Jest taka łacińska maksyma: Si tacuisses, philosophus mansisses, czyli "Gdybyś był milczał, pozostałbyś filozofem" (i nie wiedziano by o twojej głupocie). Parafrazując, w nawiązaniu do ostatnich wypadków wyborczych można by powiedzieć do jednego z dwojga kandydatów, którzy przeszli do II tury: "Gdybyś był milczał, pozostałbyś prezydentem". Okazało się bowiem, że owego pretendenta znaliśmy wyłącznie z przekazu medialnego i uroczystości oficjalnych. Wykreowany PR-owsko i medialnie wizerunek nie wytrzymał konfrontacji z rzeczywistością. Pożegnalne tournée po Polsce, jakie zafundował sobie i nam, wyborcom i obywatelom, ów pretendent, pokazało nam wreszcie, kim czy jakim jest naprawdę. Przy różnych, anegdotycznych już "ustawkach" na spotkaniach wyborczych w terenie jeszcze sobie jakoś radził, choć i tu osobiste akcenty i odstępstwa od scenariusza psuły wrażenie wypracowane przez sztab wyborczy: "Przyjechał cyrk, czyli kampania prezydencka w terenie". Natomiast reakcje na żywiołowe, spontaniczne i nieprzewidziane zachowania publiczności obnażały już fasadowość medialnego wizerunku. Nie zdały się na nic reakcje służb porządkowych, funkcjonariuszy BOR i ABW, które pogłębiały tylko złe wrażenie.

Jak cię widzą, tak cię piszą

Na podstawie powtarzających się, niecodziennych zachowań pretendenta na kolejnych spotkaniach wyborczych zaczęto tworzyć jego nowy, prawdziwszy wizerunek. Pojawiły się wymowne komentarze, iż"Najciemniej jest pod żyrandolem". Jednym słowem, pretendent zaszokował publiczność, prezentując się w sposób rażąco odbiegający od oczekiwań formułowanych na podstawie jego dotychczas lansowanego wizerunku. Można by lapidarnie i kolokwialnie stwierdzić, iż traci on przy bliższym poznaniu. Pokazały to zresztą dobitnie wyniki I tury wyborów, w których uzyskał drugie miejsce. Samo przejście do II tury okazało się więc jego sukcesem, choć w istocie jest to raczej porażka, gdyż sam głośno nawoływał do poprzestania na I turze wyborów z nim samym jako tryumfatorem.

Ciszej nad tą urną

Powracając do tytułowej parafrazy łacińskiego porzekadła, wydaje się ono trafne w opisanym przypadku, gdyż samo robienie dobrego wrażenia, pozowanie na kogoś, kim się w rzeczywistości nie jest, niesie pokusę, aby samemu w to błędne wrażenie uwierzyć. Jeśli tak się stanie, jak w tym przypadku, to tragedia gotowa i reakcja widowni łatwa do przewidzenia. Głosuje ona co prawda kartą wyborczą, a nie nogami, ale rezultat II tury przy utrzymującej się tendencji nie powinien zaskoczyć. #Bronisław Komorowski #wybory prezydenckie #wybory 2015