Prawo i Sprawiedliwość, zdaniem Platformy Obywatelskiej, to zbiór nieprzypadkowych ludzi. Jeśli dojdą do władzy, wówczas w całej rozciągłości pokażą, na co ich stać. Będziemy na własne życzenie od rana biegać na obowiązkowe msze, a drzwi naszych mieszkań jeszcze przed jutrznią będą bez powodu szturmowane przez antyterrorystów. Za sprawą mediów na okrągło będziemy się spotykali z posłem Macierewiczem, opowiadającym o zamachu smoleńskim, zaś #Jarosław Kaczyński siedząc na tronie będzie przyjmował raporty o wykonaniu kolejnych rozkazów.

Arogancja obecnej władzy

Każdy program publicystyczny i niemal sto procent swobodnych wypowiedzi polityków PO, zawiera jedno przesłanie. Za plecami członków PiS czai się Jarosław Kaczyński. Najpierw o prezydencie elekcie Andrzeju Dudzie mówiono, że będzie przez Kaczyńskiego sterowany ręcznie, a teraz to samo zarzuca się Beacie Szydło. Kto się boi czarnego luda? Raczej nie Polacy, skoro odważyli się wymienić prezydenta.

Wątpliwości pojawiają się podczas analizy dostępnych informacji na temat poczynań obecnie rządzących. Afera goni aferę, a wszystkie zamiata się pod dywan. W demokratycznym państwie za kilka groszy politycy żegnają się ze stołkami, za to u nas - hulaj dusza dopóki nie rządzi PiS. Zmiana obozu rządzącego prawdopodobnie doprowadzi do próby rozliczenia aferzystów, stąd tak aroganckie i pełne buty wypowiedzi.

#Ewa Kopacz doskonale wpisuje się w retorykę swojej frakcji. Zamiast zaprosić do debaty - wzywa do niej, ironizując że jeśli Kaczyński i Szydło nie dogadają się kto ma przyjść, niech przyjdą oboje.

Obwinianie niewinnego

Platforma Obywatelska rządzi naszym krajem samodzielnie. Samodzielnie uchwala własnego pomysłu ustawy, wydaje własnego autorstwa rozporządzenia, wyrzuca do kosza podpisy obywateli, złożone pod petycjami i projektami ustaw. Samodzielnie sprzeniewierza społeczne pieniądze, stale wołając o jeszcze. Manipuluje danymi statystycznymi, do których wskaźniki są dobierane w sposób wybiórczy, aby wyniki pokrywały się z wolą rządzących. Ta sama Platforma Obywatelska nie waha się nazywać swoich przeciwników pisowską szczujnią i watahą, którą należy szybko dorżnąć. Tylko dlatego, że jest. Bo przecież niczego nie może ta opozycja zrobić oprócz ewentualnego wskazywania Polakom niebezpiecznych uliczek, w które obecne rządy wpędzają Polskę, przyjmując w zamian coraz mniej wyszukane ataki.

Kiełbasa wyborcza i prawdziwe obietnice

Słychać głosy, że obietnice wyborcze PiS-u, Kukiza i innych "antysytemowców" to zwykła kiełbasa wyborcza, ponieważ żaden z kandydatów nie wskazał skąd weźmie pieniądze na spełnienie kampanijnych, populistycznych haseł. Ewa Kopacz nawołuje, aby rozróżnić tę zepsutą kiełbasę od prawdziwych i możliwych do spełnienia obietnic PO. W chwilę potem, niemal na tym samym wdechu, przysięga obniżenie podatków, wysokie świadczenia dla rodziców i kilka innych zmian. Tak samo nie ujawniając źródeł finansowania swoich obietnic.

Równi i równiejsi

Nie jest tajemnicą, skąd się biorą pieniądze na pokrycie wszelkich wydatków państwa. Pochodzą z podatków i innych obowiązkowych danin, niemal hurtowo obciążających polskich obywateli i przesiębiorców. Kłuje zatem w oczy szastanie tymi pieniędzmi na lewo i prawo. Z jednej strony chybione zakupy i niedokończone inwestycje, zmuszające do zwrotu unijnych dotacji, kary dla Polski za nieregulowanie lub niewłaściwe regulowanie zagadnień prawnych. Z drugiej strony, na przykład matki i opiekunowie niepełnosprawnych, dla których nie ma grosza, bo nie i już. Z jednej strony cudownie unikający kary aferzyści, których poczynania narażają nas wszystkich na milionowe straty. Z drugiej - babcia wsadzona do więzienia za kradzież batonika. A zwykły, szary Kowalski musi się na to wszystko zrzucić z własnej, o wiele niższej niż statystyczna pensji.

Jesienią ci zwykli Kowalscy powiedzą "my się nie boimy, sprawdzamy". #wybory parlamentarne

Źródła: wypowiedzi polityków