Według ostatniego sondażu przeprowadzonego przez TNS Polska, aż 60% ankietowanych opowiada się za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych do ordynacji wyborczej. Co więcej, 73 % respondentów wyraziło chęć zmiany obecnego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa.

Jeśli partie przestaną być finansowane z budżetu państwa, to kto będzie opłacał polityków?

Jeśli obywatele we wrześniowym referendum opowiedzą się za likwidacją systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa, to powinniśmy postawić sobie takie oto pytanie: kto będzie miał wówczas prawo do opłacania polityków?

W demokratycznych państwach, w których obowiązuje zakaz finansowania partii politycznych z państwowej kasy, politycy i ich partie zbierają fundusze na swoje kampanie polityczne od osób fizycznych lub instytucji (stowarzyszeń lub fundacji).

Politykom dają pieniądze albo bogaci obywatele, albo obce wywiady - na przykład w postaci darowizn od szejków arabskich na fundacje wspierające rozmaite akcje społeczne w ramach jak najogólniejszych tematów (prawa człowieka, wolność słowa czy ludzkie szczęście). W zamian za datki, otrzymują potem lukratywne kontrakty. W państwach z większościowym systemem wyborczym, zjawisko korupcji prawie nie istnieje, gdyż jest ono zalegalizowane w postaci lobbingu politycznego.

Polski biznes prywatny nie jest skory do bezinteresownych darowizn na rzecz aktywności politycznej. Widać to najlepiej przy okazji wielkiego zbierania kasy przez Owsiaka i jego WOŚP. Z punktu widzenia rozmachu w nakładach marketingowych na akcję, jego zbiórki są kwotowo mizerne. Jeśli Owsiakowi tak mało dajemy, to z pewnością politykom damy w swoim odruchu serca radykalnie mniej. Kto wówczas będzie finansował polityków? Mafie biznesowe i stojący na ich czele złodzieje. W Polsce dodatkowo ujawnią się agenci Putina, zakładający rozmaite biznesy wsparcia.

Polityczna prostytucja w kontekście JOW-ów

Zgodnie z ordynacją większościową, wybory wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej głosów. To zaś zależy od jego rozpoznawalności w okręgu wyborczym, która jest efektem pojawiania się polityka w mediach publicznych lub w kościołach. A kto się w nich najczęściej pojawia? Piosenkarze, komicy, prezenterzy, działacze katoliccy i dotychczasowi politycy. Pojawiają się nie sami z siebie, lecz zawsze na zaproszenie. O tym, kogo zaprosić, decyduje ostatecznie ten, kto jest właścicielem mediów lub kapłani.

W systemie Jow-ów polityk staje się kurtyzaną, która śpiewa na zawołanie tego, kto daje kasę. W Polsce najbardziej szczodrymi ludźmi biznesu są ci, którzy wzbogacili się na przekrętach. Podajcie przykład uczciwego przedsiębiorcy, który nie wzbogacił się na samorządowych lub państwowych zleceniach, ale który hojnie finansuje partie polityczne! Znalezienie takiej postaci graniczy z cudem.

Kukiz jest niebezpiecznym bulterierem rozsiewającym wściekliznę mózgu

Marketerzy Tuska wykreowali Kukiza na polityka. Miał on być wyłącznie psem strażniczym, który zablokuje przejście elektoratu PO na pozycje sympatyków PiS. Niestety, w wyborach prezydenckich ekipa muzyka przedobrzyła. Spowodowało to, że karny owczarek niemiecki zamienił się w bulteriera, zrywając się ze smyczy Tuskowi.

Pomysł Kukiza w sprawie zmiany ordynacji wyborczej, podchwycony bez publicznej dyskusji przez Komorowskiego, staje się wirusem wścieklizny infekującym mózgi obywateli naszego państwa. Głosując podczas referendum za zmianami proponowanymi przez Kukiza i Platformę Obywatelską, zamienimy nasz kraj w scenę cyrkową, na której będą występowały polityczne kurtyzany jako pacynki pociągane za sznurki przez złodziei, biskupów oraz agentów Putina.

Źródło: TNS Polska #wybory parlamentarne #Paweł Kukiz #wybory 2015