Koniec pierwszej Rzeczypospolitej był warunkowany przez wiele czynników. Jednoczesne wzrastanie sił Prus, Austrii i Rosji, brak mocnej grupy burżuazji, wojny, spadek popytu na zboże, rozrost folwarków... Jednak źródło tych czynników jest jedno- winny zawsze jest rządzący bądź ich grupa. W XVIII wieku była to szlachta, w dużej mierze przesiąknięta prywatą. Z jednej strony wielcy zwolennicy kultury zachodniej, z drugiej zaś rodzimi wąsaci. Łączyło ich jedno: odpowiedzialność za kraj, jego suwerenność i naród. Rzeczpospolita w przeciągu 23 lat (1772-1795), z pozycji jednego z największych państw europejskich przeskoczyła do tych zaginionych, o mały włos nie stając się częścią Zaginionych Królestw Normana Daviesa.

Politycy przejmują rolę dawnej szlachty

Niewiele więcej lat, aniżeli proces upadku RP w wieku XVIII, cieszymy się teraz z wolności. Jednak spirala ponownie się zapętla i widać to na horyzoncie czerwcowych wydarzeń roku 2015. Osoby odpowiedzialne za nasz kraj i za nas ponownie popełniają dawny błąd. Zapominają o swojej powinności, o traumatycznej historii. Ponownie skupiają się na swoich posiadłościach i pałacach, poszerzając zakres pańszczyzny. Nowa szlachta ponownie zaczyna patrzeć na kraj przez pryzmat sejmików, balów i polowań. Zmieniły się realia geo-polityczne, jednak tendencja nie. Naród ponownie, jak prawie 300 lat temu, staje się apatyczny i otępiały, jak wół przyjmuje baty próbując dobrnąć z pługiem do końca pola.

Media sprzymierzeńcem w otępianiu

Impas pogłębiają media, nowa władza, która narodziła się z umiejętności komunikacji. Zamiast być tubą narodu, jego trybunem, biczem i sumieniem, sama wybudowała sobie pałace, popadając w samo-zachwyt i nadmierne uwielbienie metod socjotechnicznych. Miast być lupą wyborcy, media mielą jego świadomość, pozbawiają zdroworozsądkowego myślenia, przeplatają się z polityczną arystokracją. Zafascynowane socjotechniką, mamią szarego Kowalskiego na wszelkie możliwe sposoby. Tylko po to, aby ten dalej utrzymywał system folwarczny XXI wieku na swoim garbie. Ponadto główni gracze medialni zrezygnowali już z roli informatora na rzecz aferzysty-gawędziarza. Główne wydania informacyjne w porze największej oglądalności podają prymitywną papkę. Z reguły mówią o Angeli Merkel, wzmiankują o Ukrainie, trochę śmiechu lub trwogi w związku osobą Putina, o naszej rodzimej arystokracji politycznej i jej pomysłach na lepsze jutro. Na koniec zaś cios poniżej pasa: krzywda ludzka w najlepszym wydaniu. Nie ma innych kontynentów, nie ma nigdzie wyborów, nigdzie nic ciekawego się nie dzieje.

Przeciętny Polak ze śliną ściekającą z ust i otępionym umysłem przechodzi do kolejnych prymitywnych punktów z medialnego rozkładu jazdy w wykonaniu tych samych twarzy. Może jesień 2015 ukaże gdzieś w polskiej polityczno-medialnej mgle jakieś panaceum... #Polityka Warszawa