Kampanie wyborcze, których byliśmy świadkami, nauczyły nas, Polaków, że bez obietnic wyborczych ze strony starających się o stanowisko obejść się nie można. Tzw. kiełbasa wyborcza nie dziwi już chyba nikogo – na platformie Blasting Newsa znajduje się co najmniej kilka artykułów, poświęconych tej tematyce. Powszechnie bowiem wiadomo, że stanowi ona cechę charakterystyczną nie tylko dla naszej rodzimej demokracji, ale jest także mocno widoczna w innych krajach. Wydaje się jednak, że większość polityków obiecuje zrealizować to, co wydaje im się potrzebne i możliwe do zrealizowania.

 Obietnice wyborcze Dudy częścią większego planu?

Są jednak tacy, którzy od samego początku doskonale wiedzą, że ich obietnice wyborcze zrealizowane nie zostaną, bo zrealizowane być nie mogą – są przecież tylko elementem taniego populizmu, ukierunkowanego na osiągnięcie celu. Do tej grupy polityków należy, moim zdaniem, obecny prezydent, #Andrzej Duda. W jego przypadku obietnice, którymi podczas kampanii sypał jak z rękawa, to nie tylko sposób na objęcie urzędu prezydenta, to także droga do umożliwienia wygrania wyborów parlamentarnych 2015 przez partię, z której Prezydent RP się wywodzi, której z oddaniem służył, służy i - mimo oficjalnego wystąpienia z niej – służyć będzie. Stanowią one dobrze pomyślaną i zaplanowaną akcję, w wyniku której większość polskiego społeczeństwa została zmanipulowana i, co gorsza, jest manipulowana nadal.

 Zrealizuję, co obiecałem (współpracując z rządem PiS-u)

Już pierwsze dni pełnienia przez Andrzeja Dudę objętego przez niego urzędu pokazują, jaka jest w tym zakresie rzeczywistość. Jeszcze po wygranych wyborach w maju obiecywał: „Mówiłem o obniżeniu wieku emerytalnego i też złożę odpowiednią ustawę, tak samo jak tę dającą każdej uboższej rodzinie 500 zł na dziecko.” Dwa dni po zaprzysiężeniu polityk nagle zdał sobie sprawę, że to nie jego domena, a zadanie dla rządu, bo jest to istotna kwestia finansowa. W czasie spotkania z mieszkańcami Dąbrowy Tarnowskiej Prezydent RP tłumaczył zebranym, że rząd ma większe kompetencje, a sam prezydent w wielu obszarach nie ma dostatecznych możliwości oddziaływania. Podkreślił też, że „dzieło naprawy Rzeczypospolitej wymaga współdziałania między prezydentem a rządem”. Tymczasem „ci państwo chyba nie chcą tej współpracy”. Na jakiej podstawie został wyciągnięty taki wniosek, tego Andrzej Duda już nie powiedział. Słowa: „Abym mógł zrealizować to, co obiecałam, trzeba zmienić rząd na PiS-owski z premierem Beatą Szydło” nie padły, ale trzeźwo oceniający polityczną rzeczywistość widzą, co jest na rzeczy. Tuż po zaprzysiężeniu Andrzej Duda jeździ po kraju i prowadzi kampanię wyborczą na rzecz swojej partii. Czy obywatele to znowu kupią?

Źródło:gazeta.pl #wybory parlamentarne #wybory 2015