Debata prezydencka z 17.05.2015 wbiła mnie w fotel. Bynajmniej nie dlatego, że była ciekawa, ale dlatego, że jednostajne głosy, mówiące o niczym, miło mnie usypiały. Płynęła tak wartko, jak po pociągnięciu spłuczki płynie woda w mojej toalecie i dostarczyła mi tyle samo emocjonujących wrażeń.

Komorowski na plenum KC PZPR

#Bronisław Komorowski jest tradycjonalistą w każdym calu, i to widać. Prze cały czas trwania debaty demonstrował piękną, Gierkowską tradycję czytania z kartki. Aż łezka mi się w oku zakręciła na wspomnienie komuny. Bo komu zaprawdę przeszkadza, że przywódca państwa nic nie zrobi bez uprzednio wypisanych na papierze instrukcji. To nawet dodaje mu pewien rys przewidywalności, godny odpowiedzialnego polityka. Jest to ważna zaleta dla służb, które na co dzień owe kartki z wytycznymi prezydentowi podtykają. Nasz miłościwie panujący starał się, by cała debata była tak ciekawa jak transmisje z plenum PZPR. Nic więc dziwnego, że przegapiłem moment, w którym rozmowa dobiegła końca. Dzięki temu ujrzałem w telewizorze jak prezydent wychodzi z gmachu TVP. Ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłem jak w ręku prezydenta raz, czy może dwa razy, pojawia się kartka, na którą z zakłopotaniem spoglądał. Zrozumiałem wtedy, że prezydent w typowy dla siebie sposób stara się trafić do swojego samochodu.

Schizofreniczna zgoda Komorowskiego. Zgoda na dzielenie Polaków

Wystąpienie Komorowskiego nosiło znamiona schizofrenii. To przekonuje mnie, że prezydenta otaczają ludzie niekompetentni. Ktoś z jego personelu przecież odpowiada za stan zdrowia przywódcy państwa i powinien się tym zająć. Czy naprawdę w nikim z jego ludzi nie pojawia się zaniepokojenie? Zwłaszcza, gdy prezydent w jednym zdaniu mówi o zgodzie i współpracy wszystkich Polaków, a chwilę później dzieli Polaków na racjonalnych i radykalnych. Ciekawa też jest definicja radykalizmu według Komorowskiego. Z wypowiedzi odniosłem wrażenie, że radykalnym według prezydenta jest każdy, kto nie głosuje na niego. Komorowski z imponującą konsekwencją ignorował apele Andrzeja Dudy, o niedzielenie w ten sposób Polaków. I tu nastąpiła rzecz ciekawa…

Prezydent opozycjonista

Bronisław Komorowski w miarę mówienia, coraz bardziej nakręcał się brzmieniem własnego głosu. Zaczął robić się napastliwy, przerywał rozmówcy, momentami wręcz przyjmował postawę agresywną. Prezydent niedawno zapowiedział, że na dwa tygodnie, czyli aż do zakończenia drugiej tury, stanie się radykalnym politykiem opozycyjnym. Komorowski realizował swoją obietnicę w trakcie debaty. Atakował Dudę za to, że PiS ma zły wpływ na państwo, pomimo że partia ta jest od 8 lat zmarginalizowana w parlamencie. Jak na opozycjonistę przystało, Komorowski odważnie twierdził, że PiS jest odpowiedzialny za liczne słabości naszego kraju. W swej czujności nie dał się zwieść pokrętnemu tłumaczeniu Dudy, iż to PO od 8 lat ma swojego prezydenta, rząd i większość parlamentarną. Prezydent ma rację, jeśli Duda takimi błahostkami próbuje tłumaczyć nieudolność PiS w rządzeniu krajem przez ostatnie 8 lat, to tym gorzej dla PiS.

Komorowski chodząca reklama Red Bulla

Tu muszę podzielić się swoją końcową refleksją o tym, co według moich podejrzeń wlał w prezydenta jego sztab wyborczy. Zapewne ludzie miłościwie nam panującego uczynili to obawiając się, iż po raz kolejny prezydent zaśnie na stojąco podczas własnego przemówienia. W pewnym momencie jednak było widać, iż nadmierne ilości Red Bulla lub kawy pływając w żyłach prezydenta osiągnęły maksymalny wektor swego działania. Radykalny opozycjonista Komorowski stał się tak pobudzony, iż w pewnym momencie zacząłem się obawiać czy nie przesadza z swoim nowym radykalizmem. Przestraszyłem się też, czy za chwilę nie wyrazi swego sprzeciwu wobec władzy, którą w jego oczach reprezentował Duda za pomocą perswazji bezpośredniej. Wbrew protestującym krzykom dziennikarzy prowadzących program, pan prezydent z determinacją na twarzy, ruszył w kierunku Andrzeja Dudy. Na szczęście w ostatniej chwili przystanął i tylko groźnie pomachał jedną z kartek, które zawsze lubi nosić przy sobie. Opozycjonista prezydent Komorowski ograniczył się jedynie do wręczenia kawałka papieru znienawidzonemu przedstawicielowi obozu prawie rządzącego. Morał z tego jest taki, że nie wolno głowy państwa poić energetykami i innymi podobnie działającymi na mózg symulatorami lotu, ponieważ tak samo jak króliczek z reklamy baterii Duracell, tak i prezydent nie może w tedy ustać w miejscu.

Pupil prezydenta prowokatorem

Smutnym zakończeniem wieczoru było pojawienie się w momencie wyjścia Andrzeja Dudy z budynku TVP znanego prowokatora. Andrzej Hadacz jest popularny dzięki nienawistnym spotom, zrobionym swojego czasu przez PO przy okazji kampanii wyborczej. Spoty te miały przedstawiać jakoby pełną nienawiści postawę osób zgromadzonych pod krzyżem, opodal pałacu prezydenckiego. Główną rolę odegrał w tym spocie właśnie, ów człowiek, który najprawdopodobniej ma problemy emocjonalne. Starał się też dostać do Ruchu Palikota, ale był to już czas schyłkowy dla tej organizacji, więc ostatecznie związał się z PO. Po wczorajszej debacie sprowokował awanturę, doszło w niej do przepychanek z zwolennikami Andrzeja Dudy. Andrzej Hadacz wykrzykiwał też wulgarne słowa pod adresem PiS.