Przy jednym ze wpisów mojego znajomego rozgorzała dyskusja o tym, czy faktycznie w Polsce jest tak źle pod rządami PO. Jeden z komentujących stwierdził, że "idzie gorsze a nie lepsze. V Rzeczypospolita wiecznie zbawiona. Jeszcze będziecie płakać...". Odpisałem, że "Akurat śmiem twierdzić, że po wyborach nie będzie gorzej. Banda z PO pobiła rekord, który jest naprawdę trudny do pobicia". Ten sam komentator zadał takie pytanie (pisownia oryginalna): "Rekord w czym ? Myślisz że jacykolwiek politycy sa inni ? A może wierzysz w te bzdety tzw. niezależnych mediów, że w Polsce jest tragicznie ? Bo ja nie zauważyłem. Ale kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą, jak powiedział idol dzisiejszych rewolucjonistów, niejaki Goebbels. Gdzie jest tak strasznie ? Na ulicach ? W sklepach ? Czy może w głowach raczej?".     

Oto moja odpowiedź na postawione powyżej pytanie. Rekord chamstwa, rekord korupcji, rekord okradania Polaków, rekord zadłużania Polski, rekord marnotrawstwa, rekord zwiększania biurokracji... Mam jeszcze wymieniać, jakie rekordy? 

Ja nie twierdzę, że jest strasznie. Twierdzę tylko, że jest dużo gorzej niż powinno być, gdyby Polska była normalnym państwem, a nie republiką bananową. Jest gorzej niż było 8 lat temu.

Jak za Gierka?

Obecnie sytuację w Polsce można porównać do sytuacji z 1975-1976 roku. Wtedy też było super. Rosły nowe bloki mieszkalne, fabryki, "gierkówka" się budowała, w sklepach były towary z Zachodu. I tylko wichrzyciele alarmowali, że to wszystko na kredyt i że się zawali. Jakie "strasznie", jakie "strasznie"? Na ulicach? Polskie fiaty jeżdżą! W sklepach? Proszę bardzo, towary z Zachodu! Telewizory kolorowe są, za sanacji nie było żadnych!

Wiadomo, że w Polsce jest lepiej niż w Donbasie, ale gdyby nie banda złodziei, która rządzi Polską niemal bez przerwy od 25 lat, bylibyśmy teraz o wiele bogatszym krajem. Znacznie bogatszym społeczeństwem i ludzie nie wyjeżdżaliby z kraju tak masowo.

Jesteśmy pod kreską

Żona mnie pyta - Patryk, jak to jest, że jest tak dobrze, a na forach widzę coraz więcej pytań od matek z dziećmi, które pytają "jakie dokumenty są potrzebne, by wyjechać do Francji"?

10 lat temu emigrowali głównie ludzie młodzi, po studiach, by trochę się dorobić, by poznać trochę świata. Albo ojcowie wyjeżdżali na "zbieranie truskawek" lub na budowę. Teraz Polacy wracają z zagranicy. Wracają po dobytek, po rodziny i wyjeżdżają już na stałe.

Co ja tam wiem, mieszkam zagranicą, ale dane statystyczne znam. Wynika z nich jasno - do 2013 roku włącznie, PKB Polski nie osiągnął poziomu sprzed "kryzysu". Wciąż jesteśmy pod kreską. Inne kraje miały lekkie załamanie, ale to już przeszłość. A my? Pod kreską.

Na poparcie swoich słów tym, którzy dali się nabrać na platfomianą propagandę, podaję prawdziwe dane (sorry, ale wolę ufać Bankowi Światowemu, niż zależnemu od polskiego rządu GUS-owi): PKB Polski w latach 2007 -2013. Danych za 2014 rok nie ma, ale od tego roku polski rząd zaczął liczyć dane z przestępstw do PKB, no i ukradł 160 miliardów oszczędności, także może wreszcie przebił tę granicę 530 miliardów dolarów.

Dla porównania - to samo źródło, te same daty, tylko kraj, do którego nie płynie "szeroki strumień euro", a wręcz przeciwnie, poddawany jest licznym embargom, nie ma dostępu do morza, nie ma ropy, a we wspomnianym okresie PKB przyrosło o 18 proc: PKB Białorusi.

Ostatnie 8 lat to były dla Polski lata zmarnowane. Dzięki rządom PO i PSL mamy kolejną "generację zmarnowanych szans". Oby władze wybrane w jesiennych wyborach zdołały odwrócić tę tendencję. #Platforma Obywatelska