Zdziwienie - to słowo jest wyjątkowo często używane po pierwszej turze wyborów prezydenckich. Dziwią się wszyscy: politycy, dziennikarze, eksperci wszelkiej maści i specjaliści od kreowania wizerunku. Jak to się stało - zastanawiają się - że w tym obliczalnym zdawałoby się już społeczeństwie, łatwym do policzenia sondażowego zgodnie z najnowszymi metodami statystycznymi nagle zdecydowana większość opowiada się za odrzuceniem dotychczasowej wizji spokoju i dobrobytu.

Pomalujemy ci twój świat

Stanie się on wtedy piękny i kolorowy. Wokół wiosna, wszystko kwitnie i cudownie pachnie - bez względu na rzeczywistą porę roku. Bo musi! Nie można sprzedać kremu wygładzającego zmarszczki i odmładzającego o lat dziesięć, co najmniej jeśli jego reklama pojawi się tuż obok informacji o upadających firmach, bezrobociu, czy politycznych aferach. Żeby być wiarygodnym trzeba oczywiście podawać także takie wiadomości, ale powinny się one kończyć pogodnym akcentem, czymś uspokajającym. Tak, żeby nie zniechęcić odbiorcy. O krwi i nieszczęściu też trzeba mówić i pisać - ktoś kogoś zabił, inny okradł. Ludzie lubią posłuchać plotek i pocieszać się nieszczęściem innych. Lubią to oglądać i o tym czytać. Myśl, że komuś dzieje się gorzej pozwala zapomnieć o własnym udręczeniu. 
Media wiedzą to i pokazują świat takim, jakim powinien go postrzegać odbiorca informacji, zwykły człowiek. Muszą to robić, by nie zacisnęły im się na szyi powrozy, których drugie końce sięgają gdzieś do działów reklamowych dużych koncernów. Liczy się sprzedaż i zysk. Ma być nadal pięknie i kolorowo. Także dla mediów. Przecież żyją wyłącznie z wpływów z reklam. No może poza mediami publicznymi. Te jednak też muszą mieć założone "różowe okulary", bo ich zarządy są powoływane przez sprawujących władzę, przez prezydenta i parlament, a zasiadający na zarządowych stołkach ludzie zadbają, by społeczeństwo dostrzegło możliwie najmniej cienia na błyszczącym dobrobytem wizerunku otaczającego świata.

Im głębiej w las, tym więcej drzew

A im dalej na wschód, tym większa bieda i tym trudniej o pokolorowany medialnie świat. Analizując wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich można zauważyć, że niezadowolonych jest najwięcej w małych miastach, na wsi i na obszarach najmniej doinwestowanych. Można to nazwać oczywistą oczywistością. Wyniki te pokazują jednak jeszcze coś innego. W dużych ośrodkach i w regionach, gdzie zarobki są wyższe łatwiej wierzy się w ideologię dobrobytu ukazywaną przez media. Tam natomiast, gdzie średnie zarobki rzadko przekraczają 3 tysiące złotych brutto, a po odliczeniu ZUS-u i podatków pozostaje do przeżycia mniej niż tysiąc pięćset - na całą rodzinę, bo często tylko jedna osoba ma pracę - wielobarwna medialna rzeczywistość jest wyłącznie bajką. Chętnie oglądaną, ale równie nierealną jak czarodziejski świat Harrego Pottera - można z przyjemnością czytać, słuchać i oglądać, ale i tak nie sposób w to uwierzyć. #wybory prezydenckie #Paweł Kukiz #celebryci

Nagle obudzeni ze snu

Można by powiedzieć, że tak właśnie czują się politycy głównych nurtów, dziennikarze czołowych mediów i zapatrzeni w swoje teorie naukowcy lubiący, gdy nazywa się ich ekspertami. Obudził ich gwałtownie tupot milionów niezadowolonych. Ci "niezadowoleni" też wcześniej spali - otumanieni medialną papką, tańczącymi i śpiewającymi gwiazdami, rechotem prostackich satyryków i demagogią celebrytów. Pobudkę zagrała im cisza zalegająca w portfelach, w których nic nie brzęczy, ani nie szeleści, zapiszczały minusowe salda na kontach bankowych i... zakrzyczał internet
Oczywiście starzy medialni wyjadacze wiedzieli od dawna o istnieniu internetu, ciągle próbują nad tym medium zapanować i pokazać w nim świat takim samym jak przedstawiają go w gazetach, radiu i telewizji, ale jednak coś im nie wychodzi. Chyba nie dotarło do nich jeszcze, że nie da się przecedzić przez sito całej rzeki. Czasem to, co im uszło próbują nazywać szumowinami. Niewiele to pomaga. Zapewne, gdy minie wyborcza gorączka społeczeństwo znów stanie się senne i wielu popadnie w zwykły serialowy letarg. Ale podobnie jak nie udało się przecedzić strumienia informacji, tak nie da się zatrzymać sitkiem samej rzeki. Szerokiej, wartkiej rzeki prawdy, której nurt pociągnie wszystkich obudzonych. Nawet, jeśli obudzą się tylko na krótki czas. Na czas wyborów.