Lato sprzyja imprezom plenerowym, na których oprócz hektolitrów promowanego piwa z nieba leje się żar, a z ludzi pot. Polscy fani muzyki od kilku lat są rozpieszczani przez promotorów imprez, którzy w coraz większej liczbie miast tworzą cykliczne festiwale muzyczne. W większości przypadków decyzja o pojechaniu na dany #Festiwal związana jest z występowaniem właśnie na nim konkretnej gwiazdy. Wyniki sprzedażowe biletów nie powinny stanowić jednak głównego wyznacznika dla organizatorów plenerowych imprez, a wydaje się, że jest to najważniejszy czynnik decydujący o bukowaniu artystów.

Schemat jest prosty, jeśli festiwal z gwiazdą X odniósł komercyjny sukces, a dzień w którym występował dany artysta był związany z wyższym wpływem środków za bilet/karnet, to warto zaprosić właśnie tego X-a na kolejny festiwal, by również zarobić pieniądze. W tak prosty sposób festiwale zamiast letnich uczt dla melomanów stają się przaśnymi imprezami, dla fanatyków przetrawionego i już nieświeżego "dania".

O ile w międzyczasie występów na polskich festiwalowych scenach promowana gwiazda wydała nową płytę, tak odgrzanie jej występu nie jest aż tak haniebne i męczące. Gorzej, jeśli jednak pojawiające się znów w Polsce zespoły po raz kolejny grają ten sam wymiętoszony i pokryty kurzem repertuar. Nawet najlepsze lecz te same utwory, w tych samych aranżacjach po prostu nużą. Co gorsza taktykę bukowania tych samych artystów wykorzystują nie tylko "konkurencyjne" festiwale dla młodych imprezowiczów lecz również organizatorzy tego samego, cyklicznego eventu. Po kilkuletniej lub nawet rocznej przerwie m.in. na scenie popularnego Open'Er zagoszczą te same gwiazdy i gwiazdki, które swój występ przeniosą co najwyżej z kameralnego namiotu na scenę główną lub odwrotnie.

Na świecie istnieją miliony zespołów, które idealnie wpisują się w ramy festiwali plenerowych i linii programowych ogromnych imprez. Niestety zamiast zaproszeń wielkich, lecz niewystępujących do tej pory na polskich festiwalach gwiazd światowego kalibru bardziej opłacalne jest odgrzanie tytułowego kotleta i zaproponowanie występu artyście, którego trasa koncertowa po raz kolejny zahacza geograficznie i czasowo o ramy festiwalu. Można uznać, że słuchacze nie są skrajnie pokrzywdzeni - przecież mają do czynienia z gwiazdami o wielkich nazwiskach, które przyciągają tłumy (tak radośnie jest być przecież częścią bezrefleksyjnej masy) i najwyżej po raz kolejny wysłuchają ich największe radiowe hity. Z jednej strony jest to prawda, jednak ile razy można przeżuwać to samo danie i przeżywać te same emocje, które stara się wywołać wklejony znów na tę samą scenę band?

Rozgoryczenie programem większości festiwali letnich z roku na rok narasta. Spowodowane jest to brakiem świeżości i nowej energii na scenach, jak i rosnącymi cenami karnetów. O ile w przeszłości wydanie ok. 200 zł za kilka dni muzycznego święta, w trakcie którego od czasu do czasu na scenie gościły gwiazdy z zeszłorocznych edycji nie irytowało tak bardzo, to teraz, w dobie karnetów za ok. 400, czy 600 zł jest to nieznośne. Inwestując taką kwotę oraz swój czas wolny w konkretny festiwal słuchacz ma ochotę przeżyć coś niezwykłego. I nie jest to zakaz wniesienia swojego jedzenia na teren festiwalu, niedostateczna ilość Toi-Toi, czy zbyt blisko rozmieszczone sceny, które zapewniają kakofonię dźwięków (niestety miało to miejsce m.in. na Off Festival). Dodatkowo, co równie smutne, jeśli w zalewie radiowych gwiazd i gwiazdek uda wyłowić się wartościowy występ najprawdopodobniej odbędzie się on jako jeden z ostatnich tego dnia, co nawet dla wytrwałych imprezowiczów może stać się wyzwaniem. Skupienie i przeżywanie eterycznej i pięknej muzyki np. Fennesza o 2 w nocy w kameralnym namiocie relaksuje, bowiem wielu aż do fazy snu.

Macie chęć jeszcze raz zapłacić za odgrzewany Hey lub Nosowską (a nawet oba występy dzień po dniu jak ma to miejsce na tegorocznym Orange Warsaw Festival), Chemical Brothers, Muse, Prodigy, prostacki Die Antwoord, czy inny festiwalowy samograj przynoszący zyski organizatorom i sponsorom? Nie ma problemu. Wejdźcie na dowolną stronę "alternatywnego" festiwalu i zabukujcie karnet lub po prostu kupcie bilet na miejscu. Będzie to bez wątpienia "wyjątkowa przygoda", którą w przypadku problemów z pamięcią będziecie mogli przeżyć, w niezmienionej formule znów za rok.

źródło: opener.pl, off-festival.pl, orangewarsawfestival.pl #muzyka