Małgorzata Kidawa-Błońska była dzisiaj gościem programu "Po przecinku", gdzie miała okazję wygłosić wiele bardzo ciekawych tez. Odniosła się między innymi do wstępnych wyników wyborów - jej zdaniem ten wynik to remis między politykami PO i PIS, a jedynym wygranym jest Paweł Kukiz.

Fenomen Pawła Kukiza

Z jednym na pewno można się zgodzić - wielkim wygranym pierwszej tury wyborów jest Paweł Kukiz, który zrobił coś z niczego. Porwał za sobą tysiące obywateli umęczonych partyjniactwem, układami i nieliczeniem się z opinią publiczną. Wszechobecne sondaże pokazały przekrój wiekowy wyborców Kukiza, z którego wynika, że znakomita większość z nich to ludzie młodzi. Teraz do tych właśnie młodych ludzi będą słane populistyczne hasła, czego próbkę dał rano #Bronisław Komorowski, ogłaszając wolę zmiany konstytucji i przeprowadzenia referendów. Sęk w tym, że wyborcom Kukiza wcale nie o to chodzi, aby ktoś obiecał im jednomandatowe okręgi wyborcze. Oni rzeczywiście mają antysystemowe przekonania. Część natomiast oddała swój głos na Kukiza tylko, dlatego aby odebrać go Komorowskiemu i Dudzie. Plecenie andronów pod publiczkę może, więc przynieść rezultat odmienny od założonego i w drugiej turze wyborcy ci oddadzą swoje głosy na Dudę. Aby wyrazić swój sprzeciw wobec wydarzeń i polityki minionych kilku lat, aby po prostu odebrać głos Komorowskiemu.

To jak z tym remisem? Jest, czy go nie ma?

Remis polega na tym, że rywale uzyskują tą samą notę. Wyniki niedzielnych wyborów z 50 na 51 okręgów wyborczych pokazują, że #Andrzej Duda otrzymał 35,31% głosów, zaś Bronisław Komorowski - 33,32%. Nie podliczono jeszcze głosów z okręgu warszawskiego. Uprawiając twórczą matematykę, obydwie te liczby można zaokrąglić do magicznych 35% dla każdego kandydata i w tym sensie można z grubsza mówić o remisie wyborczym. Wyścig do Pałacu Prezydenckiego polega jednak nie tylko na obliczaniu ilości zebranych głosów. Porównajmy jeszcze kilka parametrów jakościowych. Na początek punkt startu kandydatów. Bronisław Komorowski startował w wyborach jako urzędujący prezydent, ubiegający się o reelekcję i na wstępie miał zagwarantowany wynik bliski 70%. Z tego poziomu doszedł do 33%, tracąc ponad połowę poparcia. Punktem startu Andrzeja Dudy była linia leżąca na poziomie 0. Z tego miejsca wspiął się do ponad 35% poparcia. W tym sensie Andrzej Duda znacznie wyprzedził Bronisława Komorowskiego. Po drugie komunikaty przekazywane wyborcom podczas kampanii. Bronisław Komorowski prowadził kampanię obfitującą w jawnie okazywaną wyższość. Nie rozmawiał z byle, kim bo jest na to za wielki. Nie przejmował się kandydatami, którzy niczego sobą nie reprezentują, bo nie mają doświadczenia na stanowisku prezydenta czy w polityce jako takiej. Twierdził, że wygra, bo zwycięstwo mu się po prostu należy. Z racji jego wielkości. A po drugiej stronie kandydaci, którzy normalnie rozmawiali z wyborcami, dla których nikt nie musiał zganiać przedszkolaków czy urzędników, bo zainteresowani przychodzili na spotkania z własnej woli. Nawoływali do oddawania na nich głosów, ciężko na nie pracując. I jeszcze programy wyborcze. Ktoś zna program wyborczy kandydata Komorowskiego oparty na 6 filarach? W trakcie kampanii niemrawo usiłowano zmontować kilka działań oraz ponaginano kilka faktów dla pokazania, że sprawy te są dla kandydata ważne. Nihil novi.

Dwie debaty, a może i więcej

Niejakim zdziwieniem napełniła mnie informacja, że sztab Bronisława Komorowskiego wyraził pełną entuzjazmu zgodę na przeprowadzenie dwóch debat oraz być może zgodzi się na trzecią debatę w stacji innego nurtu. Czar prysł, kiedy poinformowano, że jednak dogadanie szczegółów nie będzie takie łatwe, na jakie wygląda. Otóż, bowiem sztab kandydata Komorowskiego nie widzi możliwości dogadywania się ze sztabem kandydata Dudy i odmawia spotkania roboczego. Takie sprawy mają załatwiać dziennikarze. Chcą u siebie debaty to mają ją zaprogramować. Za moich szkolnych czasów nazywano takie zachowania butą i arogancją.

Źródło: TVPInfo #wybory prezydenckie