Zapyziałej, chorej, rozgrabionej przez cztery sitwy polityczne (PO-PSL oraz PiS i SLD) Polsce potrzebne są zmiany. Ale nie takie, jakie obserwowaliśmy przez ostatnie ćwierć wieku - no, może z kilkoma lucidum intervallum, wyzwalającymi w nas promień nadziei, jak się szybko okazywało, płonnej - gdy jeden cymbał zastępował drugiego. A marionetkę podmieniała pacynka. Teatr lalek winien w końcu zmienić się w Stanisława Wyspiańskiego Teatr Ogromny - w którym główne role obsadzają prawdziwi polityczni artyści, a scenariusz pisze #społeczeństwo.

Zabetonowana Rzeczpospolita jest równie mało przyjazna dla wszelkiego typu systemowych kontestatorów, jak Peerel dla opozycji demokratycznej. Dziś oczywiście nikt nikogo nie wsadza do więzienia za poglądy polityczne, nie wyrzuca za nie z pracy - oficjalnie. Bo w rzeczywistości system dla politycznych odchyleńców jest równie, a może nawet bardziej, przykry co w czasach "aksamitnego terroru", jak niekiedy nazywa się ostatnie dwadzieścia lat komunizmu w Polsce.

Aby skruszyć beton, rozbić mur należy sięgnąć po stosowne narzędzia - proste, poręczne, mocne. Należy znaleźć archimedesowy punkt podparcia, dzięki któremu można wysoko unieść zarobaczoną szopę zwaną III RP, po czym cisnąć ruderą o ziemię. Oprócz robactwa, nikt po niej płakać nie będzie. Być może zwolennicy JOW-ów taki punkt, taki klucz do rozwiązania problemu, jakim jest sposób zmiany systemu, a nade wszystko przekonania ludzi do poparcia tych, którzy z III RP chcą się naprawdę pożegnać - znaleźli.

Starsi czytelnicy być może pamiętają, co propaganda komunistyczna mówiła o działaczach Wolnych Związków Zawodowych w przeddzień Sierpnia 1980 roku. Przed czym ostrzegała również wtedy, gdy dzięki strajkom urzeczywistniła się koncepcja prześladowanych wcześniej wolnozwiązkowców. A głosiła mniej więcej to samo, co dzisiejsi przeciwnicy JOW-ów: że za nośnym hasłem stoją polityczni gracze, którzy użyją koncepcji do realizowania własnych celów, że grozi to anarchią (w przypadku związków, mówiono o anarcho-syndykalizmie), że to czystej wody populizm i że pomysł nie niesie żadnego wartościowego przekazu. I w ogóle ci, co o tym tak dużo mówią, w rzeczywistości nie wiedzą, o czym mówią i są inspirowani przez określone siły - może nawet o tym nie wiedząc.

Jak wówczas, tak i teraz, coś było i jest na rzeczy w tym mędrkowaniu. Jednak ważniejsze od tych cząstkowych prawd było i jest to, że hasła uderzały w punkt, potrafiły wyzwolić ludzką aktywność. Wolę działania, realizowania marzeń o wielkiej zmianie na lepsze, na bardziej uczciwe, przyjazne obywatelom państwo. Zastosowały metodę walki znaną od stuleci - pokonać przeciwnika jego własną bronią, wykorzystać jego siłę przeciw niemu samemu.

Skoro tyle mówicie o klasie robotniczej, jako sile przodującej, swoistej "arystokracji" socjalistycznego państwa, jedynym prawdziwym włodarzu przedsiębiorstwa, to dajcie temu wyraz - uniezależnijcie związki zawodowe od partii i administracji państwowej. Pozwólcie się ludziom samorządzić. Mówiono wówczas, patrząc jak komuniści się wściekają, widząc że wpadli w sidła swych górnolotnych frazesów. Z kolei III RP ma pełne usta słów o demokracji, wolności i obywatelskości. Skoro tak, to co jest bardziej demokratyczne niż referendum, albo jednomandatowe okręgi wyborcze, sprawiające że to nie partyjny pachan, ale obywatel ma największy wpływ na wybór posła ze swojego okręgu? Proste, logiczne, uczciwe. Jakby się jeden z drugim nie natężył, to tym postulatom może jedynie przeciwstawić rezonerstwo, którego ludzie mają dość. Niezależnie czy wypływa ono z ust zaprzańców sprawy narodowej czy jej bohaterskich obrońców - często na kilku dobrze płatnych posadach.

I niech ludzie teraz wybierają - są za JOW-ami, czyli pożegnaniem z niewdzięcznej pamięci Peerelem-bis, czy też pragną nadal alimentować tych, którzy mimo gęby pełnej frazesów i górnolotnych słów o dobru wspólnoty, narodu, społeczeństwa, Polaków et cetera, w rzeczywistości myślą jakby tu utrzymać feudalny, patriarchalny, kryminalny system sitw, w którym rządzą sami swoi. Zwycięstwo zwolenników Polski obywatelskiej, a nie partyjniackiej, w referendum może się stać pierwszym krokiem do wyłuskania naszej Ojczyzny z lepkich rączek tych, co pasożytują na niej od siedemdziesięciu lat. Zrazu w maskach internacjonalistów i obrońców ludu pracującego, później Europejczyków oraz politpoprawnych lewaków i liberałów, czy - last but not least - patriotów i niepodległościowców. #wybory parlamentarne #Paweł Kukiz