Rzadko zdarza mi się poruszyć temat jednego człowieka. W tym jednak przypadku puszczają mi nerwy. Będę starał się wyrazić swoje zdanie z punktu widzenia nauczyciela, dziennikarza, historyka, obywatela oraz przyszłego rodzica. Skupię się na problemie, który jest fundamentem każdego narodu, społeczeństwa, grupy, plemienia... Na szeroko rozumianej edukacji, jej założeniu, konsekwencjach i porażkach. Obszarem mojej obserwacji będzie polskie podwórko i jego nadzorca. Polityk wybrany przez społeczeństwo - pracownik społeczeństwa, pracodawca, a co najważniejsze - osoba, która ma w swoich rękach przyszłość Polski - dzieci i młodzież.

W swoich tekstach wskazywałem i wskazywać będę, że Polska nie ma surowców takich jak uran, złoto, diamenty, ropa, nie jesteśmy hodowcami opium ani koki, ani też królestwem turystycznym - jedyną nadzieją i potencjalnym dobrobytem są ciała i umysły naszych młodych. Tym bardziej winniśmy wylewać siódme poty harując nad prawidłowym ich wykształceniem, wyedukowaniem i - co najważniejsze - nad łagodnym lądowaniem w rzeczywistości XXI wieku.

Od najdawniejszych dziejów stare pokolenia edukowały te młode aby móc żyć lepiej, by w starości i niedołężności móc cieszyć się spokojem - aby dzień potknięcia nie był dniem śmierci. Forma oczywiście się zmienia. Od nauki polowania i zbieractwa aż po realia globalizmu. Zawsze jednak chodzi o to samo - o przetrwanie, surowce i możliwość odpoczynku kiedy sił już braknie. Każde pokolenie kiedyś odchodzi na bok, traci siły witalne, jego horyzonty stają się sztywne, zaczyna być ślepcem. Edukacja zaś winna być ręką młodego, który prowadzi starca w kierunku zasłużonego odpoczynku. Wiadomym jest, że człowiek nie jest idealny i w wykonaniu tego utopijnego założenia występowały i występują błędy. Polska jeden z największych błędów tego typu popełniła w 2013 roku. Ministrem edukacji stała się Joanna Kluzik-Rostkowska. Cytuję teraz Wikipedię - informacje sprawdzone:

"Polska dziennikarka, polityk, od 2013 minister edukacji narodowej, w 2007 minister pracy i polityki społecznej, w 2007 podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, od 2005 do 2007 podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, posłanka na Sejm VI i VII kadencji, była przewodnicząca klubu parlamentarnego Polska Jest Najważniejsza, założycielka partii PJN." Dalej też nie ma nic o związkach pani poseł z edukacją...

Łapię się za głowę - równie dobrze kierowca rajdowy mógłby być pilotem boeinga lub wędkarz mógłby być hydrologiem. Z punktu widzenia istotnej wagi, jaką jest pełnienie funkcji ministra edukacji - z całym szacunkiem do osoby Pani minister, ale totalnie nie pasuje do "edukacyjnych puzzli". W dobie eksplozji technologii komunikacji, gier komputerowych, bodźców medialnych pani minister edukacji tworzy podręczniki. Szykuje się na wojnę kosmiczną ostrząc w pałacu kamienne groty i malując barwy wojenne.

Ministerstwo nie robi praktycznie nic w kierunku ewolucji systemu edukacji. Nie promuje nowych technologii, nie istnieje medialnie. Czasem pochwali się jednostkowym przypadkiem szkoły w której uczniowie, przełamując wszelkie bariery osiągają sukces. Jednak na tle ogółu jest to tylko błysk, iskra w ciemnościach. W miejscu, które powinno tryskać pomysłami poprawy systemu edukacji, technologiami, dynamiką, dialogiem społecznym zamknęła się cicha i wesoła pani, która tylko czeka końca kadencji.

Stałym elementem i problemem w dyskusji nad edukacją stały się: Karta Nauczyciela, dyżury w ferie... Z punktu widzenia zasadności edukacji, jej funkcji i logicznego założenia dyskusje te są trywialne, banalne i co najważniejsze godzą w to co jest esencjonalne - młodego człowieka. Sprawa wokół tych problemów zakończyła by się gdyby nastąpiła profesjonalizacja zawodu nauczyciela. Osoba ta w końcu odpowiada za nasze dzieci, znacząco wpływa na jego prawidłowy bądź nieprawidłowy rozwój. W dużej mierze to nauczyciele kształtują przyszłość społeczno-gospodarczą narodu i państwa. Pani minister natomiast zamknęła się w pałacu i dyskutuje ze "starą skorupą" nauczycielstwa. Nie zauważyła, podobnie jak cała Platforma Obywatelska w wyborach prezydenckich, "ruchów" także w sferze społeczeństwa nauczycielskiego.

Większość nauczycieli - którzy są pewni swoich umiejętności, mają prawidłowy kontakt z dziećmi i młodzieżą i lubi swoją pracę - opowiada się za 40-godzinnym tygodniem pracy oraz zdjęciem KN. Sam jako nauczyciel jestem ponadto za badaniami sprawdzającymi moje umiejętności jako pedagoga i osobę jakby nie było kształtującą jednostkę ludzką. Naturalnym też jest stworzenie hierarchii w nauczycielstwie, opierającej się na umiejętnościach i realnych zasługach, a nie tylko stażu pracy. Naturalnym było by też, iż wynagrodzenie nauczyciela w związku z takimi zmianami także musiałoby ulec zmianie. Jednak jest to kwestia osoby zarządzającej daną gałęzią.

Niestety dla naszego kraju osoba piastująca tę funkcję nie nadaje się do jej pełnienia  - i mówię to jako wyborca oraz praktyk. Nie jest w stanie zaznaczyć wagi edukacji w budżecie, w żaden sposób nie rozumie środowiska, którym zarządza, nie można też nazwać jej autorytetem wśród młodzieży, na koniec - nie wie nic o praktyce nauczycielskiej i jej realiach. W jednym z przełomowych momentów ekonomicznych i społecznych naszego państwa na czele resortu odpowiadającego za naszą przyszłość stoi pięknie uśmiechnięta marionetka, w ciszy oczekująca końca kadencji i zakończenia kary czyśćca za przejście drogi z PIS, PJN do PO. #szkoła