Ostatnio w polityce widzę właściwie wyłącznie kobiety. Wszystkie liczące się partie (może w wyjątkiem PSL, gdzie chłop wciąż górą) w swoich szeregach zawracają nam głowy spódnicami. Zaczęło się od pani premier Kopacz i... poszło. Co się stało z tymi wszystkimi silnymi facetami, co to chcą pięknie kończyć? Mam dziwne wrażenie, iż ci wszyscy faceci wreszcie się zorientowali, że nie tędy droga, że są skompromitowani, że nikt na nich patrzeć nie może i schowali się za spódnicami. Tyle że mają chytry plan - zdobyć dzięki kobietom władzę, kierować nimi spod tej spódnicy, by w chwili wygranej tryumfalnie wrócić przed kamery w glorii chwały. Ze stanowisk również można szybko zdjąć, bo... to przecież decyzja partii, a wszystko dla dobra kochanej ojczyzny.

Pan Kukiz koniecznie chce zniszczyć system (co prawda, tylko po to, by w systemie zaistnieć) i nawet nie zauważył, że system już padł. Być może, tylko na chwilę, ale padł. Partiami rządzą w tej chwili kobiety i nie jest ważne to, że, być może, tę władzę otrzymały na chwilę, a za ich plecami dyszą podstarzali faceci bojący się teraz pokazać swoje fizjonomie, bo to by oznaczało natychmiastową klęskę partii i niezbyt długą podróż w polityczną nicość.

Zastanawiam się również, co na to wszystko same kobiety? Czy władza już je oślepiła do tego stopnia, że nie zauważają swoich największych wrogów? A nie są to przedstawiciele innych partii, tylko noże tuż, tuż za ich plecami w rękach ich własnych, dobrze znanych kolegów partyjnych.

Oczyma wyobraźni widzę już liderów partyjnych mówiących z lekkim uśmiechem, że polityka to twarda męska gra, że tu nie ma sentymentów, że przyjaźń może być szorstka. Zdarzają się głupie kobiety, ich liczba jest wprost proporcjonalna do liczby głupich mężczyzn, ale mnie osobiście te wszystkie panie, które w tej chwili kierują polityką partii, na głupie nie wyglądają i mam wrażenie graniczące z pewnością, że te panie nie dadzą się od polityki odsunąć tak łatwo,  jak to się wydaje starym wygom, co to niejednym goździkiem i rajstopami potrafili namieszać w głowach niezliczonej liczby Polek. Te czasy się skończyły, drodzy panowie, i po was mogą w polityce zaistnieć już tylko nowe, młode męskie twarze i kobiety właśnie. Martwi mnie odrobinę to, co będzie się działo w Sejmie RP. Przez ostatnie lata byliśmy świadkami nieprawdopodobnych wręcz pyskówek w wykonaniu naszych polityków, kobiety na sali sejmowej bynajmniej nie uspokajały, pięknie podgrzewały atmosferę i często dialogi w tramwaju gdzieś na warszawskim Grochowie to przy tych występach było tylko gaworzenie dziewczynek w przedszkolu. Jeśli liczba pań na najwyższych stanowiskach zwiększy się to... czy widział ktoś z Was bijące się kobiety?! Ja widziałem, to jest coś przerażającego, coś, co każdemu facetowi mrozi krew w żyłach, a najgorsze jest to, że tak do końca nawet nie wiadomo, jak się zachować. Nie zapominajmy, że te kobiety również przeżyły komunę i, gdy faceci pracowali spokojnie w swoich zakładach pracy, to właśnie kobiety (w ogromnej większości) walczyły (dosłownie) o papier toaletowy i kawałek wyrobu czekoladopodobnego. To one dbały, by facet, wróciwszy do domu, miał co zjeść i z uczuciem dobrze spełnionego obowiązku wyciągnąć nogi przed telewizorem. One to mają w genach, a my, faceci już dawno zapomnieliśmy, co to takiego polowanie. A mnie osobiście, pomimo wszystko, cała ta sytuacja w ogóle nie martwi, bo dla mnie nie jest ważne, czy polityk jest mężczyzną czy kobietą, tylko... czy jest mądry, czy głupi... #wybory parlamentarne #Ewa Kopacz