W ostatnich latach poprzedzających pierwszą wojnę światową sztuka drukarska w Brytanii była w stanie upadku. Za to w Rosji pracowano na (sprowadzanych z Niemiec) maszynach umożliwiających drukowanie w kolorach, na niezwykle wysokim poziomie. Podrobienie carskich banknotów przy użyciu ówczesnych technik kopiowania było niewykonalne. Natomiast do podrobienia banknotów opiewających na po parę funtów wystarczał zdolny rysownik.

Podstawowe przesłanki skutecznego oszustwa

Oszust musi być niesamowicie sprytny. Nie tylko jeśli chodzi o sam pomysł na oszustwo, ale też pod względem wyboru swojej ofiary. Ofiarą oszustów padają najłatwiej ludzie beznadziejnie głupi, którym się zdaje, że są niesamowicie sprytni. Nadęty osioł rzuca się w oczy i sam się prosi, aby go ograbił cwańszy od niego. Kolejny niezbędny warunek to umiejętność wzbudzenia zaufania zadufanego w sobie debila. To ciekawa gra, polegająca na tym, że cwaniak udaje bezgraniczne zaufanie i wielką sympatię do głupca, którym w gruncie rzeczy bezgranicznie pogardza. Kolejny niezbędny warunek to podjęcie wszelkich środków ostrożności, aby zachować całą sprawę w tajemnicy przed resztą świata. Ten, kto umie to wszystko, będzie w stanie czerpać pieniądze dosłownie z niczego.

Oszustwo niemal doskonałe - opowieść prawdziwa

2 kwietnia 1912 zapadł wyrok w sprawie rzekomego fałszerza rubli - niejakiego Juliana Morowicza z Pruszkowa. Swemu niecnemu procederowi oddawał się nie w rodzinnym mieście, ale w Piotrkowie Trybunalskim (w tamtejszym Hotelu Litewskim - stoi do dzisiaj). "W lipcu 1911 spotkali się przypadkiem w parku miejskim w Piotrkowie" - donosiła jedna z ówczesnych gazet. Przypadek przypadkowi nierówny. Zapewne oszust Morowicz czekał tam jak myśliwy w zasadzce, wypatrujący jelenia. Jeleniem okazał się Józef Hausmann z Moszczenicy (gubernia piotrkowska). Hausmann "jął narzekać na ciężkie czasy, które nastały, tak iż nie sposób jest cokolwiek zarobić". Morowicz zaczął go pocieszać twierdząc, że "ma na oku pewien interes, na którym da się z łatwością zarobić 40 procent". Trzeba tylko włożyć w to kilkaset rubli. Okazało się, że mimo owych ciężkich czasów jeleń ma odłożoną taką właśnie, dość poważną sumę. Kilkaset carskich rubli miało podobną siłę nabywczą jak obecnie jakieś trzy do siedmiu tysięcy złotych.

Miesiąc później obaj panowie spotkali się znów w Piotrkowie, w wymienionym już hotelu. Jeleń przyniósł ze sobą banknoty trzy i pięciorublowe. Morowicz włożył je do jednej szufladki jakiejś cudownej skrzynki, a do drugiej kilkadziesiąt arkuszy białego papieru, o tych samych rozmiarach i właściwościach co ten, na którym drukowano banknoty. Każdy banknot został nasycony jakąś tajemniczą cieczą, po czym powoli, by nie uległ rozerwaniu, przesuwał się po rolkach wewnątrz cud-skrzynki. Po paru minutach wypadał z drugiej strony, już suchy, a wraz z nim jego kopia. Zachwycony gość nie zwrócił uwagi, że numery się nie zgadzają. Jednym z pierwszych skopiowanych banknotów postanowił zapłacić za piwo i wysłał z nim kelnera hotelowego do baru na parter. Ten co prawda przyniósł kilka kufli piwa, ale w międzyczasie, licząc na wypłacenie nagrody, doniósł o tym, co podsłuchał, policji.

Wpadka nieostrożnego oszusta

Zajmując się takimi rzeczami lepiej jest skupić się wyłącznie na tym, co się robi. Przyjemności należy odłożyć na później. Gdyby Morowicz był bardziej przewidujący, miałby piwo itd. przygotowane na miejscu, a tak... Transakcja doszła co prawda do skutku. Odsprzedał Hausmannowi swój wynalazek za 200 rubli, ale już kilka chwil później... Do pokoju zawierającego automat do fałszowania banknotów zbiegli się: policmajster, sędzia śledczy, policjanci i żandarmi. Po trwającym kilka miesięcy procesie Pierwszy Wydział Kryminalny Sądu Gubernialnego w Piotrkowie stwierdził, że maszyna do podrabiania rubli była atrapą. Jej jedynym celem było dostarczanie jej "wynalazcy" okrągłych sum od naiwnych, którym zamierzał ją odsprzedawać. Rzecz jasna, jeden egzemplarz po drugim. Hausmann został uniewinniony. Morowicz skazany na pół roku więzienia o zwykłym reżimie.

