Udostępniłem wczoraj na swojej fejsbukowej ścianie mema z napisem:

Prezydentem Polski będzie teraz normalny, wykształcony facet. Młody, znający języki, nie robiący z siebie idioty za granicą i w kraju.”

Jako pierwsze odpowiedziały na to osoby będące zagorzałymi zwolennikami dotychczasowego prezydenta. Pojawiły się wpisy: „zobaczymy”, „daj mu panie Boże”, „okaże się, jeszcze nigdzie nie był”. Cieszy mnie to i zdumiewa jednocześnie. Bo niestety świadczy o tym, jak bardzo jesteśmy – jako społeczeństwo – podatni na medialną manipulację. Kiedyś już to obserwowałem. W 2010 r. tuż po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Po kilku latach pokazywania Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki jako ludzi ponurych, prostackich w zachowaniach i ośmieszających Polskę, nagle wszystkie stacje telewizyjne znalazły w swoich archiwach niewykorzystane wcześniej ujęcia filmowe, na których Lech i Maria Kaczyńscy wyglądali nie tylko dostojnie, ale też swojsko, mile, sympatycznie... Podobnie jak zazwyczaj pokazywano chwiejącą się dzisiaj ku upadkowi Platformę Obywatelską.

Człowiekowi wszystko można wmówić

Zwłaszcza, jeśli ma się na to nieustannie udoskonalane metody socjotechniczne i niezbędne środki. Techniczne i finansowe. Dzięki tym środkom dociera się do każdego odbiorcy i... zaczyna się pranie mózgu. Media nagle z czwartej władzy przeistoczyły się w pierwszą. Goebbelsowskie „kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą” coraz częściej dominuje w mediach, nie tylko polskich.
Czy to oznacza, że moi znajomi są tak łatwowierni? Nie! Oni zazwyczaj nie mają czasu na wnikliwe sprawdzanie każdej podawanej informacji, a już szczególnie nie mają czasu kontrolować, czy informacja taka nie została delikatnie zmanipulowana. Nie sprawdzą, czy użyte w telewizyjnym newsie ujęcia nie były wybrane spośród wielu innych. Nie będą dociekać, kto wybrał komentujących rzeczywistość ekspertów i czy nie zostali zaproszeni przed kamerę wyłącznie dlatego, że głoszą poglądy zgodne z preferowanymi przez stację telewizyjną lub radiową poglądami. Moi znajomi nie mają na to czasu. Żyjemy w rzeczywistości, w której jesteśmy zagłuszani już nie strumieniem, lecz rwącą rzeką informacji. Nie sposób sprawdzić każdej z nich, ewolucja nas do tego nie przygotowała. Bo ewolucja jest procesem rozłożonym na dziesiątki pokoleń, a my w ciągu zaledwie dwóch czy trzech przeszliśmy od plotek na targu do kilkuset stacji telewizyjnych i radiowych, pomnożonych przez internet

Internet zadziałał

Paradoksalnie najbardziej rozbudowane źródło informacji okazało się dla człowieka zbawienne. Przywróciło nas do okresu plotek przy płocie. No i plotkujemy, często z ludźmi, których nigdy nie spotkaliśmy w realnym życiu. Gadamy o wszystkim, o polityce też. Wymieniamy się poglądami. Telewizje i radia przestały być dla nas głównym źródłem informacji. Potrafimy im wytykać błędy i manipulacje. Robimy to tak często i tak szybko, że zapewne wkrótce przestaną już nami świadomie manipulować. Zauważą jak każde kłamstewko zmniejsza im liczbę odbiorców, a tym samym zarobki, czyli wpływy z reklam. To już kwestia kilku, najwyżej kilkunastu lat, gdy dziennikarstwo będzie musiało wrócić do swych korzeni i do pełnego obiektywizmu. Kłamcy zostaną po prostu wygwizdani. A my będziemy mogli szybko sprawdzić, czy nowy prezydent Andrzej Duda jest sterowany odgórnie, czy nie.

Paweł Kukiz zrozumiał internet

Zrozumiał jego siłę i dzięki internetowi dotarł do milionów swoich wyborców. Przy okazji wsparł Andrzeja Dudę, bo zerwał misternie tkaną przez główne media zasłonę oddzielająca piękną ułudę od siermiężnej rzeczywistości. Przekonał wielu dotychczas nieprzekonanych. Sam prezydentem nie został, ale pomógł zostać Prezydentem Polski człowiekowi, który jest „normalny, wykształcony, zna języki”. Który nie zrobi z siebie – a tym samym ze swoich wyborców – idioty. Zarówno w Polsce, jak i za granicą.   #wybory prezydenckie #Andrzej Duda #Paweł Kukiz