Zapraszam do trzeciej i ostatniej części mojego cyklu poświęconego historycznym referendom. W pierwszej znalazło się miejsce dla referendów naprawiających system, w drugiej dla głosowań niepodległościowych i secesyjnych, a w trzeciej - pokażę wam referenda, w których obywatele mogli wyrazić się w innych, ważnych dla nich kwestiach społecznych. Zapraszam!

Austria – 1978

W kwietniu 1972 roku rozpoczęła się budowa elektrowni atomowej w Zwentendorf. Była to pierwsza z sześciu planowanych elektrowni. Niemniej, jej uruchomienie (a także rozpoczęcie budowy pozostałych pięciu zakładów energetycznych) wymagało wprowadzenia prawa dotyczącego pokojowego użycia energii nuklearnej. Ze względu na niepokoje społeczne spowodowane potencjalnym zagrożeniem w przypadku awarii elektrowni, zdecydowano się rozpisać referendum.

Można powiedzieć, że głosowanie podzieliło naród. Zaledwie 50,5% Austriaków było przeciwko wprowadzeniu ustawy. Dzięki tej połowie procenta, elektrowni nigdy nie uruchomiono i rozpoczęto proces jej rozbiórki. Do dnia dzisiejszego, jedynymi reaktorami jądrowymi w Austrii są reaktory wykorzystywane w celach naukowych.

Frekwencja wyniosła 64.1%. Zgodnie z prawem austriackim, referendum nie było dla Rady Narodowej wiążące.

Malta – 2011

Jeszcze do 2011 roku Malta była jednym z trzech państw na świecie (obok Watykanu i Filipin), w prawodawstwie których, nie istniało pojęcie rozwodu. Związek małżeński mógł być zakończony wyłącznie przez separację i orzeczenie nieważności małżeństwa przez władze Kościoła Katolickiego.

Kwestia ta poddawana była dyskusji już w 1981 roku przez grupy działaczy Partii Pracy. Nie zdecydowano się jednak na żadne konkretne działania. Trzydzieści jeden lat później, z inicjatywą ustawodawczą wyszedł jeden z deputowanych Partii Narodowej. Rząd jednak zdecydował się na referendum (licząc że projekt zostanie odrzucony przez obywateli). Wniosek referendalny został przyjęty przez Parlament.

Pytanie brzmiało:

Czy zgadza się Pan/i na umożliwienie rozwodu parom małżeńskim, które pozostają w separacji od co najmniej czterech lat, jeżeli nie ma realnych szans na pojednanie, a kwestie alimentów i opieki nad dziećmi są uregulowane?

Mimo szeroko zakrojonych działań ze strony Kościoła Katolickiego (włącznie z dowożeniem do lokali wyborczych osób starszych, a także przygotowywaniem na ten dzień specjalnych kazań), na to pytanie odpowiedziało twierdząco 52,67 procent Maltańczyków. Frekwencja była stosunkowo wysoka i wyniosła około 72%.

Co prawda referendum nie było wiążące ze względu na specyfikę prawa Malty (referenda nie są wiążące dla parlamentu, wszystkie mają charakter doradczy), jednak było ono pewnym sygnałem ze strony obywateli, którego rząd nie mógł zignorować. Tuż po głosowaniu ówczesny premier Lawrence Gonzi (będący co warto podkreślić chadekiem) zapowiedział wprowadzenie rozwodów, co stało się faktem 25 VII 2011 roku.

Epilog

Tych kilka przykładów ze świata, zarówno z tego dalszego, jak i bliższego, doskonale udowadnia że bojkot referendum nie jest najlepszym pomysłem. Dla nas, obywateli, jest to jedna z najrzadszych okazji aby wypowiedzieć się w sprawach istotnych dla państwa.

Przymknijmy oko na to, że referendum zostało uchwalone przez ex-prezydenta Bronisława Komorowskiego niejako pod wpływem impulsu, jako próba kupienia jak największej części elektoratu Pawła Kukiza. Przymknijmy oko na to, że pytania zostały ułożone byle jak, a zwłaszcza pytanie dotyczące subwencji z budżetu dla partii politycznych.

Po prostu pójdźmy do urn. Pokażmy, że ten kraj interesuje nas nie tylko na czas wyborów prezydenckich czy do Parlamentu. Ostatnio taką możliwość mieliśmy dwanaście lat temu, gdy decydowaliśmy o dołączeniu Polski do krajów Unii Europejskiej.

Spróbujmy przełamać tę niechlubną tradycję, zgodnie z którą wszystkie polskie referenda (oprócz unijnego, rzecz jasna), były niewiążące ze względu na niedostateczną frekwencję. Kto wie? Może dzięki temu, siódmego września obudzimy się w zupełnie nowej Polsce? #Paweł Kukiz #wybory 2015 #społeczeństwo