Można powiedzieć, że tak. Rządząca w Polsce od lat #Platforma Obywatelska pokazała po raz kolejny, że potrafi jedynie czytać z kartki. Chyba nikt już nie wierzy w ich slogany typu: "niższe podatki" czy "stawiamy na młodych". Można się było na to nabrać jakieś dziesięć lat temu.

PSL po raz kolejny pokazało, że jest partią rozsądnie zatrybioną w machinie układów, więc nie zmieni kierunku swojego działania dopóki obecny układ nie ulegnie całkowitej erozji. W końcu gdyby się tak stało, to zawsze mogą - jak zwykle - powiedzieć: byliśmy tylko koalicjantem, nie zgadzaliśmy się, bo chcieliśmy dobrze, ale nikt nas nie słuchał.

Prezes Twojego Ruchu zapędził sam siebie w ślepy róg i widzi klęskę, ale nie potrafi się z tym pogodzić. Kiedyś klękał przed ołtarzem, potem publicznie wyrzekł się wiary. Jak się okazuje przyszło mu to łatwiej niż wyrzeczenie się przywództwa w stworzonym przez siebie ugrupowaniu. Jedyne, na co się zdobył, to podzielenie się partyjną władzą. Rozsądnie. Gdy trafią w nicość, będzie dwóch winnych: Palikot i Nowacka.

#PiS nie zaskoczyło nikogo - Jarosław Kaczyński oznajmił publicznie, że nie ubiega się o fotel premiera, lecz proponuje na to stanowisko Beatę Szydło. Spekulacje na ten temat pojawiały się od jakiegoś czasu. PiS pokazało, że nie żyje wyłącznie sloganami wyborczymi i osobistymi walkami o najwyższe stanowiska w państwie, lecz odważnie dokonuje zmian pokoleniowych.

Kogo wybrać?

Polacy nie ufają już nikomu. Platformie Obywatelskiej nie wierzą, bo obiecywała i kłamała przez ostatnie osiem lat. PSL-owi nie wierzą, bo zauważyli, że jest to partia zgadzająca się z każdym, kto da im władzę i wynikające z niej korzyści. SLD Polacy traktują jako ugrupowanie dawnych komuchów, a PiS został im obrzydzony wieloletnią nagonką telewizyjno-radiowo-prasową. Sposób, w jaki partię, która rządziła zaledwie dwa i pół roku, można było obrzydzić społeczeństwu - pomimo że zrobiła dla niego więcej dobrego niż kilka innych rządów razem wziętych - przejdzie pewnie kiedyś do klasycznych przykładów manipulacji medialnej.

Może Paweł Kukiz lub Janusz Korwin-Mikke?

Polacy pragną zmian na lepsze. Chcą by obecny układ władzy się rozsypał. Pragną sami poczuć się wreszcie władzą w swoim kraju i aby wybrani przez nich przedstawiciele reprezentowali ich interesy, by im służyli. Nie chcą, by nimi "rządzono", pragną demokracji prawdziwej, a nie tylko głoszonej hasłami. W wyborach prezydenckich wielu Polaków poparło Pawła Kukiza, bo im obiecał jednomandatowe okręgi wyborcze i to ich przekonało. Chcą wiedzieć, kto ich reprezentuje. Po to, by - jeśli nie spełni oczekiwań - mieć szansę na wyciągnięcie konsekwencji. Nazywanie takich poglądów jako "antysystemowe" jest kolejną ogromną medialną manipulacją, sprzyjającą bardziej totalitaryzmowi niż demokracji.

"Korwinistów" też postrzega się często przez pryzmat wyrwanych z kontekstu fragmentów wypowiedzi ich lidera - tych podobno antyeuropejskich, prorosyjskich czy obrażających kobiety. W programie tej partii są jednak przecież także elementy, z którymi Polacy chętnie się identyfikują, choćby takie jak zniesienie obowiązku ubezpieczeń społecznych czy podatku dochodowego dla osób fizycznych, a zastąpienie ich prostymi, nie wymagającymi armii urzędników i utrzymywania ogromnych budynków, łatwiejszymi do ściągania daninami typu VAT czy podatek obrotowy.

Nadzieja na przyszłość

Czerwcowa sobota partyjnych konwencji może napawać optymizmem. W kraju, w którym - w imię dobrobytu i gospodarki rynkowej - sprzedano już nieomal wszystko, czego dorobiły się wcześniejsze pokolenia, ma szansę nareszcie przejawić się świadomość społeczna.

Ważne, że chyba skończyło się "straszenie PiS-em". Pewnie zauważono, że przeciętny Polak nie boi się już, gdy ktoś nagle wypowie słowa "Kaczyński", lub "Macierewicz". Straszak przestał działać, a PiS wreszcie mógł pokazać swą własną, normalną twarz. Mało tego, Prawo i Sprawiedliwość udowodniło, że jest jedyną partią, w której przywódcy potrafią - niezmuszeni przez afery - przekazać zarządzanie młodszemu pokoleniu. Temu, które będzie umiało podjąć merytoryczną dyskusję z partiami i ruchami społecznymi, określanymi przez główne media jako antysystemowe. Dla dobra tego, co nazywamy demokracją. I przede wszystkim dla dobra Polski. #Janusz Korwin-Mikke