Znowu mamy ten błogi czas ciszy wyborczej. Żaden kandydat nie będzie nas straszył tym, co będzie, jeśli wybierzemy kogoś innego, żaden kandydat nie będzie nas przekonywał, że Polska i Polacy potrzebują tylko jego. Media nie będą ekscytowały się tym, gdzie był który kandydat i jaką wpadkę zaliczył. A gdyby ciszy wyborczej nie było?

Zapewne w przedwyborczą sobotę mielibyśmy wysyp festynów, pikników, koncertów - ot tak, spontanicznie organizowanych przez sztaby wyborcze. I zapewne każdy z nich zapewniałby, że nie ma to żadnego związku z wyborami, bo przecież ludziom się należy odrobina zabawy, oddechu i odpoczynku od polityki. A że przy okazji będzie można zjeść kiełbaskę z grilla, przygotowaną przez znanego polityka? To przecież tylko pokazanie, że polityk jest takim samym człowiekiem jak każdy inny...

W mediach mielibyśmy parady kandydatów, którzy jeździliby od telewizji do radia, od radia do redakcji portali internetowych. Im więcej wystąpień, tym lepiej. Każda okazja do powtórzenia po raz setny tych samych haseł jest dobra. Zresztą na brak ciszy media by nie narzekały - wieczorne bloki reklamowe z materiałami promocyjnymi kandydatów osiągałyby niebotyczne kwoty. Nie wiem, czy znalazłoby się miejsce na reklamy banków czy operatorów komórkowych. Zresztą przewiduję, że najcięższe armaty zostałyby zostawione na koniec, na czas tuż po "Faktach" czy też "Wiadomościach".

W niedzielę wyborczą przed największymi lokalami wyborczymi sztaby postawiłyby swoje stoiska z parasolami, by w ostatniej chwili przekonać nieprzekonanych, a przed mniejszymi - wolontariusze rozdawaliby ulotki ostatniej szansy.

Telewizje niemal co godzinę podawałyby wyniki sondażowe, które ochoczo komentowałyby sztaby - słabszy wynik tłumaczony byłby tym, że ich wyborcy jeszcze nie poszli do urn, że pójdą po obiedzie albo że tak naprawdę te wyniki o niczym nie świadczą, bo przecież sondaże nie raz już się myliły, i to sporo.

W odpowiedzi na takie, a nie inne sondaże media społecznościowe reagowałyby bardzo dynamicznie. Jak grzyby po deszczu powstawałyby akcje typu: "Weź znajomych, idź zagłosować na kandydata X" albo "Brakuje nam 10% do zwycięstwa! Mobilizacja!". Już nie trzeba będzie pisać o cenie warzyw...

Czy bez ciszy wyborczej byłoby lepiej? Nie wiem, byłoby na pewno ciekawie, dynamicznie. Może nawet przełożyłoby się to na lepszą frekwencję. #wybory prezydenckie #wybory 2015