dziesiątków lat podobne lub identyczne metodologie przeprowadzania swych badań, tymczasem nasze środowisko gospodarcze uległo już znacznym przekształceniom. Stąd też liczne zgłaszane uwagi społeczeństwa, wyrażającego wątpliwości co do wiarygodności niektórych danych, jako skutek dostrzeganych niedoskonałości.

Przykładowo – w GUS-owskiej metodologii liczenia średniego miesięcznego wynagrodzenia (potocznie zwanego średnią krajową, a precyzyjniej – jest to średnia płaca brutto w sektorze przedsiębiorstw):

  • zlicza się jedynie wynagrodzenia wypłacane w przedsiębiorstwach zatrudniających więcej niż 9 osób. Dla zobrazowania skali zjawiska warto podać, że np. w 2012 r. zatrudnienie w takich firmach wynosiło ok. 5,5 mln, przy ogólnej liczbie zatrudnionych 14,2 mln. Zatem dane zbierane są jedynie od około 40 % ogółu pracujących,

  • nie uwzględnia się w badaniach GUS wynagrodzeń w firmach jednoosobowych i małych, do 9 zatrudnionych, a takie (szacunkowo) w 2012 r zatrudniały około 7,5 mln osób, czyli ponad 50 % ogółu,

  • uwzględniane są przez GUS jedynie wynagrodzenia wynikające z umów o pracę, a tych jest, paradoksalnie, coraz mniej. Nasze państwo określa przepisy prawa pracy, które samo omija.

  • nie ujmuje się w badaniach GUS wynagrodzeń wypłacanych z tytułu umów cywilnoprawnych (tj. zlecenia, o dzieło), których jest już około 1,4 mln, a są to zazwyczaj wynagrodzenia na stosunkowo najniższym poziomie,

  • nie uwzględnia się płac pracowników administracji publicznej.

W efekcie tak wyliczona wielkość średniego wynagrodzenia (co potwierdza sam GUS) jest nieosiągana aż przez dwie trzecie zatrudnionych. Tak duży odsetek Polaków zarabia poniżej tak liczonej średniej krajowej.

To, co łatwiejsze, nie jest bardziej prawdziwe

GUS przyjął taką akurat metodę zliczania wynagrodzeń, bo jest ona łatwa. Wystarczy zebrać ogólne dane z owych nieco większych przedsiębiorstw o liczbie zatrudnionych i wydatkach na wynagrodzenia. Jednakże znacznie bardziej miarodajnym wskaźnikiem rzeczywistego poziomu płac okazuje się mediana (zwana też wartością środkową, przeciętną lub drugim kwartylem). Ale do wyznaczenia tej wielkości potrzebne jest zebranie szczegółowych danych o wysokości wynagrodzeń każdego z pracowników. Mediana wynagrodzeń określa wysokość wynagrodzenia, które otrzymuje połowa badanych osób. Jedna zatem połowa zatrudnionych otrzymuje wynagrodzenia niższe (lub równe) poziomowi mediany, druga połowa - ma płace wyższe (lub równe medianie).

Dokładniejsze badania wynagrodzeń (w tym mediany) GUS przeprowadza jedynie raz na 2 lata. Ostatnie badania (których wyniki poznaliśmy) przeprowadzone były w październiku 2012 roku. Mediana zarobków (brutto) wyniosła wówczas 3115 zł, podczas gdy tradycyjnie liczona średnia płaca za 2012 rok – to 3728 zł.

Istotne różnice w poziomach wyników wyliczeń wynagrodzeń (blisko 20%) wskazują na potrzebę dokonania zmian w metodologii liczenia, stosowanej wciąż przez GUS. Z pewnością sprzyjałoby to zachowaniu właściwszych proporcji i odniesień w naszej gospodarce. Niestety, biednemu i słabemu wiatr zawsze w oczy.

Źródła:strefabiznesu,pl, forbes.pl, gazetaprawna.pl, wynagrodzenia.pl,dane GUS #społeczeństwo #finanse