Każdy kto śledził wystąpienia Andrzeja Dudy w czasie kampanii prezydenckiej zapewne pamięta, jak mocno obecny prezydent-elekt podkreślał, że w Polsce nie trzeba rewolucyjnych zmian. Zmienić należy władzę i to w zasadzie wystarczy. 24 maja 2015 r. udało się częściowo wprowadzić ten postulat w życie. Dotychczasowa władza, zamieszkująca rezydencję przy Krakowskim Przedmieściu, musi zbierać manatki. Jesienią dowiemy się, czy również ta, gnieżdżąca się od ośmiu lat przy Wiejskiej też będzie musiała poszukać sobie innej posady. Biorąc pod uwagę, że politycy nawet ci, którzy leją krokodyle łzy nad brakiem pracy dla młodych i starszych, najczęściej blokują swymi sempiternami co najmniej jeden etat - są i tacy, którzy tych etatów mają kilka - nie musimy się przesadnie przejmować za co byli parlamentarzyści będą pić i zakąszać. Władza, nawet była, się wyżywi. Ten bon mot, znany z czasów Peerelu, jest w III RP jak najbardziej aktualny.

Słowo o Piotrze Glińskim

Prof. Piotr Gliński znany jest szerszej publiczności, jako permanentny kandydat #PiS na urząd tzw. premiera technicznego, znoszący ten fakt w pokorze, ale z godnością. Bardziej dociekliwi wiedzą, że na początku tego stulecia, prof. Gliński bawił się w Zielonego, tzn. inicjował powstanie tej partii w Polsce. Z bliskimi temu ugrupowaniu hasłami i ideami walczy dziś dzielnie w europarlamencie inny profesor, podobnie jak Gliński sympatyk PiS, Ryszard Legutko. Później Piotr Gliński miał romans z Unią Wolności, w czym podobny jest do prezydenta-elekta, ale różny od prof. Legutki, który, co należy podkreślić, nie zhańbił się kolaboracją z partią śmierdzącą obłudą do samego nieba.

Premier techniczny ujawnia

W świetle niedawnej wypowiedzi Piotra Glińskiego, trudno mówić o jakimś nowym programie w stosunku do tego z lutego 2014 r. Bowiem jak stwierdził Gliński, "zręby i filozofia będą podobne". W Katowicach, gdzie w początku lipca będzie miała miejsce konwencja programowa, dojdzie tylko do doprecyzowania szczegółów.

Powiedzmy od razu, że program PiS z początku 2014 r., to nie są rewelacje. Zwłaszcza takie, jakich można byłoby się spodziewać po partii, która w przeszłości wielokrotnie wygrażała III RP, zdając się w pełni zgadzać ze słynnym już stwierdzeniem pana Bartłomieja Sienkiewicza - "ch..j, d…a i kamieni kupa". Tylko, że o ile były minister spraw wewnętrznych opisywał w ten sposób Polskie Inwestycje Rozwojowe, to partia Jarosława Kaczyńskiego chyba nie miałaby nic przeciwko nazwaniu tak tworu powstałego w wyniku umów okrągłostołowych w 1989 r. - państwa, w którym żyjemy od ćwierć wieku.

Polski potencjał marnują służby, sitwy i biurokracja

Stąd jedno z najważniejszych pytań brzmi, w jaki sposób władze wybrane jesienią 2015 r. zwalczać będą choroby toczące system III RP. Nade wszystko, co politycy reprezentujący największe elektoraty - jak do tej pory są to elektoraty Kukiza i PiS-u - sądzą o strukturach państwa? Czy według nich są one na tyle przeżarte rdzą korupcji i wszechwładnej niekompetencji, iż nie należy tracić czasu na ich naprawianie, bo przypominać to będzie ewangeliczne napełnianie starych bukłaków młodym winem? Należy je - po prostu - zlikwidować, a na ich miejsce zbudować nowe, a niektórych w ogóle nie odbudowywać, bo były są i będą niepotrzebne?

Czy też uznają, że właściwie system jest w porządku, wystarczy lifting i zamiana jednych ministrów, ekspertów i fachowców na innych - tym razem naszych - i wszystko będzie cacuś glancuś? Być może trochę światła na tę, bardzo ważną, sprawę, rzuci odpowiedź Piotra Glińskiego na pytanie o sposób walki Prawa i Sprawiedliwości z biurokracją: "Nie powiem - jak związany z Pawłem Kukizem prezydent Lubina Ryszard Raczyński - że wszystkie instytucje należy rozwiązać". Ale co należy z nimi zrobić? - Gliński milczy. Miejmy nadzieję, że nie jest to milczenie wymowne. Bowiem jego skutki dobrze są nam wszystkim, od ćwierć wieku, znane.

źródło: rp.pl #Andrzej Duda #wybory 2015