Okres lat 1938-45 był pełen doniosłych słów wypowiedzianych przez przywódców mocarstw zachodnich i Polski. Ich złote myśli powinni sobie wbić do głowy wszyscy Słowianie oraz Węgrzy i Rumuni. Gdyby to zrobili teraźniejszość i chyba również przyszłość Europy Wschodniej wyglądałaby zupełnie inaczej. Pojęcia: #Europa Wschodnia nie powinniśmy przy tym ograniczać do krajów zamieszkałych w większości przez wschodnich Słowian. Tak obecnie zawęża się je w naszym kraju. Natomiast w języku angielskim Eastern Europe oznacza to wszystko co istnieje na wschód od granic Finlandii, Niemiec, Austrii i Włoch. Wszystkich, którzy nie dostąpili zaszczytu, by wywodzić swoje pochodzenie od starożytnych Rzymian albo przynajmniej swojej wiary i kultury od Lutra. Na tym tle łatwiej zrozumieć...

Zdrada monachijska

"Jakież to byłoby straszliwe, fantastyczne, niewiarygodne, abyśmy mieli ryć okopy i siedzieć tu w maskach przeciwgazowych, by walczyć za kraj, którego nie znamy i o którym nic nie wiemy." To jedno z kilku zdań, w których premier Rządu Jego Królewskiej Mości Neville Chamberlain uzasadnił odmowę wypełnienia zobowiązań sojuszniczych wobec Czechosłowacji. Wraz z ówczesnym premierem Trzeciej Republiki Francuskiej - Daladierem, zamiast tego podpisał w Monachium układ z Hitlerem. Układ monachijski przewidywał, że w zamian za przekazanie Trzeciej Rzeszy zamieszkałego w większości przez ludność niemiecką regionu Sudetów Hitler zostawi w spokoju resztę państwa Czechów.

Jak Polska dostała reprymendę za odzyskanie Zaolzia

"W roku 1938, z powodu takiej drobnostki jak Cieszyn, [Polacy] odwrócili się plecami do swoich przyjaciół we Francji, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Nie zważając na wiszący nad nimi samymi złowrogi cień potęgi Niemiec spieszyli się jak mogli, by zagarnąć swoją część łupów z mordu i rabunku na Czechosłowacji." To z kolei Winston Churchill. Na tle tego, do czego doszło w Monachium, gdzie "przyjaciele Czechosłowacji" przesądzili o jej losie, zmuszając do oddania bez walki potężnych umocnień granicznych, to "odwrócili się plecami" brzmi doprawdy szczególnie...

(patrz: The Munich crisis. Prelude to World War II, [wyd.:] Igor Lukes, Erik Goldstein, London 1999, s. 48)

Na nasze nieszczęście sprawujący dyktatorską władzę w Warszawie piłsudczycy, mając przed oczami los Czechów, ślepo zaufali Anglikom i Francuzom. Twarde, a zarazem idiotyczne, ale po stokroć znamienne słowa Chamberlaina nie przemówiły im do rozumu. Podobnie jak rzut oka na mapę, który wystarczyłby, by zrozumieć, że po przejęciu przez Niemców Czechosłowacji wojna z nimi oznacza zbiorowe samobójstwo. Ostatnią deską ratunku z punktu widzenia elementarnej logiki było przyjęcie ponawianych przez kilka miesięcy propozycji Hitlera. "Kanclerz i wódz" proponował sojusz wymierzony w państwo Stalina, a po zwycięstwie wynagrodzenie Polski za oddanie Gdańska dostępem do Morza Czarnego. Oczywiście przed rozpadem Czechosłowacji można było podjąć, z poważnymi widokami na pokonanie Niemiec, odwrotną decyzję czyli pójść ze Stalinem na Hitlera. Ceną byłoby oddanie co najmniej części ziem wschodnich, które potem i tak straciliśmy w całości. W zamian Polska dostałaby zapewne co najmniej cały Górny Śląsk.

"Wojna stała się nieunikniona"

Te słowa Churchillle'a, które przyszły mu do głowy pod wpływem wiadomości o zajęciu reszty Czech przez Niemcy hitlerowskie (marzec 1939), przytoczył w swym niedzielnym wystąpieniu Putin. Naród polski wierzył, że jesteśmy "silni, zwarci, gotowi" (autor nieznany), a w związku z tym "nie oddamy nawet guzika" (Józef Beck, minister spraw zagranicznych). Guzik prawda - powtarzano potem przez parę pokoleń. Bezkrytyczny anglofil Beck wydał swoich rodaków na rzeź, równej której nie zaznali od wieków. Trzeba przyznać, że okazał się człowiekiem honoru. Nie wytrzymał wyrzutów sumienia i zginął z własnej ręki. Byłoby jednak niesprawiedliwością odnosić się wyłącznie do osobistej winy tego człowieka. Ogromna większość narodu polskiego śniła na jawie o potędze, na zbudowanie której zabrakło tak żelaznej woli jak czasu. Tak jak przygotowując się do skazanych z góry na porażkę powstań XVIII i XIX wieku przeciętny Polak był przekonany, że nie musi się uginać przed twardą koniecznością, wynikającą z przewagi obcej przemocy. Chciał obronić wszystko i w wyniku zostawało mu tyle co nic. Jeszcze dzisiaj, w stosunkach z Rosją nasz rząd prowadzi tę politykę typu wszystko albo nic.

