Według sondażu przeprowadzonego przez firmę badawczą PBS, około 55 procent polskiego społeczeństwa uważa, iż pary tej samej płci winny mieć prawną możliwość zawierania związków - to tyle słowem wstępu.

Niniejszy tekst w zasadzie nie ma większego związku z przytoczonym badaniem. Jeśli miałbym się jeszcze odnieść do opublikowanej wiadomości - to tylko fakt, jak bardzo mierzi mnie w publikacjach brak informacji, na ilu osobach przeprowadzono badanie. Zlecony przez stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza sondaż w tym przypadku staje się nabojem wystrzelonym w jakimś kierunku. Chciałbym wiedzieć, jakiego kalibru jest to pocisk - czy to potężne badanie na skalę ataku artylerii, czy tylko skromniutkie pif-paf w postaci kilkuset głosów?

Zastanawiają mnie trzy elementy serwowanych nam opinii. Pierwsze to reakcja przeróżnych grup społecznych na pojawiające się wyniki sondaży. Przeciętny Janusz cieszy się, że oto jego zdanie jest na wierzchu (nie omieszka podzielić się tą nowiną na Facebooku). Skoro ponad połowa Polaków popiera jakieś rozwiązanie prawne, powinno się je wprowadzić! Bądźmy więc konsekwentni. W 2011 roku CBOS przeprowadził badanie nt. kary śmierci. 61 procent obywateli uważało, że w Polsce powinna obowiązywać taka kara. Wprowadzamy takie prawo? Czy skoro z #badania tej samej sondażowni wynika, iż przeciwników pigułek "dzień po" jest więcej niż zwolenników - należy zakazać ich sprzedaży? Czy należy znieść obowiązek szkolny sześciolatków? Polacy powinni mieć nieograniczony dostęp do broni palnej? Zanim rzucimy się na jakiś temat z argumentem "bo większość tak sądzi" - uważajmy, bo to miecz obosieczny.

Drugi element, który mnie zawsze zastanawia - to jakim zrządzeniem losu jeszcze nigdy nie zostałem zaproszony do udziału w jakimkolwiek badaniu opinii publicznej? Mam telefon, dostęp do internetu, wychodzę z domu, a mimo to ankieterzy omijają mnie szerokim łukiem. Kogo badają sondażownie? To ciągle te same osoby? W ciągu 10 lat CBOS przeprowadził blisko 2 tysiące badań (każde na grupie około 1000 osób) - to łącznie około 2 miliony ankiet. Dołączmy teraz do tego Homo Homini, TNS Polska, Millward Brown i dziesiątki innych firm... dziesiątki, może nawet setki milionów ankiet. Żadnego telefonu. Znajomi, rodzina, koledzy z pracy - nigdy nie badani, a statystycznie by wychodziło że raz rocznie powinni się na jakiegoś ankietera natknąć.

Trzeci i ostatni element - czy te statystyki w ogóle mają jakikolwiek związek z rzeczywistością? Jak to zmierzyć? Najlepszym przykładem rzetelności oferowanych nam informacji sondażowych są te dotyczące poparcia kandydatów na prezydenta. Wynik I tury wyborów dał 34,8% głosów Andrzejowi Dudzie, 33,8% Bronisławowi Komorowskiemu i 20,8% Pawłowi Kukizowi. To jeśli Millward Brown tuż przed wyborami szacował, że Duda otrzyma 28,7%, Komorowski 41,5% a Kukiz 13,8% to o czym my mówimy? Tragedia. Kompromitacja. Nie byli nawet blisko. I nie możemy powiedzieć, że to pojedyncza wpadka. Olbrzymie błędy w swoich wynikach zaliczają wszystkie instytuty. Przeliczają się też praktycznie przy okazji wszystkich wyborów - prezydenckich, parlamentarnych czy samorządowych. Wybory dają szansę społeczeństwu zrobienia "sprawdzam" instytutom badań. Od lat sondażownie nie zdają egzaminu na wiarygodność i mimo to, wciąż sugerujemy się ich badaniami. Skoro tak bardzo mylą się w przypadku szacowania poparcia politycznego, skąd ta pewność, że równie wielce nie mylą się odnośnie poglądów na inne dziedziny. Może poparcie dla regulacji prawnych osób homoseksualnych nie wynosi 55%, a przykładowo 35%... a może 75%?

W ostatnim czasie modne jest dodawanie pytań do referendum. Gdyby w ramach narodowego spisu opinii pozwolono wypowiedzieć się obywatelom na temat praw homoseksualistów, kary śmierci, sześciolatków, kwoty wolnej od podatku, kościoła i stu różnych rzeczy - rezultat byłyby dla sondażowni miażdżący. Okazałoby się, jak wielce ich wyniki odbiegają od rzeczywistości i jak bardzo nie przekazują prawdy o Polakach. #wybory prezydenckie #małżeństwo homoseksualne