Podobno żyjemy w wolnym kraju... podobno. Wolność słowa nigdy nie była w cenie, zmieniało się tylko to, co wolno mówić, a czego, broń Boże, nie wolno. Za komuny istniała wysoko ceniona przez PZPR instytucja cenzury. Przepuszczała tylko politycznie poprawne teksty, dlatego powszechne stały się kabarety a lud kombinował, jakby tu powiedzieć to, czego nie wolno, a przecież trzeba. Niewątpliwie wpłynęło to pozytywnie na naszą polską kreatywność i zdolność czytania pomiędzy wierszami. Jedenastego kwietnia 1990 roku została przyjęta ustawa, która zniosła cenzurę w Polsce i wydawałoby się, że każdy może swobodnie wypowiadać swoje zdanie na dowolny temat. Ale to tylko pozory. Najpierw nie byliśmy do tego przyzwyczajeni, bo lata ucisku zrobiły swoje. Kiedy tylko zaczęliśmy łapać pierwszy wolnościowy oddech, w 2004 roku weszliśmy do Unii Europejskiej, no i zaczęło się. Najpierw subtelnie dawano nam do zrozumienia, że przecież jesteśmy we wspólnocie i nie wypada naszego dobroczyńcy krytykować, z czasem naciski przybrały na sile. Po przeszło 25 latach tak zwanej wolności słowa nadal obowiązuje cenzura, tyle tylko że teraz wyraża się za pomocą unijnej poprawności politycznej.

Manipulacja opinią publiczną

Kiedyś cenzor siedział przy biurku, czytał teksty i puszczał to, co było bezpieczne z punktu widzenia władzy. Ale ku rozpaczy naszych umiłowanych rządzących, rozwinął się internet i media społecznościowe. Tego nikt, jak na razie, nie umie skutecznie ocenzurować. Dlatego musiał powstać nowy sposób ukrócania wolnej woli niepoprawnych obywateli, no i powstał. Tubą mainstreamowych mediów ogłasza się ludziom, co należy myśleć na dany temat. Zatrudnia się do tego popularne gwiazdy, prezenterów i inne wysoko opłacane osoby, aby pilnowały politycznej poprawności i tłumaczyły obywatelom, co jest dobre, a co złe. Większość ludzi nie lubi się wychylać i chętnie podchwytuje nie swoje opinie, po jakimś czasie uznając je za własne. Tak jest wygodniej, no i prościej. Człowiek nie naraża się na nieprzyjemności, bo po co?

Czarna owca

Jednak w każdym stadzie zawsze znajdzie się jakaś czarna owca albo nawet kilka. Te nieposłuszne przywołuje się do porządku, ponieważ są niebezpieczne. Sieją zamęt i grożą rozbiciem ustalonego na górze status quo. Metody są różne. Jeśli jest to wypasiona czarna owca typu Janusz Korwin Mikke, przeinacza się jego słowa, wyrywa z kontekstu, oczernia lub wyśmiewa. W przypadku rogatej czarnej owcy typu Zbigniew Stonoga wytacza  się naraz 120 spraw sądowych i ciąga non stop po prokuraturach, mając nadzieję, że nie będzie miał czasu nic więcej nabroić. Małymi czarnymi owcami przejmować się zbytnio nie trzeba, bowiem zmanipulowane białe owce same przywołają je do porządku. Na dodatek będą dumne, że chronią jedynie słuszny porządek, który przecież zapewnia im wygodną zagrodę i poczucie bezpieczeństwa. Problem tylko w tym, że sądzą, iż są wolne i myślą samodzielnie. Niech no im tylko któraś czarna owca powie, że pies, który ich pilnuje, i człowiek są w zmowie! Już jej się dostanie za swoje!

Tematy tabu

Aktualnym tematem tabu są związki jednopłciowe i homoseksualizm w ogóle. Nieładnie jest się wypowiadać na ten temat, bo przecież powiedziano nam, że mamy być tolerancyjni. Jeśli masz jakiekolwiek swoje zdanie, natychmiast wsiądzie na ciebie stado białych owiec, rycząc zaciekle: shut up! Nawet, jeśli nikogo nie obrażasz, wmówią ci, że i owszem. Nawet, jeśli czegoś nie mówisz, udowodnią ci, że mówisz. Wiedzą lepiej, kim jesteś, jakie masz poglądy i pomachają ci naukowym dyplomem przed oczami, żebyś wiedział, kto tu jest autorytetem. Więc lepiej siedź cicho! Cicho sza! #społeczeństwo