Nie nudzę się ze sobą. Takie to podsumowanie wczorajszego wieczoru nasunąć mi się raczyło. A było tak.

Po wczorajszej burzy w Poznaniu słoneczko wyjrzało, a mnie poniosło na spotkanie z przyjaciół gronem. Niewymuszone, na luzie, z dzieleniem się swoimi myślami dwie spokoju godziny nadały rozpędu do reszty wydarzeń. Chwila łażenia po sklepach i zakupów niezbędnych stanowiła przerywnik. O w pół do dziesiątej zasiadłam na leżaku w kinie na świeżym powietrzu i ze świata współczesnego okrakiem do przeszłości się przeniosłam. Przed Galerią Malta z widokiem na świątynie zakupów i korporacyjnych biurowców, ale też i na jezioro z fontanną, #film prosto ze starego niemego kina w klasycznym pięknie z żywą muzyką obejrzeć mi przyszło. I to najbardziej klasyczny z klasyków - Charliego Chaplina "Brzdąc" na ekranie migał, a muzyk akompaniował całość na elektrycznej wersji pianina. Wspaniałe chwile. Jeszcze ciekawiej przedstawiało się obserwowanie widzów. Przede mną siedział chłopiec. Na oko dziesięcioletni. Początkowo znudzony obserwował bardziej ludzi i tęsknie spoglądał na McDonalda i spółkę. Pod koniec magia chaplinowego humoru także i jego objęła swoimi szczodrymi ramionami. Budujące. Mniej budująca jawiła mi się tylko ilość i średnia wieku widowni. Byłam jedną ze starszych osób na tym darmowym wydarzeniu. Ale byłam, przeżyłam i do domu wróciłam w sam raz na koncert na opolskim festiwalu Jeremiemu Przyborze poświęcony. Kolejne pozytywne emocje, choć nie zawsze tematyką do śmiechu wywołane. Magda Umer - artystka, może i nie głównego nurtu, dla mnie zawsze głównie z głową w chmurach, a nogami mocno stąpającymi na ziemi kojarzyć się będzie. Pani Magdo - dziękuję.

Po nocy zaś kusić zaczęłam, bo i jak tu spać po takiej dawce wrażeń cudnych, choć spokojnych. Skończyłam dzień z ostatnią częścią Trylogii Stulecie "Krawędź wieczności" Kena Folletta w łóżku, otoczona śpiącymi, kochanymi, staropanieństwu przypisanymi, kotami trzema słodko-mrucząco-śpiącymi.

Wieczór ideał i to teoretycznie i w praktyce podczas samotnej wędrówki przez przemijające dni. Można dotknąć szczęścia bez ciągłego gadania z psiapsiółkami lub niedostępnego, dla mnie, rodzinnego świata. Można, ale trudno te wieczory łapać. Pappa #książka #Festiwal