"Niedościgła w swoim wyrazie i ambiwalencji #muzyka jest odbiciem kosmosu i kwintesencją wizji ludzkich namiętności, chwałą Boga wyśpiewywaną przez anioły i narzędziem diabła, orędowniczką i niszczycielką dobra i zła. Jak żadna inna sztuka potrafi leczyć i pocieszać, upiększać i uświetniać, pobudzać i łagodzić, zwodzić i umacniać, potrafi najlepiej ukazać oddziaływanie sztuki: pociągać ludzi w ich egzystencji w swój odmienny świat." Hans Heinrich Eggebrecht

Trudno wyobrazić sobie film czy teatr bez muzyki

Cały czas obserwujemy przenikanie się wzajemne różnych dziedzin sztuki. Fakt to bezsporny, iż poszczególne gatunki artystyczne nie mogą bez siebie istnieć. Pytanie tylko, jak ścisły związek istnieje między nimi, które są bardziej ze sobą powiązane a które mniej i czy można mówić o wyższości absolutnej którejś ze sztuk nad inną? Teoretycznie tak, ale pod warunkiem, że przyjmiemy założenia mniemanologii stosowanej, według której istnieje wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy i odwrotnie. Zasada jest prosta: które święta są bliżej, o wyższości tychże możemy mówić. Przekładając to na sztukę: jeśli na jutro mamy bilety do kina, a na pojutrze do filharmonii, możemy mniemać o wyższości sztuki filmowej nad muzyczną. I to by było na tyle, jeśli chodzi o praktyczne zastosowanie mniemanologii. Kiedy oglądamy #film, najważniejszy jest obraz (tekst, aktorstwo). Podobno dobra muzyka filmowa to taka, której nie zauważamy podczas oglądania filmu. Muzyka jest tłem lub równorzędnym partnerem w przypadku filmu muzycznego. Jeśli film ogląda muzyk, jego odbiór będzie się nieco różnił od odbioru przeciętnego widza. Zapewne wiele osób oglądało film "Dzieje grzechu" Nie wszyscy pamiętają co jest tłem muzycznym tego filmu, a jest nim pierwsza część koncertu skrzypcowy e-moll, Felix(a) Mendelssohn(a) - Bartholdy). Zastanawiać by się można, czy w przypadku tego filmu, (a jest on także wielkim dziełem kina polskiego), muzyka jest tylko statystą, czy pełni rolę równorzędną. Film kończy się finałem pierwszej części koncertu. To dodatkowy efekt, nie dla wszystkich jednakowo mocny i dostrzegany. Jesteśmy w kinie, film dobiega końca, zapala się światło. Na ekranie ukazują się końcowe litery, rozbrzmiewa muzyka. Większość osób kieruje się powoli do wyjścia, niektórzy jednak siedzą do końca czekając aż przy drzwiach zrobi się luźniej lub (w optymistycznej wersji, która teraz bardziej mi pasuje do tematu), słuchając muzyki która tak naprawdę spektakl kończy. Moja córka oglądając bajki, złościła się, gdy ktoś wyłączył jej film zanim zniknęły litery końcowe. Szczególnym przykładem jest bajka "Anastazja". Na końcu, kiedy wyświetlają się litery, pojawia się przecudna piosenka "Once upon a dezember", której nie sposób nie wysłuchać do końca.

Śpiewa zjawiskowo Deana Carter

Podobnie jest w filmie Carmen z Placido Domingo i Julią Migenes. Poniżej jedna z najpiękniejszych i najsłynniejszych arii operowych świata, w wielkiej kreacji Julii Migenes. W momencie pojawienia się liter, jeszcze raz w całości słuchamy Habanery.

Muzyka jest sztuką agresywną, w przeciwieństwie do malarstwa, (no chyba że złośliwie ktoś nam podstawia pod nos obraz, którego nie chcemy akurat oglądać), i często uświadamiamy to sobie, kiedy potrzebujemy ciszy i spokoju, a tymczasem docierają do nas głośne dźwięki. Co się dzieje w teatrze operowym, gdy śpiewaczka jest genialna, a z aktorstwem radzi sobie jako tako? Jeśli reżyserem jest aktor, poprawia aktorstwo, nawet kosztem wokalu. Muzyk zaś, główny nacisk postawi na wokal. Oczywiście ideał, to mistrzowski kunszt aktorski i jednocześnie wirtuozeria wokalna, ale życie jest życiem.

Adam Hanuszkiewicz, reżyserując Traviatę w operze wrocławskiej, bardzo wysoką poprzeczkę postawił wokalistom, jeśli chodzi o grę aktorską i pojawił się dylemat co ważniejsze, czy aktorstwo, czy wokal. Nie byłem na premierze, ale za to na jednej z prób generalnych, tuż przed premierowym przedstawieniem. Na koncercie w Baden-Baden tego typu dylematów nie było, a oddając honor wszystkim znakomitym Artystom, ozdobą i główną gwiazdą koncertu była boska Anna Netrebko.

W muzyce, pojawiały się i pojawiają różne style. W formie muzycznej zwanej koncertem, najważniejszą rolę odgrywa solista, a orkiestra pełni funkcję statysty, akompaniując liderowi.Do takiego grania przyzwyczajeni byli Pablo Sarasate czy Nicolo Paganini. Nagle na muzycznej scenie Europy, pojawia się Johannes Brahms i komponuje bardzo kontrowersyjny dla ówczesnego świata muzycznego koncert na skrzypce z towarzyszeniem orkiestry (tak myśleli słuchacze). Tymczasem Brahms zrobił przedziwną rzecz. Orkiestrze powierzył rolę równorzędną w stosunku do solisty. Teraz nie wywołuje to żadnego zdziwienia, ale wtedy? To był niemalże skandal. Pablo Sarasate, który jako jeden z pierwszych wykonawców miał zagrać to dzieło, powiedział, że nie będzie stał na scenie i słuchał jak jedyną melodię w tym koncercie gra obój. Nawiasem mówiąc jest to niezwykły utwór, bardzo piękny i trudny do zagrania a w sposób szczególny gra tą kompozycję nasz rodzimy wirtuoz skrzypiec Konstanty Andrzej Kulka.

