Właśnie rozpoczął się sezon wakacyjno-urlopowy, więc jadąc przez Polskę i podziwiając jej piękne widoki warto sobie zadać pytanie o życie przeciętnego robotnika budowlanego wykonującego odcinki autostrad w Polsce. I tutaj za przykład można wziąć jedną z największych firm budowlanych specjalizujących się właśnie w tej dziedzinie , jaką jest SKANSKA - NDI Joint Venture.

Całkiem niedawno realizowany był przez nią odcinek robót zlokalizowany w okolicach Torunia, Bydgoszczy i Włocławka w sercu centralnej Polski, o którego odbiorze dumnie pisze konsorcjum realizujące to zadanie na swojej stronie firmowej.

A co się dzieje z pracownikami zatrudnionymi przy budowie tych robót po ich zakończeniu przed terminem realizacji, z czego sama SKANSKA - NDI Joint Venture słynie? Otóż zazwyczaj zachłyśnięty możliwościami finansowymi i stabilnością firmy w korporacji, mało który pracownik zastanawia się, co będzie z nim w przyszłości. Kontrakt, wbrew pozorom, szybko mija. Praca zazwyczaj trwa od wczesnego świtu do późnego zmierzchu, pracownicy są dowożeni i odwożeni przez pracodawcę solidnie, przy tym nagradzani profitami, jakie można od firmy otrzymać poza wypłatą. A tych profitów jest wiele, bo każda większa firma pragnie zatrudniać tylko dobrych fachowców w swojej dziedzinie. Można tu wyliczyć diety, delegacje, koszty pokrycia noclegów, ubezpieczenie rodzinne, wyżywienie, dobre ubezpieczenie, karty podarunkowe, karty sportowe, pikniki rodzinne, premie i inne atrakcje. Przy takich profitach aż może zakręcić się w głowie, w szczególności osobom z mniejszych miejscowości, gdzie mają się czym chwalić znajomym i bliskim.

Nie jest tajemnicą, że wysokość wynagrodzenia w Polsce jest niska, uzależniona od rynku lokalnego, władz i przedsiębiorców stymulujących ten rynek. A więc otrzymanie dobrej posady jest skarbem, szczególnie w małym mieście, gdzie oferty pracy ukazują się rzadko.

Interesującym jest fakt akceptacji samych instytucji odpowiedzialnych za opracowanie i nadzór robót drogowych. Nieprawidłowości w tym zakresie widoczne są w szczególności w rejonach mało rozwijających się i ubogich. Zatajany jest poziom bezrobocia i rozwoju gospodarki, co wpływa na manipulacje urzędowe. Doświadczane w ten sposób są ubogie finansowo gminy, miasta i sami ich mieszkańcy. A do tego słaby jest nadzór pracy instytucji lub nie ma go w ogóle. Powstają spięcia na etapie walki o przyznanie świadczeń wpływających do budżetu gmin, urzędu miasta czy starostwa powiatowego. I koło się zamyka. Wewnętrzna konkurencja i manipulacje urzędowe stają się udręką dla mieszkańca, a sam bezrobotny jest ofiarą systemu, do którego państwo starało się go przyzwyczaić po latach 80., wykorzystując do tego kryzys gospodarczy. I w to wszystko został jeszcze wplątany nieszczęsny pracownik robiący swoją karierę zawodową w firmie drogowej, bo przecież chodzi o oszczędności dla miasta i profity za tym idące. Tylko gdzie są w tym wszystkim obowiązki państwa, na które sam bezrobotny pracował i odprowadzał składki? I dlaczego firma budowlana, która zrealizowała odcinek robót, wypracowała zyski, ale pominęła wypłatę świadczenia pracownikowi na odchodne, uchodzi cało i realizuje dumnie kolejne kontrakty bez żadnej odpowiedzialności, ani finansowej, ani karnej, a jej pracownik stracił zatrudnienie i profity mu należne.

I co się wtedy z takim pracownikiem dzieje? Trafia on do PUP, MOPR po rodzinne i świadczenie dla bliskich i dzieci, gdzie oczekuje na długiej liście do ich przyznania i wypłaty świadczenia oraz oswaja się z nowym statusem życia, niekoniecznie na poprzednim poziomie. I tutaj zaczyna się znowu problem. Urząd, operując przepisami, ma czas na sprawdzenie swojego petenta, zażądanie od niego różnych dokumentów, a osoba bezrobotna napotyka na szereg problemów urzędowych. Jest wielokrotnie wprowadzana w błąd ze względu na złe funkcjonowanie instytucji. W ten sposób urząd manipuluje czasem, żądając niejednokrotnie dokumentów, których nie powinien żądać od petenta i odsyłając go do różnych instytucji. W samym PUP wydawana jest pierwsza pozytywna decyzja o zarejestrowaniu bezrobotnego i jego statucie. W międzyczasie spływa do niego propozycja podjęcia nowej pracy, Zaabsorbowany możliwością powrotu na rynek pracy, nie zwraca uwagi na terminy i rozliczenia. I tutaj zaczynają się kolejne schody. Urzędnik wysyła do petenta propozycję podjęcia pracy tuż przed planowaną wypłatą świadczenia.Wówczas następuje z reguły negatywna rozmowa w sprawie pracy, odmowa zatrudnienia, a należy dokonać rozliczenia się z dokumentu wydanego przez PUP. I tutaj kolejny zawiód. Rozczarowany bezrobotny czeka z rozliczeniem się z PUP do ostatniej chwili, statutu bezrobotnego ani świadczenia przecież nie utraci. I tu kolejne problemy, bo okazuje się, że statutu bezrobotnego nie ma i nie należy mu się świadczenie do wypłaty. W tym samym czasie okazuje się również, że MOPR także nie ma możliwości udzielenia pomocy finansowej nieszczęsnemu bezrobotnemu z uwagi na zbyt wysokie wcześniejsze dochody. Utrzymanie tego mechanizmu działania powoduje, że bezrobotny znika bez śladu, szukając zatrudnienia poza granicami kraju, nie ujawniany jest w statystykach, nie ma jego danych. I w ten sposób zgromadzone są wysokie profity dla urzędników za ich pracę, a brakuje na rozwój nowych przedsiębiorstw, powiększany jest poziom dziury w budżecie, a na rynku pracy znajduje się mało wykwalifikowana kadra. Oczywiście, bezrobotny bez środków finansowych wpada w krąg długów, nie należy mu się przekwalifikowanie zawodowe oraz możliwość otworzenia własnej działalności. I tu pytanie zasadnicze: dlaczego, tak się dzieje? Powinno być zadane wyborcom zrobionym na szaro przez obecne państwo i jego rządzących. #społeczeństwo