Poniższy felieton nie jest agitacją wyborczą, autorka nie deklaruje poparcia dla Andrzeja Dudy. 

Przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, wielu obserwatorów krytykowało bierną postawę Bronisława Komorowskiego. Mówi się, że "przespał" te wybory, unikał dyskusji z rywalami i nie rozmawiał z obywatelami, za co pokarano go nie tylko drugą turą, ale również zajęciem drugiego miejsca, tuż za Andrzejem Dudą. Sztab prezydenta i politycy Platformy Obywatelskiej wpadli w panikę. Doszli do wniosku, że jednak trzeba wstać z fotela i na wygraną w tych wyborach mocno zapracować. Stała się jednak rzecz niebywała: okazało się, że aktywność Komorowskiego szkodzi mu dużo bardziej niż obserwowanie wydarzeń zza szyby.

Brak wiarygodności

Dzień po ogłoszeniu wyników pierwszej tury, Komorowski i Duda rozpoczęli batalię o soczysty i świeży kawałek elektoratu - osierocono 20 procent głosów Kukiza i wydawało się oczywiste, że ktoś te sierotki musi przejąć. Urzędujący prezydent rzucił się w wir pracy: obiecał referendum, zmiany w konstytucji, dozgonną miłość do Pawła Kukiza i słoneczne lato. Oczywiście przesadzam, ale właśnie taki jest społeczny odbiór desperackich działań, wynikających z powyborczej traumy.

Polacy mają jednak doskonałą pamięć. Natychmiast przywołano słowa Komorowskiego, który kilka dni przed 10 maja oświadczył, że zmianę konstytucji mogą proponować tylko "frustraci polityczni, którym się nie udało". Ta i inne podobne sytuacje sprawiły, że prezydent utracił wszelką wiarygodność, a jego słowa i czyny z ostatnich dni wzbudzają raczej pusty śmiech i politowanie - wystarczy poczytać internetowe komentarze, by przekonać się, że absolutnie nikt już nie stoi za Komorowskim. Co najwyżej są to głosy "przeciw Dudzie", ale w samego prezydenta nikt już nie wierzy.

Wpadki

Nie obyło się również bez wpadek, które zdają się być jednym ze znaków szczególnych mijającej kadencji. Na pytanie młodego chłopaka o życie za dwa tysiące złotych, #Bronisław Komorowski odpowiedział darmową poradą - należy znaleźć lepszą pracę. O krótkiej wymianie zdań rozpisywały się wszystkie media, a polski Twitter został opanowany przez hashtag #CoNaToBronek, którym zaczęto oznaczać wpisy wyśmiewające prezydenta.

Komorowski nie jest dobry ani w improwizacji, ani w rozmowie. W świetle ostatnich dni wydaje się, że jego sztab wiedział co robi, nakazując swojemu kandydatowi odcięcie się od kampanii przed pierwszą turą. Sondaże i tak wskazywały na zwycięstwo, więc po co to psuć? Samo się wygra. Wyniki pierwszej tury pokazały jednak, że w obliczu wkurzonego narodu, sondaż nic nie znaczy. W tej chwili, z bezkonkurencyjnego kandydata, który początkowo miał zatriumfować nawet w pierwszej turze, Komorowski staje się największym przegranym tych wyborów. Andrzej Duda może wygrać tylko dlatego, że nie wykonuje żadnych idiotycznych ruchów. Rzeczywiste poparcie dla kandydata PiS jest sprawą zupełnie nieistotną, a wyboru w dużej części dokonuje się już "przeciwko temu drugiemu".

I to jest właśnie największy dramat.

Zobacz>>>> Wynik Kukiza to cysterna zimnej wody na oderwaną od rzeczywistości władzę  #wybory prezydenckie #wybory 2015