Mała dygresja, którą spowodowała dyskusja na temat Beyonce, która podczas jakiejś tam uroczystości zaśpiewała hymn z playback-u, nie odbiega w zasadzie od tematu, bo dotyczy muzyki i polityki, tylko pytanie: czy polityka jest sztuką? O ile tak to aktorstwem, ale marnym, kiczem powiedziałbym, i to nie tylko w polskim wydaniu.. Kicz jednak potrafi mieć wymiar artystyczny, polityka nie. Z muzyką natomiast ma wspólnego chyba tylko tyle, że wchodzi z brudnymi buciorami w życie muzyków, to raz, dwa że są hymny, trzy że był także politykiem wielki Ignacy Jan Paderewski, co chwały mu nie przysporzyło, nie jemu pierwszemu zresztą ani ostatniemu, jak choćby wybitnym postaciom piłki nożnej czy kardiologii. Jeśli artysta się pomyli, nie wyrządza tym nikomu specjalnej szkody (jeśli już, to niewielką, natury estetycznej), ale jeśli politycy mylą się codziennie przez kilkadziesiąt lat to już przestaje być zabawne. Nie wiem, jaki cel ma dyskusja czy ktoś zaśpiewał hymn z playbacku czy nie, bo jeśli artysta występuje przed publicznością, która odbiera przekaz artystyczny, można się zastanawiać, dlaczego playback, a nie "na żywo".

Śpiewanie hymnu na jakiejś tam uroczystości z pewnością nie jest wydarzeniem typowo artystycznym, bo publiczności tam nie ma, a mówiąc bardziej precyzyjnie, niby jest ale jakby jej nie było, bo jest, ale nie przyszła dla śpiewanego hymnu tylko z innych powodów, tak samo jak nie idziemy do restauracji po to żeby posłuchać jak gra do przysłowiowego kotleta wybitny pianista, tylko po to żeby coś zjeść. Artysta, artystka, który(a) "leci" z playbacku, daje od razu temat, który ma odciągnąć uwagę społeczeństwa od tego, co robią politycy. Zakwalifikowałbym to wszystko do cyklu "trudne sprawy, tylko dlaczego ja"? 
Tak naprawdę demokracji nie ma, bo wybierać można i to podobno obowiązek, ale odwołać już się nie da. Czyż, zatem nie żyjemy w demokratycznym kraju? Jest tak samo jak w Ameryce. Tam obywatele mogą "pyskować" publicznie na Prezydenta USA i my też. W Polsce także możemy do woli "pyskować" na Prezydenta ..............(ale USA); (pozdrawiam polityków i gratuluję połączenia dwóch minusów i mamy + Europę).

Muzyka towarzyszy ludziom od zarania we wszystkim. Wyobraźmy sobie ślub, wesele, bez muzyki i spróbujmy zastąpić ją malarstwem czy poezją. Są sytuacje, w których muzyki zastąpić się nie da. Kompozytor pisze utwór, malarz maluje. Obraz można poprawiać utwór też, aż osiągną cel, jaki wyznaczył sobie twórca. Co dalej? Obraz wędruje na wystawę, utwór, do studia nagrań. Obraz można obejrzeć, kupić, zrobić kopię. W przypadku obrazu, kopia nie przedstawia takiej samej wartości, co oryginał, a w przypadku partytury nie ma wpływu na wartość utworu. Można natomiast sprzedawać nagrania. W przypadku muzyki pojawia się możliwość wykonania utworu na scenie, i wtedy mamy koncert. Obraz można malować na żywo przy publiczności. Takim spektaklom towarzyszy zazwyczaj muzyka i dla odbiorcy może powstać dylemat, na czym się koncentrować (chyba że muzyka będzie tylko i wyłącznie tłem, co jest trudne do osiągnięcia). Malowanie obrazów i nagrywanie utworów można porównać ze sztuką filmową. Często jednak z ust aktorów słyszymy jak ważny dla nich jest.

Teatr, gra na żywo z udziałem publiczności

Jest to magia chwili i owszem spektakl będzie powtarzany, ale będzie to już inny spektakl, prawie identyczny, ale inny, jak widok nieba, które zmienia się niepowtarzalnie w każdym ułamku sekundy. Jest to wszystko cudownie urządzone. Można i trzeba łączyć różne dziedziny sztuki, robiąc rzeczy wspaniałe, które bawią, cieszą, uczą, ostrzegają, budzą emocje, wspomnienia, chęć spojrzenia w przyszłość albo wejrzenia w siebie. Element aktorstwa jest bardzo ważnym czynnikiem nie tylko dla aktorów, lecz dla wszystkich artystów występujących przed publicznością. Nasza reakcja na sztukę, jest bardzo różna. Każdy ma swój gust swoje zdanie, każdy ma rację. Próbuję was namówić, żebyście spróbowali spojrzeć na sztukę z innej perspektywy, przyjrzeć się jej będąc jakby w środku niej, a innym razem spróbować spojrzeć na nią stojąc z boku. Patrzymy przez okno, widzimy ten sam obrazek. Wydaje nam się, że go bardzo dobrze znamy, a tymczasem wystarczy spojrzeć na to samo z innej perspektywy ( np. z okna sąsiada mieszkającego po drugiej stronie ulicy). #Plotki