Bardzo podobają mi się ludzie, którzy potrafią sobie wytłumaczyć każdą głupotę, którą zrobią lub wypowiedzą na głos. Bo to są jakby... nadludzie. Większość ma coś takiego jak moralność (przynajmniej chcę, jak uparty osioł, w to wierzyć) oraz samokrytycyzm. Ale nie nadludzie. Im takie bzdety są absolutnie niepotrzebne i gdyby moralność czy samokrytycyzm dały im kopa w krocze, to i tak nie wiedzieliby, co to było i jak się nazywa.

Nadludźmi są na przykład młode matki (oczywiście nie wszystkie, bez uogólnień proszę). Zachwycają się kupą swojego brzdąca, jakby to były najczystsze brylanty. A gdy to małe podrośnie, to nic, co zrobi taki gówniarz, nie jest złe i można to racjonalnie wytłumaczyć. Jest nerwowy, ma ADHD ( kiedyś dzieci tego nie miały, były po prostu niegrzeczne, ale imperialiści zrzucili to na nasz kraj razem ze stonką ziemniaczaną i teraz to norma) i jest po prostu indywidualistą, więc może dłubać w nosie przy stole, gdy wszyscy wcinają polskie pierogi, i rzucać przekleństwami jak marynarz po dwunastomiesięcznym rejsie, bo... mamusia tego nie mogła robić i teraz jest spięta, jak za ciasne spodnie. Smarkacze spięci już nie są, ba - są wręcz rozpięci i człowiek czasem nie wie, czy trafił do normalnego domu, czy może na wybieg z małpami w ZOO.

Nadludźmi są często politycy (z niewiadomych powodów są to najczęściej politycy #PiS wiedzący wszystko o wszystkim najlepiej), patrzący i słuchający codziennie swojego partyjnego wodza, więc... dla nich i Hitler nie może być takim złym do końca człowiekiem, bo przecież popełnił samobójstwo, a więc... zabił Hitlera. I tu zauważam pewną zależność pomiędzy mamusiami tłumaczącymi swoje dzieci z wszystkiego a nadludźmi, czyli potomkami nadludzi, jakimi są ich matki. Ktoś, kto się oderwie od cycka mamusi w sposób normalny, czyli pozna pannę i postanowi kochać się z nią bez komentarzy stojącej nad nimi matki, automatycznie staje się zwyczajnym człowiekiem. Nadludzie mają inaczej, wszystko, co zrobią, musi być w jakiś sposób związane z mamusią, która w porę powie takiemu, kiedy ma zmienić brudne majtki i kiedy założyć szalik, więc każdy, kto sam o tym decyduje, jest czymś gorszym, ponieważ ma szansę popełniać błędy. Nadludzie błędów nie popełniają i co prawda ich życie jest ekscytujące mniej więcej tak, jak życie intymne zlewozmywaka, ale za to bardzo ułożone i bez niespodzianek. Dobry Bóg co prawda może i im sprawić w końcu jakąś niespodziankę, ale wtedy nadczłowiek po prostu nie przyjmuje niespodzianki do wiadomości, nie ma jej i... życie znowu toczy się utartymi torami. Zdarzało się co prawda, że bardziej ekscytujące dla mnie było zjedzenie bułki z serkiem topionym niż historia życia takiego nadczłowieka spisana pięknie w jego biografii, ale to nieistotne, gdyż nadczłowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z istnienia ludzi normalnych, otoczony nadludźmi takimi jak on sam funkcjonuje jak co dzień w swoim Matriksie i tylko czasami uaktywni się jakiś błąd, by zetknąć ze sobą normalnego i nadczłowieka, ale wtedy wystarczy jedynie powiedzieć "spieprzaj dziadu" i wszystko znowu będzie cudownie.

Dziś prezydent Komorowski podpisał ustawę o #in vitro pomimo sprzeciwu posłów PiS i Episkopatu, dając szansę na potomka wszystkim tym, którzy nie mogą spłodzić dziecka w sposób tradycyjny. To musiało nadludzi poważnie zaboleć. Zabolało głównie kawalerów po sześćdziesiątce, panie po menopauzie i duchownych w sutannach, dla których ta sprawa była najważniejsza dla dalszego funkcjonowania w kraju, gdzie pomimo wszystko żyje jeszcze paru zwyczajnych ludzi... #Bronisław Komorowski