Kampania prezydencka w terenie przypomina występy prowincjonalnych artystów cyrku objazdowego. Dla lokalnych społeczności jest to nierzadko okazja do załatwienia własnych interesów, a nawet zdobycia korzyści. Jeden z samorządowców, witający urzędującego kandydata zrobił sobie z nim pamiątkowe zdjęcie, licząc na podniesienie tym swej wartości w oczach biznesmena, z którym negocjował wysokość łapówki. Kwota rzeczywiście wzrosła, ale finał transakcji odbył się już pod okiem organów ścigania, dzięki czemu wiemy o całej sprawie.

Włodarze jednego z miasteczek czekali na wizytę tej rangi aż od czasów przedwojennych i aby uczcić wydarzenie, otoczyli gościa dziećmi z wyborczymi transparentami, za co spotkały ich później kłopoty. Władze szkolno-oświatowe nie aprobowały, bowiem udziału dzieci w takim charakterze. Grupa radnych jednego z miast, przyjmujących tegoż samego kandydata, hojnie to sobie wynagrodziła, przyznając sobie kilkusetzłotowe premie z budżetu gminy.

Gościnne występy i wygłupy

Kandydaci wychodzą naprzeciw takim i podobnym oczekiwaniom społecznym. Celuje w tym zwłaszcza jeden: da possać kciuk cielakowi, sugerując że pokorne cielę dwie matki ssie, dopnie rozporek w miejscu publicznym, wykolei się razem z zabytkowym wagonem tramwajowym, a nawet wda się w ordynarną pyskówkę z przedstawicielem niechętnej mu widowni, co skwapliwie wytnie publiczna telewizja z relacji, podobnie jak bardzo niechętne kandydatowi okrzyki z tłumu.

Plotka i pilotka

Takim gościnnym występom towarzyszą zwykle stosowne rekwizyty i kostiumy. Mile widziane są regionalne nakrycia głowy, góralskie ciupagi, a nawet krzesła przynoszone przez publiczność, na cześć jednego z kandydatów. Dramaturgii dodaje też sama podróż gwiazd spektaklu na miejsce występów. Pojazdy kandydatów dokonują np. wykroczeń drogowych, a jedna z kandydatek miała nawet niegroźną stłuczkę, śpiesząc się na występy w swym rodzinnym mieście, o czym nie omieszkała zaćwierkać na portalu społecznościowym.

Pilotkę na głowę i ruszaj w drogę

Orężem kandydatów staje się zarówno plotka, kolportowana przez ich sztaby wyborcze, mająca w zamyśle spin doktorów uderzyć w kontrkandydatów, jak i staroświecka pilotka, którą można udekorować siwe skronie na czas podróży awionetką wyborczą. Przy tym im prostszy towarzyszy temu przekaz werbalny, tym lepiej. Jeden chciałby np. strzelać do górników, a drugi za takie słowa dałby po pysku. Mamy też odwrotne do oczekiwań publiczności zachowania. Jeden z kandydatów odwiedził Londyn, ale zamiast występu estradowego uraczył publiczność agitacją wyborczą, w czym wypadł o wiele słabiej niżby to miało miejsce gdyby coś zagrał i zaśpiewał.

Ogólnie rzecz biorąc tonacja kampanii prezydenckiej jest raczej gadżetowa i eventowa niż merytoryczna. Wyraźnie też widać kto cierpi na brak kontaktu z ludźmi i rzeczywistością, a kto jest jednym z nas. Być może taka formuła kampanii wynika z błędnego przekonania, że jak w poprzednich wyborach, wystarczy sterowanie elektoratem na odległość za pomocą medialnych manipulacji, prorządowej propagandy sukcesu i pełnej funkcjonalności Photoshopa przy bilboardach. #wybory prezydenckie #wybory 2015