Skarb Państwa (czytaj: podatnicy) oficjalnie dopłaca do emerytur i rent z #ZUS około 30%. Do takich samych świadczeń z KRUS ponad 90%. Oficjalnie, bo gdyby policzyć koszty utrzymania tych instytucji, to pewnie okazałoby się, że jako podatnicy dopłacamy może nawet dwa razy tyle. Każdy dopłaca - nawet menel odwożący pod marketem wózki, by odzyskać tkwiącą pod łańcuszkiem złotówkę. Bo tenże menel najczęściej kupuje za to potem tanie piwo za 2 zł, z czego ponad złotówka to #podatki: akcyza, VAT, CIT browaru, CIT producenta opakowań i sieci handlowej, PIT i ZUS zatrudnionych w nich pracowników.

Po co płacimy podatki?

Podatki są publiczną składką na nasze bezpieczeństwo. Przede wszystkim mają utrzymać wojsko, by obywatele innych krajów nie wleźli nam do domu, nie zagrozili karabinem, nie zabrali naszego telewizora, nie zgwałcili naszej kobiety i nie zabili naszych dzieci. Mają też utrzymywać policję, która powinna zabezpieczać przed tym samym co armia, tyle, że w czasach, gdy inne państwa nie wypowiedziały nam wojny. 
Podatki to także nasza składka na utrzymanie służby: ludzi, którzy jako prezydenci, premierzy, ministrowie, senatorowie, czy posłowie tworzą przepisy prawa pozwalające nam żyć dostatnio i bezpiecznie. Jako sędziowie i prokuratorzy ścigają i karzą takich, którzy nam czynią krzywdę. Jako urzędnicy obsługują stworzone dla nas rejestry i zarządzają obsługą otaczającej nas przestrzeni. Z podatków utrzymujemy też drogi, chodniki i ich pobocza, rzeki (by nas nie zalewały i były czyste, pełne ryb), parki narodowe, muzea, teatry itd. Ze "składek zdrowotnych" utrzymujemy lekarzy, szpitale, pielęgniarki...

Wszystko pięknie, tylko dlaczego nie działa?

A jak ma działać, jeśli machina biurokratyczna pochłania lwią część wpłacanych przez nas na te szczytne cele pieniędzy? Dla biurokratów zawsze istnieje jeden sposób: podwyższyć składki. Gdy wiele lat temu powstawała #Platforma Obywatelska jej głównym hasłem było zmniejszenie podatków i ograniczenie liczby urzędników. Bardzo wielu ludzi zachwyciło się tym hasłem i zagłosowało na PO. Szybko okazało się, że obciążenia podatkowe są zwiększane, liczba urzędników rośnie, za to propaganda sukcesu ma się coraz lepiej. PRL-owskie czasy Edwarda Gierka to przy tym przedszkole: w idiotycznych czasach "realnego socjalizmu" gierkowska ekipa zadłużyła Polskę na jakieś marne 40 miliardów dolarów. Ekipa Tuska szybko ich przebiła tworząc dług publiczny przekraczający wielokrotnie wysokość tamtych pożyczek. 
Pewnie, coś tam wybudowali, tylko jakim kosztem!? Przykładowo: kilometr autostrady po płaskim terenie kosztuje w Polsce blisko dwa razy tyle, co taka sama droga wybudowana w austriackich Alpach, z tunelami przebijanymi przez góry. A wszystko za nasze składki... 
O emeryturach i służbie zdrowia nie wspominając!

Dlaczego jesteśmy straszeni podatkiem katastralnym, a nie ZUS-em?

My, podatnicy, powinniśmy się bardziej przyglądać strukturze naszych danin publicznych. Paradoksem jest, że podatek dochodowy płacą nawet najbiedniejsi emeryci, którzy już raz go przecież zapłacili gdy pracowali. Płacili też wtedy składki na ZUS. Przez cały okres swojej pracy zapłacili zazwyczaj tyle, że musieliby żyć 120-130 lat by to odzyskać. Mają prawo czuć się pokrzywdzeni. Ci, którzy teraz pracują i płacą składki na ZUS powinni, widząc to, czuć się frajerami. Ktoś, kto formalnie jest ich służącym - w końcu parlamentarzyści i Rada Ministrów żyją dzięki składkom całego społeczeństwa - ustala takie właśnie prawo! Prawo wyzysku
Cicho, lecz nieustannie jesteśmy straszeni podatkiem katastralnym, inaczej mówiąc podatkiem od wartości posiadanych nieruchomości. A ja jestem za tym, by taki podatek wprowadzić. Pod jednym warunkiem: likwidacji ZUS-u, KRUS-u i podatków dochodowych. Niech sobie ludzie zarabiają ile chcą. Jeśli wydadzą to na konsumpcję, to złożą się na państwo w podatku VAT. Jeśli stać ich na pałace, to zapłacą katastralny. Normalny mieszkaniec M-4, czy domku na przedmieściach i tak zapłaci mniej niż teraz. Emerytury i renty - skoro i tak są dofinansowywane z innych podatków - niech będą płacone przez państwo, podobnie jak służba zdrowia. Jeśli zaoszczędzimy na setkach tysięcy urzędników i utrzymywaniu ZUS-wskich, NFZ-owskich i KRUS-owskich pałaców, z towarzyszącymi im komputerami, tonami papieru do drukarek, prądem, wodą do toalet i - paradoksalnie - podatkami i składkami ZUS od urzędniczych pensji, to i tak wyjdziemy na plus. A najwyższe podatki zapłacą ci, których dzisiaj stać na ich niepłacenie. Bo taniej wychodzą im prawnicy i doradcy podatkowi. Zresztą, niech nawet kilku z nich wyniesie się poza Polskę, by podatku katastralnego uniknąć. Zostanie więcej miejsca dla nas. I dla inwestorów, których przyciągnie do Polski brak podatku dochodowego. Warunek jest jeden. Zwolnienie od takiego podatku musi dotyczyć wszystkich. Nie tylko wielkopowierzchniowe sieci handlowe i pojawiające się na 2-3 lata, czyli na okres zwolnienia od CIT, firmy w tzw. "strefach ekonomicznych".