(F. Bezirksgericht, "Neue Lodzer Zeitung", 4 IV 1912, wydanie poranne, s. 2)

Niezwykle podobny przypadek w Anglii

W nakręconym w roku 1976 serialu telewizji BBC The Duchess of Duke Street (tzn.: Księżna z ulicy Książęcej), w odcinku szóstym pierwszej serii, została przedstawiona niezmiernie podobna opowieść. Do hotelu, prowadzonego przez główną bohaterkę tego filmu, przybywa tajemniczy, czeski baron. Ten niezwykle przystojny i elegancki młody facet, mówiący przy tym niemal bezbłędnie po angielsku, owija sobie wokół palca pozostałych lokatorów. W szczególności udaje mu się wzbudzić ciekawość i chciwość pewnego bogatego Amerykanina. Jankes w końcu zostaje zaszczycony zgodą na odsprzedanie maszyny do kopiowania dowolnych banknotów, którą obiecuje wystawić w muzeum techniki na terenie swojej posiadłości. Płaci dwadzieścia tysięcy dolarów - w przeliczeniu na dzisiejsze to byłyby jakieś dwa miliony.

Podobno jest to jedyny egzemplarz na świecie, wykonany w XVIII wieku. Okazuje się, że to nieprawda, a oszust, nie będący też żadnym baronem, zostaje zdemaskowany przez odźwiernego. Banknot dziesięciofuntowy skopiował ręcznie, przy pomocy renisówek, tzn. przyrządów do pisania atramentem liniami różnej grubości. Magiczna skrzynka to udany wyrób belgijskich rzemieślników, wykonany na zamówienie. W kilku egzemplarzach. Odźwierny donosi jednak o tym nie policji, ale swojej szefowej. Ta zaś, nie chcąc rujnować reputacji swego hoteliku dla wyższych sfer, z zapewnioną dyskrecją, puszcza wolno oszusta. Zmusza go jednak najpierw do zapłacenia okupu. Ta zaradna kobieta zdaje sobie bowiem sprawę, że na śmierć i głupotę ludzką nie ma lekarstwa, ale bez pieniędzy... No cóż, dochodzi się do nędzy. Dodam już tylko, że scenariusz tego filmu został oparty na postaci pewnej prawdziwej kobiety, która wybiła się o własnych siłach oraz faktach z jej życia.

Spełnione marzenia o bezbłędnie podrabianych pieniądzach

Pieniądz jako taki powstał, jak wiadomo, już bardzo dawno temu. Począwszy od głębokiej starożytności aż do XVIII wieku chcąc go tworzyć trzeba było być władcą, a co najmniej stać na czele republiki. W obu wypadkach należało mieć dostęp do zapasów złota, srebra i miedzi, z których bito monety o dużych, średnich i małych nominałach. Można było puścić w obieg tylko tyle pieniędzy ile się miało złota i srebra w skarbie państwa. W XVIII wieku praktyczni Anglicy doszli do wniosku, że noszenie stale przy sobie ciężkich woreczków ze złotymi i srebrnymi monetami jest zbyt kłopotliwe. Zamiast tego można przecież wydrukować banknoty, opiewające łącznie na taką warlość monet kruszcowych, jaka spoczywa w bankach.

Pieniądz papierowy, jako lżejszy i poręczniejszy, zaczął robić wielką, światową karierę. Suma jego nominałów była jednak nadal związana z łączną ilością posiadanych przez państwa i banki monet srebrnych lub złotych, a także sztab złota. W okresie lat 1934-76 ta zasada została w końcu całkowicie zarzucona i mamy to co mamy czyli... Mnóstwo cudownych skrzynek do kopiowania w nieskończoność wszystkich banknotów. Przy nich zaś albo tacy jak niejaki Morowicz albo eleganccy, przystojni, bardzo zręczni. Nic dziwnego, że jakoś nie staliśmy się wszyscy bogaci, jak nam obiecywano. Raczej mamy wrażenie, że ktoś nam bez końca wyciąga z kieszeni to, co zarobiliśmy uczciwą pracą. Hm... W czyim towarzystwie właściwie się znaleźliśmy? Boże chroń cara! Razem ze swoimi czynownikami aż tak skóry nie zdziera(ł). Jak się tak dobrze zastanowić to można przestać bać się Rosji. #Plotki #finanse publiczne #Rosja