"Anglia doszła do tego, że pozostał jej wybór między hańbą a wojną. Wybrała hańbę, a wojnę i tak będzie miała." Te słowa Churchillle'a, wypowiedziane przezeń po zdradzie monachijskiej, okazały się prorocze. Na dobrą sprawę dotyczyły jednak nie tylko Czechosłowacji, ale również Polski. Stojąc z bronią u nogi w czasie, gdy Wojsko Polskie wykrwawiało się w nierównej walce, armia anglo-francuska, licząca łącznie 5 milionów żołnierzy, okryła się hańbą. Oczywiście ta hańba spada również na Stalina i jego klikę, która paktowała ze złem. Podkreślił to Putin pięć lat temu, 9 kwietnia 2010 w Katyniu. Teraz brzmią w jego słowach zupełnie inne tony.

Dziw bierze jak cały naród dał się oszukać

Naród polski i jego siły zbrojne, rzucone na pożarcie przez sojuszników, otrzymały pchnięcie nożem w plecy od wschodniego sąsiada. Jednak już znacznie wcześniej z winy naszych zachodnich sojuszników zaszły dwie okoliczności, które przesądziły o tym, że tak czy siak pozostawiliby nas bez pomocy. Nawet gdyby Związek Radziecki zajął wobec zmagań sąsiedniego narodu słowiańskiego postawę życzliwej neutralności. Jedna z tych okoliczności miała na imię Gamelin, a druga Bromwich. Chodzi o nazwisko głównodowodzącego francuskich sił lądowych oraz o zakłady wytwarzające myśliwce typu Supermarine Spiftire.

Francuscy ministrowie obrony popełnili fatalny błąd pozostawiając kluczowe stanowiska w wojsku wysokim oficerom, którzy wygrali wielką wojnę. Dwa dziesięciolecia później ci dowódcy rozumowali nadal w kategoriach uzbrojenia i taktyki lat 1917-18. Ogromna armia francuska, a nawet jej lotnictwo były przygotowane niemal wyłącznie do działań obronnych, prowadzonych w oparciu o umocnienia i silną, ale stojącą w miejscu artylerię.

Marszałkowie Imperium Brytyjskiego byli pod tym względem o wiele mądrzejsi. Z tym, że rozumieli również to, że ich brygady pancerne oraz dywizje zmotoryzowane muszą działać pod osłoną myśliwców. Nadmiernie wysokie płace, płatne zwolnienia chorobowe, a także niemal wszechwładza związków zawodowych doprowadziły do rozleniwienia brytyjskich robotników i górników. W zakładach produkujących fenomenalne myśliwce Spitfire (Bromwich pod Birmingham) ludzie ruszali się jak muchy w smole.

Latem 1939 w stanie gotowości bojowej była zaledwie jedna eskadra Spitfire'ów. Z drugiej strony było wiadomo, że Polacy wytwarzają znakomite działa przeciwlotnicze, a polscy lotnicy są jednymi z najlepszych na świecie. No i w ogóle, potrafią walczyć do upadłego i pięknie umierać za wolność waszą i naszą. Wmówiono im, że jesteśmy gotowi na starcie z machiną wojenną Hitlera, że jesteśmy mocarstwem i możemy uratować całość ziem wschodnich, Gdańsk i całkowitą niepodległość. Nasi dziadkowie i pradziadkowie nadawali się do tego, aby ich kosztem zyskać na czasie. Po wprowadzeniu stanu wojny angielskich robotników można zaś było wreszcie zapędzić do ciężkiej pracy.

W ten sposób zostało przesądzone, że wśród serdecznych przyjaciół psy po raz kolejny polskiego zająca zjedzą. Tak jak w roku 1791, 1794, 1802, 1813, 1815, 1830, 1848 i 1863. Zachód za każdym razem zyskiwał kosztem Polaków na czasie, a potem... Churchill i Roosevelt dali Stalinowi co tylko mogli - ani centymetra ziemi ich własnych krajów, ani jednego komunistycznego ministra w ich własnych krajach. Zapewniali, że w zamian Stalin będzie budował demokrację i strzegł pokoju na świecie. Teheran, Jałta oraz "kraj, którego nie znamy i o którym nic nie wiemy". Dopóki, rzecz jasna, znów nie będziemy go potrzebowali... Wciąż w tej samej roli. Niestety, ale w sumie w wypowiedzi Putina jest racja, która może doprowadzić do wściekłości. #Władimir Putin