Mieszkam na śląskiej wsi, kilkadziesiąt kilometrów na południe od Katowic, miasta w którym się urodziłem, wychowałem i z którego uciekłem by uniknąć asfaltu i betonu. Niedaleko mojego domu jest mały wiejski sklepik, który dostarcza mi nie tylko "chleba naszego powszedniego", ale też informacji czym żyją moi sąsiedzi. Bo życie na wsi tym różni się od miejskiego, że zawsze można znaleźć czas na słuchanie innych. Czas musi tu płynąć wolniej, bo też praca nie ogranicza się do ośmiu godzin. Trwa całą dobę, 24/7 jak określiliby to piarowcy dużej firmy telekomunikacyjnej czy ubezpieczeniowej.
Pod "moim" sklepikiem mogę zawsze podsłuchać co myślą ludzie. Zwykli, mądrzy, umiejący sobie radzić z życiem. Szkoda, że nie bywają tu "specjaliści" ze sztabu Bronisława Komorowskiego. Szkoda, że on sam tego nie słucha. Może zrozumiałby, jak Polacy reagują na jego główne argumenty w kampanii wyborczej.

Niezgoda to Kaczyński i Macierewicz, ale dlaczego nie Niesiołowski?

W trakcie całej kampanii, a zwłaszcza podczas debat telewizyjnych w każdej wypowiedzi padało stwierdzenie, które można streścić do: "a co Prawo i Sprawiedliwość zrobiło, gdy było u władzy!?" No cóż, zacznijmy panie prezydencie od krótkiego wyjaśnienia. Przez 26 lat od zmiany nazwy naszego państwa z "Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej" na "Rzeczpospolitą Polską" PiS rządził przez dwa i pół roku. Kojarzony z braćmi Kaczyńskimi rząd Jana Olszewskiego jeszcze krócej, bo przez pół roku. W sumie 3 lata. Pozostałe 23 lata to rządy ugrupowań "pomagdalenkowych", a ostatnie 8 lat - Platformy Obywatelskiej, w tym pięć Pańskiej prezydentury. Dlaczego więc ludzie, zwłaszcza ci, którym od lat nie wystarcza pensji na kupowanie podstawowych produktów w wiejskim sklepiku mają obawiać się PiS-u? Dlatego, że straszą nim także media?

Propaganda sukcesu III PRL

Pamiętam (stary już jestem) czasy stanu wojennego i 1982 r., gdy nie było internetu, telewizji satelitarnej, a telefony były wyłącznie na kablu i to w nielicznych domach. Dziennik Telewizyjny - jedyne wówczas oprócz pierwszego programu Polskiego Radia źródło informacji - nieustannie przedstawiał wypowiedzi ludzi zadowolonych z działań junty generała Jaruzelskiego. Tylko takich telewizja pokazywała. Wszyscy pozostali byli nazywani wichrzycielami i ekstremistami, godzącymi w (sic!) zgodę i bezpieczeństwo narodowe. Kilku z byłych "dziennikarzy" tamtej epoki założyło później telewizję TVN, inni sprawują kierownicze funkcje w Polskim Radiu i TVP. Czasy się mimo wszystko nie zmieniły, przynajmniej w polskich głównych mediach. Ale ludzie przed wiejskim sklepikiem pamiętają. I opowiadają o dawnych czasach swoim dzieciom i wnukom. Polska zna takie opowieści - z czasów zaborów, z okupacji hitlerowskiej, z okupacji sowieckiej zwanej PRL-em. Opowieści, które kiełkują, dojrzewają i w końcu wybuchają społecznym niezadowoleniem. Można je nazwać różnie, choćby tak jak Adam Michnik gówniarstwem i chuligaństwem. Ale to w końcu nic nowego. Ludzie pamiętający propagandę socjalistyczną z czasów PRL-u znają te określenia na pamięć.

Prezydent modli się, by nie wróciło średniowiecze

W przerwach pomiędzy straszeniem PiS-em #Bronisław Komorowski chętnie używa innego hasła. Grozi Polakom państwem wyznaniowym. Komuniści robili to samo, z tą różnicą, że przy różnych okazjach nie klękali przed ołtarzem jak często robi to obecny prezydent. Powinien on chyba jednak wierzyć raczej w starożytnych, dwulicowych bożków. Z jednej strony straszy katolickim biczem z napisami "in-vitro" i "aborcja", z drugiej przy okazji wszelkich świąt chętnie daje się uwiecznić podczas Mszy Św. i przyjmowania Komunii. Pokazując swoje prawdziwe oblicze człowieka gotowego przyjąć sojusz z każdym, nawet z diabłem, byle utrzymać się u władzy i nie zezwolić nikomu, by ukrócił złodziejstwo jego sojuszników.

Polacy głosują za zmianami

#Paweł Kukiz powiedział, że weźmie udział w wyborach. Będzie to dla niego - jak to określił - wybór mniejszego zła, ale uznaje głosowanie za swój obowiązek. Oficjalnie nie zamierza nikogo popierać, jednoznacznie jednak stwierdził, że na Bronisława Komorowskiego nie zagłosuje. Po prostu mu nie wierzy. Udowodnił tym samym, że 20% głosujących na niego w pierwszej turze wyborców nie pomyliło się. Bo większość nie wierzy już ani Komorowskiemu, ani Platformie, ani wspierającym ich mediom. Wierzy w Polskę. Pamięta szkolne lekcje historii i to jak przez 21 lat okresu międzywojennego udało się w II RP zbudować od zera Gdynię, Centralny Okręg Przemysłowy, stworzyć silną armię. Że armia ta potrafiła pokonać najazd rosyjski w 1920 r. a później zatrzymać hitlerowską i sowiecką agresję przez ponad miesiąc. Tego nawet dużo większa Francja potrafiła.

Polacy pamiętają i wierzą, że to nie był cud, po prostu mieli prawdziwych gospodarzy, a nie "władzę". Gospodarzy, którym wówczas za kradzież publicznych pieniędzy groziła kara śmierci i pewnie dlatego mniej okradali społeczeństwo. Gospodarzy, których się szanowało, bo nie włazili na krzesła wrzeszcząc coś o szogunie i na oficjalnych przyjęciach nie siadali pierwsi, zanim damy tego nie zrobią.
Polacy pamiętają i chcą zmiany. Polacy pod małym sklepikiem w mojej wsi też. Bo wiedzą, że teraz może być to tylko zmiana na lepsze. #wybory prezydenckie