Aby zaistnieć w polityce trzeba związać się z jakąś partią - nieważne, czy istniejącą od dawna, czy tworzącą się. I jeśli partia wytypuje na stanowisko, to trzeba ją potem godnie reprezentować. Czasami nawet podskakiwać, jak lalka zawieszona na sznurkach. Stare powiedzenie mówi: jeśli wchodzisz między kruki, musisz krakać...

Sufler za plecami

Ciekawe z jaką partią związany był - formalnie lub emocjonalnie - ktoś, kto dzięki magii Photoshopa lub innego podobnie działającego programu spreparował obrazek, na którym #Andrzej Duda jest sterowany przez dwóch głównych liderów swojej partii. Człowiek ten namęczył się zapewne by swoje "dzieło" stworzyć, ale męczyć się musiał, bo gotowego materiału nie było. Polityczni przeciwnicy mieli sprawę ułatwioną. Wystarczyło wyciągnąć z kieszeni telefon i nagrać. Efekt nie tylko był bardziej wiarygodny - bo poruszał się i mówił - ale dodatkowo miał walory estetyczne. Działaniami kontrkandydata do prezydenckiego fotela kierowały w tym obrazku nie prostacko wklejone w programie graficznym konopne sznurki, lecz sympatycznie wyglądająca, żywa, realna pani, podpowiadająca obecnemu prezydentowi zza pleców każde słowo.

Platforma Obywatelska popełniła błąd

Zamiast wystawiać na kandydata w wyborach obecnego prezydenta i potem - próbując go nieudolnie bronić przed kolejnymi gafami - podstawiać mu za plecy suflerkę, wystarczyło to ją właśnie zaproponować wyborcom. Przecież nie trzeba byłoby jej niczego podpowiadać, bo najwyraźniej wie, co mówi. Oczywiście dla PO istniałoby pewne ryzyko, że zwolennicy opozycji też mają w swoich szeregach grafików komputerowych, a ci potrafią stworzyć obrazek, na którym Pani Suflerka jako kandydat podryguje na konopnych sznurkach pociąganych przykładowo przez przewodniczącego Tuska i posła Niesiołowskiego, ale o ile łatwiej byłoby wtedy odgryźć się, zarzucając twórcom choćby antyfeminizm i brak taktu. Pan Stefan-kocham-wszystkich-bo-zgoda-i-bezpieczeństwo-Niesiołowski potrafiłby pewnie jak zawsze ubrać to we właściwe słowa.

Zima się skończyła, nadeszła wiosna

I na tym polega kolejny błąd polityków PO. Jeśli się ma program oparty wyłącznie na marketingu politycznym, sejmową większość i swojego prezydenta nie należało robić wyborów w maju. Od dawien dawna wiadomo, że zima - okres kiedy dzień jest krótki, a wieczory długie i nudne - to najlepszy czas na opowiadanie baśni. Bo wiosną ludzie (czytaj: wyborcy) czują już w sobie energię do działania i pracy, do zmian. Robią porządki, także w swoich głowach i dużo trudniej im wmówić, że człowiek potrafiący samodzielnie odpowiedzieć na każde pytanie jest marionetką pociąganą za sznurki, a inny - ten potrzebujący suflera na każdym kroku - to kandydat niezależny, mający swoje własne zdanie. #Bronisław Komorowski #wybory prezydenckie

Myślący wyborca

W demokracji społeczeństwo wybiera swoich przedstawicieli, by zarządzali wspólnym dobrem. Truizmem jest stwierdzenie, że ludzie chcieliby zawsze wybrać tych najlepszych i - jak to się ładnie mówi - oddanych państwu i obywatelom. Niestety, żyjemy w czasach nadmiaru informacji, a ewolucja nie wykształciła w nas wystarczająco silnych odruchów obronnych by pokonać takie niebezpieczeństwo. Reagujemy więc archaicznie - gdy bodźców jest zbyt wiele, zamykamy im dostęp do siebie, ograniczając się wyłącznie do postrzegania krótkich, często odległych od rzeczywistości obrazków. Przykład współczesny i polski: wystarczyło przez parę lat ośmieszać jakiegoś Kaczyńskiego i innego Macierewicza, by dzisiaj krótkim przełożeniem przypiąć łatkę śmieszności Dudzie i odwrócić społeczną uwagę od prawdziwie kabaretowych zachowań niejakiego Komorowskiego. W imię zgody i bezpieczeństwa. 
Paradoksalnie po tysiącach lat człowieczeństwa znów wróciliśmy w małpiej postaci na drzewo i dopóki nie nauczymy się powtórnie myśleć, dopóty rządzić nami będą osobniki potrafiące krzyczeć głośniej. A my - jako społeczeństwo - będziemy ich wybierać na swoich przywódców. Jak małpy.