11 lipca 1979 r. amerykańska stacja kosmiczna SkyLab wpadła w gęste warstwy atmosfery i spłonęła. Niestety nie całkowicie. Szczątki SkyLaba spadły na ziemię, na szczęście na mało zaludniony obszar Oceanu Indyjskiego i zachodniej Australii. Największy fragment satelity, który uderzył w farmę położoną jakieś 1000 km od Perth, ważył jednak blisko pół tony! Żaden człowiek nie zginął. Jedyną ofiarą katastrofy SkyLaba i jednocześnie jedyną w historii ofiarą spadających sztucznych satelitów była krowa. Gdy SkyLab obniżał swoją orbitę, NASA nie miała już żadnych możliwości oddziaływania na lot swojego satelity. Można więc łatwo sobie wyobrazić sytuację, gdy te 500 kg niespalonych kosmicznych odpadów wpada nagle do pełnego ludzi centrum handlowego albo na trybunę stadionu podczas meczu. Nikt nie powiedziałby wtedy, że krowa jest duża i dlatego łatwiej w nią trafić.

Kilkanaście tysięcy różnych obiektów krąży nad naszymi głowami

Niestety wiele z tych sztucznych satelitów uwolniło się już od "opieki" ludzi, którzy je w kosmos wysłali, i lata sobie teraz w okołoziemskiej przestrzeni kosmicznej w sposób całkowicie niekontrolowany. Tak naprawdę nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy jakiś z nich zderzy się z drugim albo wpadnie z kosmicznej próżni w wybrzuszenie ziemskiej atmosfery spowodowane na przykład kolejnym wybuchem na Słońcu. Najprawdopodobniej gwałtownie zahamowany zacznie wtedy spadać. Na szczęście większość kosmicznych obiektów jest tak mała, że zanim doleci do powierzchni naszej planety, spłonie, bo przy prędkości, z jaką się poruszają, powietrze działa na nie jak tarcza szlifierki. Nie zdążą dolecieć nawet do wysokości, na której poruszają się samoloty pasażerskie, pozostawiając po sobie jedynie trochę dymu. Zawsze istnieje jednak niebezpieczeństwo, że niespodziewane uderzenie drobiazgu o atmosferę zmieni tor jego lotu tak, że uderzy później w większego satelitę. I wszystko zależy od tego, jakie będzie to uderzenie - z której strony i z jaką rotacją. Ci, którzy kiedykolwiek grali w bilard, potrafią sobie zapewne wyobrazić różne kombinacje.

Niedostarczony ładunek statku kosmicznego Progress M-27M

Ponad dwie i pół tony ładunku miał dostarczyć Progress na ISS - Międzynarodową Stację Kosmiczną. Nikt nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, dlaczego statek wystrzelony 28 kwietnia z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie poleciał za wysoko. Nie można było zmienić już trajektorii jego lotu, a astronauci przebywający na ISS będą musieli przez jakiś czas korzystać z zapasów zgromadzonych na taką okoliczność - dopóki nie doleci do nich inny transport. Progress M-27M tymczasem polata sobie wokół Ziemi z prędkością blisko 30 tysięcy km na godzinę, kilkanaście razy na dobę przelatując nad Polską, by 8 maja spłonąć w ziemskiej atmosferze.

Łomża najbardziej się boi czy też jest najrozsądniejsza?

W listopadzie 2013 r. na miejskiej stronie internetowej Łomży pojawiło się ostrzeżenie przed możliwością ataku z kosmosu. Zgodnie z przewidywaniami spadł wtedy GOCE, satelita Europejskiej Agencji Kosmicznej. Ostrzegano, że szczątki o masie blisko 250 kg mogą niespalone dotrzeć do powierzchni Ziemi. Tor lotu satelity przebiegał nad Łomżą, a naukowcy nie potrafili przewidzieć, w którym miejscu spadnie. Na szczęście resztki GOCE uderzyły w niezamieszkaną część naszej planety. Jest to jednak szczęście wyłącznie statystyczne, wynikające z faktu, że morza i oceany to ponad 70% powierzchni naszego globu. Łomża ocalała więc, ale to nie powód, by się naśmiewać z ostrzeżenia, jakie miasto opublikowało. Teoretycznie bowiem równie prawdopodobne było uderzenie resztek GOCE na centrum tego miasta, a wtedy cały świat z podziwem spoglądałby na człowieka, który odważnie podjął decyzje o publikacji ostrzeżenia.

Przysłowia są podobno mądrością

Jedno z nich mówi, że jeśli komuś ma coś się stać, to mu w drewnianym kościele cegła na głowę spadnie. Inne, że strzeżonego Pan Bóg strzeże. Te dwa odwołują się - poprzez boskość i Kościół - do Nieba. Tak się składa, że w języku polskim - i w wielu innych też - pojęcie nieba ma wiele znaczeń. Może też oznaczać przestrzeń, w której nieustannie lata nad nami kilkanaście tysięcy obiektów. A każdy z nich może niespodziewanie spaść nam na głowę. Czy należy się bać? Pewnie nie, ale chyba nikt nie chciałby być drugą, po australijskiej krowie, ofiarą upadku kosmicznego satelity.

Zobacz >>> Cztery słońca w jednym układzie - nowe odkrycie astronomów #astronomia #badania