Zastanawiałem się z moją Panią, gdzie by tu wyskoczyć na #wakacje. Zauważyliście, że nikt nie jeździ na wakacje do Niemiec. Można przez nie przejechać, można nawet zatrzymać się w jakimś sympatycznym krajobrazowo miejscu na chwilę, ale... spędzać tam wakacje ?! To byłoby tak, jakby ktoś chciał z własnej i nieprzymuszonej woli spędzić dwa tygodnie w obozie karnym, gdzie wszystko, co prawda, jest ustawione i o jasnych zasadach, posiłki na czas, ale przy stole siedzi facio opowiadający dowcipy zrozumiałe wyłącznie w PiS.

Więc może Włochy? To piękny kraj, choć właśnie tam przy jednej z autostrad widziałem ubikację żywcem wyjętą z jednego z filmów Quentina Tarantino... Do tego jadłem najgorszą w moim życiu pizzę. Na usprawiedliwienie "Makaronów" powiem, że nie stołowałem się w renomowanej sieci hotelowej.

Grecja - cudnie. Tylko tam nigdy nie masz, bracie, pewności, że dysponujesz jeszcze kasą na wakacje. Ale, poza tym, po prostu cudnie. Uśmiechnięci i życzliwi kelnerzy (nie w Grecji kontynentalnej, oczywiście, ale na wyspach) podają napitki i jadło tak smakowite, jak nogi Marylin Monroe, ale... nie mam w tej chwili ochoty jechać do kraju, który uparcie twierdzi, że nie przepieprzył wszystkiego, co dawała UE i należy w porze lunchu rzucać koktajlami Mołotowa pod oknem mojego hotelu.

Szwecja. Kocham Sztokholm, Szwedzi, a w szczególności Szwedki są przesympatycznymi ludźmi (oczywiście, dziś nie interesuje mnie to w ogóle i tak tylko dodaję dla zainteresowanych...), ale... za nocleg w hostelu zapłacisz tyle, ile w jednym z najlepszych naszych hoteli, a żeby nie zbankrutować do reszty, przez cały urlop musiałbyś się żywić bananami... Nie stać nas na Szwecję. Będę płakał...

Wspomnę jeszcze o Finlandii, tak przy okazji - piękny kraj, choć cała Skandynawia przy dłuższej konsumpcji ze względu na okoliczności przyrody wpada w takiego doła, że zrywa się na równe nogi tylko po to, żeby natychmiast znaleźć sznur i chybotliwy stołeczek. Finki są dziewczynami przesympatycznymi, ciepłymi i mądrymi, ale... nigdy, słowo, nie widziałem ładnej Finki, że o Finach nie wspomnę...

Do Wietnamu się nie wybieram z powodu lęków przed facetem, który będzie za tobą łaził przez cały czas pobytu, więc Korea Północna, jak się domyślacie, również odpada. Podobno Kaukaz jest niesamowity, a do tego ta gościnność, ale co z tego, skoro w czasie, kiedy gospodarz zapodaje nam kolejny 45 minutowy toast, przez salon ni stąd, ni zowąd (tak to się pisze ?), przejedzie ruski czołg z załogą podśpiewującą sobie "Kalinkę" po każdym wystrzale.

Węgry. Tam jest tylko Budapeszt i Balaton, trochę mało. Austria. Cudne Alpy, ale poza tym problem ten sam, co w Niemczech. Indie. Zwłoki dzieci pływające w Gangesie. Cała Afryka aż wrze i nikt nie wie, gdzie i w jakim momencie zacznie do nas strzelać siedmiolatek w sandałach i z kałaszem.

Nie byłem w Portugalii, więc marzę o Lizbonie, ale... jak mawiał Tomek z "Kasi i Tomka" - Wiórkowo, Wiórkowo to jest to...