"Ave, Cæsar, morituri te salutant" czyli: -Witaj, Cezarze, idący na śmierć pozdrawiają Cię! Takim hasłem witali podobno w czasach Cesarstwa rzymskiego, imperatora, gladiatorzy szykujący się na arenie do walki na śmierć i życie. Powiedzenie to w obecnych, powyborczych, polskich realiach z powodzeniem można zastosować do opisu pierwszych reakcji środowisk, które poniosły wyborczą klęskę. Opisywałem już drogę upadku przegranego obecnie pretendenta, w tym jego uprzywilejowany, dwoisty status prezydenta/kandydata; kampanię przypominającą cyrk na czterech kółkach oraz utratę wizerunku.

Obecny stan rzeczy, polegający na zmianie władzy na stanowisku Prezydenta RP, która formalnie nastąpi za nieco ponad 2 miesiące, w dniu 6 sierpnia, już wywołuje liczne komentarze i reakcje polityków i mediów, popierających przegraną sprawę. Publiczne media, przytaczając statystyki, eksponują poszczególne kategorie wyborców i tak: przegranego pretendenta popierała podobno większość miastowych, a zwłaszcza wielkomiejskich wykształciuchów, a zwycięzcę nisko wykształceni mieszkańcy wsi i małych miast oraz bezrobotni. Przekaz medialny jest więc łatwy do odczytania: wygrał głosami gorszej części społeczeństwa, jaką zatem ma legitymizację do sprawowania urzędu w imieniu ogółu? Pojawiają się też próby tłumaczenia i wyjaśniania klęski konkurenta w odwołaniu do błędów machiny propagandowo-marketingowej i źle dobranej socjotechniki. Trudno widać przegranym uwierzyć, że społeczeństwo wybrało tego, którego uznało za godnego reprezentanta ogółu i nie dało się nabrać na marketingowe sztuczki propagandowe kontrkandydata.

Pierwsze reakcje obozu przegranych można zatem skwitować tytułowym, łacińskim powiedzeniem: "Ave, Cæsar, morituri te salutant", choć być może oni sami jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. W perspektywie jesienne wybory parlamentarne i czy sięgniemy wówczas do innej łacińskiej maksymy: "vae victis!", czyli: Biada pokonanym!, czas pokaże. Na razie mamy Andrzeja Dudę jako prezydenta-elekta i czekamy na oficjalną uroczystość zaprzysiężenia go na głowę państwa. #Bronisław Komorowski #Andrzej Duda #wybory 2015